Macie czasem tak, że czytając daną książkę od początku wiecie, że nie trafia w wasz gust i nie będziecie mieli przyjemności z jej czytania, ale mimo wszystko się zmuszacie? Macie nadzieję, że jednak z czasem autor zmieni kurs, albo po prostu łudzicie się, że może zakończenie uratuje całość? Zaczęłam ostatnio mocniej zastanawiać się nad tą kwestią i swoimi wyborami czytelniczymi.

Z roku na rok staram się czytać coraz więcej książek, bić własne rekordy. Odczuwam przez to powiększający się głód posiadania ogromnej biblioteczki, teraz, natychmiast, co doprowadza często do mało przemyślanych zakupów (ze wstydem przyznaję, że rzadko korzystam z bibliotek, jeśli chodzi o beletrystykę). Jak przecież można oprzeć się temu wielkiemu koszowi książek w Carrefourze w mega promocyjnej cenie, bo jedynie 9,99 zł za egzemplarz? Zamiast kupić jedną dobrą książkę w księgarni, decyduję się na trzy „bylejakie” z hipermarketowej wyprzedaży. Przecież dzięki temu moja biblioteczka będzie jeszcze większa w krótszym czasie. Potem przychodzi czas, kiedy te książki trzeba przeczytać. I tu zaczynają się schody…

Czy każda książka zasługuje na naszą uwagę i przeczytanie jej od deski do deski? Nawet wtedy, kiedy już od pierwszych stron wiemy, że jej czytanie będzie męczące, bo zupełnie nie trafia w nasz gust? Jeszcze do niedawna zmuszałam się do czytania takich lektur, bo przecież po coś tę książkę kupiłam. Jeśli wydałam na nią nawet te 9,99 zł, to i tak muszę ją przeczytać, bo kiedy odłożę ją po przeczytaniu ledwie kilku stron, w moim mniemaniu będzie to marnowanie pieniędzy. Dopiero niedawno dotarło do mnie, że czytanie powieści na siłę to marnowanie mojego czasu, który mogłabym przeznaczyć na dużo lepszą i wartościowszą lekturę. To ma sens!

Studia i życie prywatne pochłaniają dużo mojego czasu, przez co chwil na błogie zatopienie się w lekturze jest coraz mniej. Uświadomiłam sobie, że zmuszanie się do czytania książek, które nic mi nie dają, a już na pewno nie relaks i odprężenie, jest bezsensowne i dodatkowo marnuje te nieliczne wolne chwile na lekturę, które mogłabym poświęcić innej, lepszej książce. Co z tego, że nie poznam zakończenia historii, która przestaje mnie interesować już przy pierwszych stronach powieści? Nie muszę przecież czytać wszystkich książek świata (choć czasem mnie to frustruje, bo bardzo bym chciała…). Czytanie ma mi sprawiać przyjemność i być dla mnie momentem wyjścia z szarego, codziennego świata do fascynującej i pochłaniającej fikcyjnej opowieści a nie przymusem, niczym wspomnienia szkolne z czytania nudnych lektur szkolnych.

Kiedy uświadomiłam sobie to marnotrawstwo czasu, bez skrupułów przerwałam czytaną właśnie lekturę. I o dziwo nie mam nawet wyrzutów sumienia :). Przyjrzałam się dokładniej swoim ostatnim książkowym nabytkom, zrobiłam w nich mały przegląd (kilka pójdzie na wymianę) i od razu mi lżej. Od dziś zamierzam bardziej zwracać uwagę na to, jakie książki kupuję. Każdy taki zakup będzie poprzedzało pytanie: czy na pewno chcę tę książkę później przeczytać? Mam jednak nadzieję, że to nie spowoduje, że moja biblioteczka będzie się zapełniać w wolniejszym tempie. Na to zdecydowanie nie pozwolę 😉

A jaki jest Wasz stosunek do tej kwestii? Zmuszacie się do czytania niezbyt interesujących książek „bo już zaczęliście czytać i głupio zostawić nieprzeczytaną na półce”? Chętnie przeczytam Wasze opinie na ten temat 🙂