in Books, Romans

„Wszystko wina kota!” – Agnieszka Lingas-Łoniewska

at
wszystko-wina-kota-agnieszka-lingas-loniewska

Jestem stuprocentową kociarą i jeśli na okładce książki widnieje kot, a do tego jeszcze jest w tytule, jestem kupiona. I tak właśnie kupiła moją uwagę nowa powieść Agnieszki Lingas-Łoniewskiej.

Opis książka wskazuje na to, że mamy tutaj jedną historię miłosną, ale tak naprawdę jest ich cztery, przy czym ta dotycząca Lidii jest wiodąca. Lidia Makowska jest bestsellerową pisarką piszącą pod pseudonimem Róża Mak. Poznajemy także jej trzy przyjaciółki: Karolinę, Agatę i Tatianę, każdą po przejściach oraz z mniejszymi i większymi zawirowaniami w życiu. Jest jeszcze kot, James, który postanowił pobawić się w swatkę.

«Wszystko wina kota!» to pierwsza powieść Agnieszki Lingas-Łoniewskiej w moim czytelniczym dorobku. Jak już wspominałam w recenzji powieści Magdaleny Witkiewicz, «Czereśnie zawsze muszą być dwie», mam problem z sięganiem po powieści obyczajowe i romanse polskich autorek, ponieważ bardzo często kończy się to dużym rozczarowaniem. W przypadku powieści Łoniewskiej wygrała moja miłość do kotów i ciekawość, co też takiego przedstawiciel tego gatunku uczynił, że jest o wszystko obwiniany.

Zaczęło się bardzo dobrze. Humor i relacje między czterema przyjaciółkami bardzo mi podpasowały, przypominając odrobinę styl mojej ukochanej Szwai. Potem zaczęło się nieco gmatwać… Byłam nastawiona na love story Lidki i tajemniczego surfera, a tu nagle okazuje się, że swoje trzy grosze wtrącają jeszcze pozostałe przyjaciółki. Długo mi to nie pasowało i zastanawiałam się po co ten zabieg. Czy historia samej Lidii nie wystarczy? Trzeba zapychać powieść dodatkowymi romansikami? Ostatecznie jednak wszystko świetnie ułożyło się w całość i książkę skończyłam rozmarzona i usatysfakcjonowana.

«Wszystko wina kota!» to naiwny romans na miarę tych z soap opera, ale jest zabawny i momentami tak uroczy, że w końcu zostałam kupiona. Mam jednak kilka zastrzeżeń (teraz czuję się jak książkowy Jack Sparrow, bloger, który zawsze ma jakieś zarzuty do powieści Róży Mak). Po pierwsze: po długoletniej posusze nagle wszystkie cztery przyjaciółki nawiązały romanse w tym samym czasie. Pal licho synchronizację, ale… irytuje mnie, gdy po jednym spojrzeniu wszyscy bohaterowie czują, że to miłość na całe życie. Romanse rządzą się swoimi prawami, zdaję sobie z tego sprawę, ale jednak jakiś umiar powinien być. Po drugie: imiona. Wiem, że się czepiam, ale… gdy bohaterowie dopiero się poznają, a już następnego dnia Lidia staje się Lidzią to strasznie mi zgrzyta…

Podoba mi się pomysł na wątek z tajemniczym blogerem książkowym, siejącym postrach wśród autorów. To niejako pokazuje, że przynajmniej część polskich pisarzy zdaje sobie sprawę, jak ważną rolę w promocji ich książek odgrywają blogerzy. Co prawda szybko domyśliłam się, kim jest ten niejaki Jack Sparrow, ale nie ma to negatywnego wpływu na moją ocenę całości.

 

«Wszystko wina kota!» zaczyna się super i kończy jeszcze lepiej. Środek trochę mi namieszał w głowie i przybliżał do negatywnej opinii, ale ostatecznie całość oceniam bardzo pozytywnie i chętnie sięgnę po kolejne powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej.

 

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Novae Res

 

«Wszystko wina kota!» to pierwsza powieść Agnieszki Lingas-Łoniewskiej w moim czytelniczym dorobku, a do jej przeczytania zachęcił mnie kot w tytule i na okładce. Choć początek zapowiadał świetną książkę, w pewnym momencie myślałam, że ta recenzja nie będzie pozytywna, ponieważ autorka rozdrobniła tę historię na zbyt wiele wątków. Dopiero pod koniec wszystko zaczęło mi się układać w idealną całość, a pomysł na powieść w tej formie mnie przekonał. Książkę skończyłam zdecydowanie z pozytywnymi wrażeniami. To przyjemny, lekki romans, idealny na cięższy dzień i chęć odmóżdżenia się. 

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.

  • Na początku byłam raczej na tak, ale trochę ten „naiwny romans” mnie zniesmaczył, znaczy, nie lubię przewidywać tego co się dzieje w książce, i tak jakoś, nie wiem, romanse to chyba już nie dla mnie 🙁

    • Ja już rzadko sięgam po tego typu książki, ale ta była całkiem przyjemną odskocznią 😊