PRZEDPREMIEROWO: „Zanim zostaliśmy nieznajomymi” – Renee Carlino


Books, Romans / piątek, Luty 2nd, 2018

Jestem romantyczką do szpiku kości i lubię ckliwe historie o miłość (rym przypadkowy), dlatego od czasu do czasu zdarza mi się sięgać po romanse. Nie mogłam przegapić walentynkowej premiery wydawnictwa Otwarte, zwłaszcza że opis bohaterów i fabuły brzmi jak dobrze zapowiadające się love story.

Muszę też przyznać, że mam słabość do romansów i powieści obyczajowych tego wydawnictwa, kiedy więc dostałam propozycję egzemplarza recenzenckiego powieści Renee Carlino, nie mogłam odmówić

Grace i Matt poznają się w Nowym Jorku podczas studiów. Mieszkają obok siebie w akademiku, a ich drogi codziennie się krzyżują i przeplatają. Niemalże od razu nawiązuje się między nimi nić przyjaźni. Koniec roku akademickiego sprawia jednak, że przyjdzie im podjąć decyzje, które zaważą na ich wspólnej przyszłości, a raczej jej braku. Piętnaście lat później przypadkowo spotykają się w metrze i wracają do nich wszystkie wspomnienia i uczucia. Matt jest po rozwodzie, a Grace? Czy ma męża, dzieci? Czym się zajmuje? Czy jest jeszcze dla nich szansa?

«Zanim zostaliśmy nieznajomymi» to romans połączony z new adult, ponieważ przez większą część książki poznajemy historię bohaterów w czasie ich studiów, kiedy mieli po 20 lat. New adult mam już trochę dosyć, ale nie przeszkadzało mi to w powieści Carlino. Nie dało się inaczej opowiedzieć historii Grace i Matta. Historii, w której z jednej strony można się zatracić, z drugiej zaś ma się ochotę niejednokrotnie rzucić książką o ścianę. Dosyć ciekawy rozrzut, nieprawdaż?

Przyjaźń między wiolonczelistką a fotografem jest słodka, urocza, łapiąca za serce. To napięcie między nimi, pożądanie, które obydwoje próbują ukryć, uczucie powoli przeradzające się w coś dużego – nie da się im nie kibicować i nie czekać na happy end. Ale oczywiście wiadomo, że nie może być tak pięknie i muszą zostać rzucone jakieś kłody pod nogi. No właśnie! Mam wrażenie, że autorka nie miała pomysłu albo odwagi, żeby rzucić jakiś porządny grom. Zamiast tego mamy błahe problemy, które bohaterowie wyolbrzymiają do poziomu największych zbrodni, jakie można popełnić. Serio? Ja rozumiem, że dwudziestolatkowie to jeszcze młodzi, niedoświadczeni ludzie, ale mam wrażenie, że autorka traktuje ich niczym nastolatków, którzy obrażają się na mamę za to, że muszą wrócić z imprezy przed 22:00… Grace i Matt robią problemy z takich rzeczy, że aż mi było szkoda ich totalnej głupoty. Wolałabym już chyba jakiś oklepany motyw niż takie błahe kłótnie kończące się wielkimi dramatami.

«Zanim zostaliśmy nieznajomymi» czytało mi się bardzo przyjemnie, ale także drażniły mnie te problemy między Grace i Mattem. Książka Renee Carlino to zgrabny romans, który można przeczytać przez jeden wieczór i spędzić z nim przyjemnie czas, ale ta historia mogłaby być dużo lepsza, gdyby autorka bardziej się wysiliła z wymyśleniem przeszkód do postawienia na drodze bohaterów.

 

Werdykt: TO READ

PREMIERA 14 lutego

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Otwarte

NA SKRÓTY

«Zanim zostaliśmy nieznajomymi» Renee Carlino to romans przeplatający się z new adult. Dużą część historii Grace i Matta odgrywa okres, kiedy chodzili do collegu w Nowym Jorku. To słodka powieść, którą można przeczytać w jeden wieczór, bo dobrze i szybko się ją czyta, ale ma jeden, bardzo poważny minus. Autorka niestety nie wysiliła się przy wymyśleniu problemów stawianych na drodze wiolonczelistki i fotografa, przez co ich kłótnie i rozstanie na 15 lat jest bardzo sztuczne i kompletnie bez sensu. Mogło być naprawdę dobrze, a tak… Nie ma tragedii, ale nie ma też rewelacji.