Lubię twórczość Wiśniewskiego, chociaż nie wszystkie jego książki do mnie trafiają. Podoba mi się, jak autor łączy przedstawienie relacji damsko-męskie przeplatając w nich swoje pasje – nauką i muzyką klasyczną. Wciąż jestem pełna podziwu, jak udaje mu się być jednocześnie fizykiem, informatykiem i chemikiem i mieć tak wrażliwą duszę humanisty.

Byłam bardzo ciekawa najnowszej powieści pisarza, ponieważ «Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie» to podobno jego najbardziej osobista powieść. Czyżby autor pragnął publicznie rozliczyć się ze swoich związków?

Jedną z rzeczy, których mężczyźni obawiają się chyba najbardziej, jest bezradność i bycie skazanym na pomoc innym. Tak jest z głównym bohaterem, który od najmłodszych lat bał się, że spotka go to, co jego dziadka. Kiedy więc zapada nagle w śpiączkę i budzi się po sześciu miesiącach, nie może uwierzyć, że zmarnował tyle czasu. Po przebudzeniu okazuje się, że kiedy spał, w szpitalu odwiedziły go wszystkie kobiety jego życia – byłe i aktualne. To idealny moment, aby przeanalizować swoje związki, popełnione błędy i wyciągnąć z tego naukę na przyszłość.

Zauważyłam ostatnio, że gdy dany pisarz tworzy bardzo osobistą powieść, nie nadaje imienia głównemu bohaterowi. Ten rok przyniósł kilka takich książek: «Wakacje nad Adriatykiem» Zofii Posmysz, «Purezento» Joanny Bator, «Swing time» Zadie Smith i wreszcie «Wszystkie moje kobiety» Janusza L. Wiśniewskiego. Muszę stwierdzić, że to bardzo ciekawy zabieg i chyba dopiero w tym roku się z nim spotkałam. Autor z jednej strony dzieli się z nami swoją prywatnością, z drugiej zaś wszystko utkane jest w powieść, nie wiadomo więc gdzie kończy się fikcja, a zaczyna prawda.

«Wszystkie moje kobiety» to swego rodzaju przegląd różnych związków damsko-męskich. Kiedy główny bohater budzi się ze śpiączki i dowiaduje się, że odwiedziły go wszystkie kochanki – byłe i aktualna – przypomina sobie, jak wyglądały jego związki z nimi, początki i końce. Kto kogo zostawił i dlaczego? Jakie błędy popełnili? A przede wszystkim – jak wyglądała ich miłość i czy ta miłość rzeczywiście zawsze była obecna. W tych opowieściach dużą rolę, a właściwie nawet główną, odgrywa seks. I chyba to najbardziej mi przeszkadzało w tej książce. Nie chodzi wcale o to, że jestem pruderyjna. Seks jest mocno związany z miłością (ok, nie zawsze), więc w takiej powieści zdecydowanie musi odgrywać ważną rolę. Tym bardziej, jeśli jest ona czymś na kształt spowiedzi pisarza. Mimo to nie do końca odpowiadało mi, jak autor przedstawił ten temat. Tak jakby właśnie wokół seksu kręciło się jego życie. Jestem typem zatwardziałej monogamistki, która wierzy w jedną miłość na całe życie, więc kiedy czytam o tym, że facet jednego dnia uprawia seks z trzema różnymi kobietami i jest z tego dumny, nie bardzo mi to odpowiada. Na końcu jednak pojawia się żal za grzechy i to jest pozytywny punkt, który niejako usprawiedliwia treść.

Oprócz głównej fabuły i rozliczania się z przeszłością, sporo w tej książce lania wody (nie do końca w negatywnym znaczeniu). Autor zasypuje nas naukowymi ciekawostkami, rozważaniami, filozofią itd. Niby wszystko związane jest z miłością, pożądaniem i seksem, zwykły śmiertelnik może sporo się dowiedzieć, ale mam wrażenie, że niekiedy Wiśniewski nie wie, kiedy spasować i zamiast postawić kropkę pół strony wcześniej, wciąż rozpisuje się na ten sam temat. Znów trafiłam na książkę, w której lwią część zajmują długie wynurzenia głównego bohatera, a gdy wreszcie pojawiają się dialogi, wypowiedzi zajmują niekiedy trzy strony. Ostatnio jestem mocno niecierpliwym czytelnikiem i im dłużej schodziło mi się z czytaniem «Wszystkich moich kobiet», tym mocniej byłam zirytowana. Z drugiej zaś strony muszę przyznać, że mimo wszystko podoba mi się ten rachunek sumienia i dojście do błędów, które główny bohater (a może sam Wiśniewski) popełnił. No właśnie, ciekawa jestem ogromnie, ile w tej powieści prawdy, a ile fikcji.

 

Podsumowując: To dobra powieść i żałuję, że nie miałam cierpliwości, aby czytać ją spokojniej. Mimo pewnych wątków, które mnie drażniły acz były nieodzowne w tej książce, cieszę się, że miałam ją okazje przeczytać. Nie uznam jej jedna z jedno z najlepszych dzieł Wiśniewskiego.

 

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Znak Literanova

 

NA SKRÓTY

«Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie» to swego rodzaju spowiedź Janusza L. Wiśniewskiego, w której autor rozlicza się ze swoich związków i popełnionych błędów. Jest to jednak beletrystyka, więc nie wiemy, ile w tej książce prawdy, a ile fikcji. Nie wszystko mi pasowało (jak np. położenie dużego nacisku na seks i przytaczane różne sytuacje czy zbytnie rozpisywanie się w niektórych momentach), ale są to elementy, bez których powieść raczej nie mogłaby się obyć. I chociaż odczułam ogromną ulgę, kiedy wreszcie przeczytałam te ponad 500 stron, mimo wszystko nową książkę Wiśniewskiego mogę uznać za dobrą i wartą przeczytania.