Nie jestem znawczynią kina, ale klimat starego Hollywood i wszystko, co jest na nie stylizowane, uwielbiam. A jeśli jeszcze wspomnicie mi o Marilyn Monroe, biorę w ciemno. Jak więc mogłabym przegapić «Siedmiu mężów Evelyn Hugo»?

O książce Taylor Jenkins Reid było głośno jeszcze przed jej polską premierą, w dniach ją poprzedzających, ale także teraz co jakiś czas widzę, że ktoś wspomina o niej na Instagramie. Zauważyłam też dwa obozy: pełen zachwyt i zupełne nieporozumienie. Do którego trafiłam ja? Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie, na pewno już wiecie. A jeśli nie, czytajcie dalej. 

Czy książka Taylor Jenkins Reid zasługuje na taki szum?

Po powieść Reid sięgnęłam, tak jak już pisałam, z powodu klimatu starego Hollywood. Na tylnej okładce możemy przeczytać, że to “lektura obowiązkowa dla wszystkich fanów Marilyn Monroe (…)”, a dla mnie MM to jak machanie marchewką przed pyskiem konia. Do tego sama postać Evelyn skojarzyła mi się przez tych mężów z Elizabeth Taylor. Czy może być bardziej Hollywoodzko? Zaciekawił mnie też sam pomysł na fabułę: wielka gwiazda amerykańskiego kina rozlicza się ze swojej przeszłości i małżeństw. Zapowiadała się dobra obyczajówka. Ale wiecie, jeśli coś jest tak wychwalane, można zacząć nabierać podejrzeń, czy te zachwyty nie są nad wyrost, czy to nie jakaś dobrze przemyślana akcja marketingowa. Kiedyś gdzieś już pisałam, że często taki masowy zachwyt na początku mnie zniechęca, abym później sama dała się porwać fali. I tak właśnie jest w przypadku «Siedmiu mężów Evelyn Hugo», bo oficjalnie dołączać do grupy pełen zachwyt

Siedmiu mężów Evelyn Hugo - Taylor Jenkins Reid

To ile tych mężów miała Evelyn Hugo?

Nie będę opowiadać wam dokładniej o fabule, bo już na samym początku książki dowiadujemy się czegoś, co całkowicie zmienia postać rzeczy i zaspoilerowanie tego byłoby w moim mniemaniu zbrodnią. Bardzo podoba mi się to, co zrobiła autorka i mimo że zakończenie, które ma być zaskakujące, wcale takie nie jest, przymykam na to oko. Akurat w przypadku tej historii nie potrzebowałam żadnych niesamowitych plot twistów po tym, co dostałam na początku. Jeśli więc chodzi o fabułę jako taką, o kolejne wydarzenia w życiu Evelyn, o jej kolejnych mężów i kolejne romanse – jestem jak najbardziej ukontentowana i nie mam tu żadnych zarzutów. Ciekawy jest też wątek niejako drugoplanowy, czyli dziennikarki, która ma przeprowadzić z Hugo wywiad. Przejdźmy jednak do samego Hollywood.

Co z tym starym Hollywood

Lubię amerykańskie filmy z lat 50. i 60., ale nie znam wszystkich, nie znam też biografii wielkich gwiazd ówczesnego Hollywood oprócz Marilyn Monroe i przy lekturze tej książki trochę tej wiedzy mi brakowało, by wyłapałabym pewnie więcej. Zauważyłam więc tylko inspirację życiorysem Monroe i być może Elizabeth Taylor. Jestem ciekawa, jak dużo w tej książce jest z biografii innych aktorek. To, co odnotowuję na minus, to spłaszczenie pewnych rzeczy, uproszczenie ich tak, że to aż kłuje w oczy: łatwość, z jaką Evelyn zawiera kolejne małżeństwa i bierze rozwody, łatwość, z jaką manipuluje prasą plotkarską, to, jak szybko osiągnęła status gwiazdy i jak niewielkim kosztem to przypłaciła. Wiadomo, że Hollywood jest odrealnione, ale autorka ten odrealniony obraz za bardzo wygładziła. Możecie powiedzieć, że to były inne czasy, ale nawet w takim przypadku poczynania Evelyn nie przechodziłyby niemal bez echa.

Siedmiu mężów Evelyn Hugo - Taylor Jenkins Reid

Podsumowując

Patrząc na całość, przymykam oko na błędy, bo tę książkę najzwyczajniej w świecie fantastycznie się czyta. Nawet nie czyta, a dosłownie przez nią płynie. Zaczynasz i po paru godzinach nagle orientujesz się, że już wieczór i zostało ci zaledwie 50 stron, żeby ją skończyć. To lektura idealna na urlop, na wyluzowanie się, na odmóżdżenie. W takiej kategorii ją traktowałam i dostałam to, czego oczekiwałam. Zastanawiam się teraz, czy nie sięgnąć po inne powieści Reid. Macie jakieś propozycje?

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona