Jak często wychodzicie ze swojej czytelniczej strefy komfortu? Jak często dajecie się skusić książce, która raczej nie byłaby waszym pierwszym wyborem, bo zazwyczaj takich historii nie czytacie?

Cześć, jestem Marta i jestem stuprocentową introwertyczką. Wychodzenie ze swojej strefy komfortu to coś, co naprawdę rzadko praktykuję i odnosi się to również do literatury. Na przestrzeni moich blogowych lat mogliście zauważyć, że mój czytelniczy gust nieco się zmienia, że zdarzało mi się sięgać po przeróżne rodzaje literatury, ale ostatecznie mam już swoich ulubieńców i łatwo dostrzec, co czytam najchętniej (chociaż i tak zawsze podkreślam, że mój gust jest eklektyczny i czytam wszystko).

Kto by się zatem spodziewał, że sięgnę po powieść, w której akcja rozgrywa się w starożytnym Rzymie w II wieku naszej ery i dotyczy konfliktu między rzymskimi władzami a Żydami? Na pewno nie ja, ale kiedy przeczytałam opis nowej powieści Wojciecha Dutki, jakiś głos w mojej głowie szepnął, że to jest tak bardzo niecodzienny dla mnie temat, że zdecydowanie muszę przeczytać tę książkę. Na plus zadziałało też to, że słyszałam wiele dobrego o wcześniej wydanej przez autora trylogii z Antonim Mokrzyckim («Kurier z Toledo» itd.). Czy ten głos miał rację, podsuwając mi «Apokryf» do lektury?

Świat starożytny w powieści szkatułkowej

Już przy pierwszych stronach poczułam, że ta historia będzie miała klimat i właściwie nie zawiodłam się aż do końca. «Apokryf» okazał się być ciekawie poukładaną powieścią z kolejnymi bohaterami, którzy nawet jeśli pojawiają się tylko na początku, w jakiś sposób do samego końca mają udział w tym, jak potoczyły się dalsze losy bohaterów. Autor poprzedził główną część powieści bardzo ciekawym zabiegiem, o którym w środku zupełnie zapomniałam, dlatego kiedy wróciliśmy do niego pod koniec książki, moje oczy rozszerzyły się z zachwytu, że tak! tak właśnie powinno opowiadać się podobne rzeczy!

Apokryf - Wojciech Dutka

Byli sobie Rzymianin, Żyd i Grek

«Apokryf» zaczyna się niewinnie (trochę tu naciągam fakty, bo podczas lektury szybko można zorientować się, że bohaterowie wcale niewinni nie byli), przedstawiając nam trójkę młodych przyjaciół, trzech chłopców, a każdy różnej narodowości. Ta odmienność powinna być dla nich od samego początku nie do przeskoczenia, ale w końcu dla dzieci jakie ma znaczenie, że ktoś jest innej narodowości i wyznania? Jeśli dobrze walczy na drewniane miecze, to zupełnie wystarczy. Dopiero z czasem ten temat staje się kłopotliwy, ale… nie zdradzę wam co i jak, nie będę wam przecież spoilerować. W każdym razie, podobało mi się, w jaki sposób Dutka poprowadził ten wątek dalej. Bo chociaż z biegiem powieści wydaje się, że nie jest on tak istotny, w końcu główny temat dotyczy konfliktu (cóż za niedopowiedzenie) między Rzymianami a Żydami, to jednak co jakiś czas gdzieś tam ma znaczenie i wpływa na dalsze losy bohaterów. A przynajmniej jednego, ale tego to już z pewnością wam nie zdradzę.

Porywająca powieść?

Powieść Dutki to chyba pierwsza taka książka, jaką miałam okazję czytać. Starożytny Rzym początków naszej ery, raczkujące chrześcijaństwo uznawane za sektę i odłam religii żydowskiej, no i sami Żydzi walczący o swoją Jerozolimę to nie są tematy, które by mnie interesowały na co dzień. Dlatego właśnie «Apokryf» okazał się być tak odświeżającą lekturą. Nie czytałam czegoś z mojej strefy komfortu, więc musiałam się nieco bardziej skupić na lekturze, żeby nic mi nie uciekło (co niestety i tak czasem się zdarzyło, ale na pewno znacie to z autopsji). Czy książka mnie porwała? Zdecydowanie tak. Może nie będzie moją powieścią roku, ale cieszę się, że odważyłam się na jej lekturę, bo było to bardzo ciekawym doświadczeniem. Nie jest to jednak powieść idealna i mam kilka zarzutów.

Apokryf - Wojciech Dutka

Korektor poszukiwany

Przez część lektury, zwłaszcza w pierwszej połowie, miałam wrażenie, że «Apokryfowi» przydałaby się jeszcze jedna korekta. Językowo momentami powieść nieco kuleje, pojawiają się liczne powtórzenia (w jednym akapicie, zdanie po zdaniu, czytamy o po czym, jak gdyby nie było dobrego synonimu na to słowo), a i styl dialogów nie zawsze mi pasował do czasów odpowiadających tej historii. W drugiej połowie powieści autor jakby nabrał wiatru w żagle i jest lepiej, zwłaszcza stylistycznie, ale nie będę ukrywać, że niektóre akapity mocno mnie raziły po oczach. Jak wiecie, jestem dość czepliwą czytelniczką, nie mogłam wam zatem o tym nie wspomnieć.

Podsumowując

«Apokryf» Wojciecha Dutki nie jest powieścią z rodzaju tych, po które sięgam na co dzień i to okazało się dla mnie kluczem do sukcesu, bo lektura była odświeżającym doświadczeniem. To powieść szkatułkowa bardzo ciekawie poprowadzona i zgadzam się z opisem, że wciąga czytelnika. Mnie wciągnęła. Podczas lektury czułam pewne niedociągnięcia, jeśli chodzi o stylistykę, myślę, że nie zaszkodziłaby tu jeszcze jedna korekta, ale ostatecznie to nie jest coś, co mocno uprzykrzyło mi lekturę. A zatem na koniec mogę napisać już tylko jedno. Polecam!

Werdykt: TO READ

*wpis we współpracy z Wydawnictwem Lira