Nie będę ukrywać, że patrząc na samą okładkę, raczej bym po ten tytuł nie sięgnęła. W ogóle w cyklu Niewolnicy Marcina Margielewskiego okładki do mnie nie przemawiają. Ale w końcu przysłowie nie oceniaj książki po okładce skądś się wzięło, prawda?

Wiecie, za co lubię blogowanie? Właśnie za możliwość recenzowania dla was książek, które szatą graficzną niekoniecznie by was do lektury zachęciły. A może nawet tematyką, która na pierwszy rzut oka raczej do waszych upodobań nie pasuje. Jednak publikując tekst mam cichą nadzieję, że po przeczytaniu kilku akapitów mojej opinii inaczej spojrzycie na daną książkę. Czy z «Dubaj krwią zbudowany» będzie tak samo?

Trzecia książka w cyklu Niewolnicy

Lubimy czytać mówi, ze Marcin Margielewski ma na swoim koncie 8 książek i wszystkie skupiają się wokół tematów związanych z Dubajem i różną problematyką dotyczącą arabskich czy azjatyckich społeczności. W swojej ósmej książce przybliża problem taniej siły roboczej, która buduje potęgę Dubaju. Nie opowiada o nim ogółem, ale poprzez historie osób z krwi i kości. Hindusów i Pakistańczyków, którzy we własnych ojczyznach ledwo wiązali koniec z końcem. Skuszeni wizją wielkich pieniędzy za pracę na budowie przy kolejnych wieżowcach, pracę sprzątaczek czy służb oczyszczających miasto, porzucali swoje dotychczasowe życie wierząc, że Dubaj odmieni ich los. Ich i ich rodzin, bo to właśnie myśl o nich napędzała tych ludzi do podjęcia tak wielkiego ryzyka. I jak łatwo się domyślić, ich historie nie potoczyły się tak, jak to sobie wyobrażali.

Dubaj krwią zbudowany

Reportaż czy powieść?

«Dubaj krwią zbudowany» ma bardzo ciekawą formę. Nie jest to zwykły, suchy reportaż i łatwo odnieść wrażenie, że książce bliżej do powieści niż non-fiction. Wszystko dlatego, że o kolejnych bohaterach opowiada nam niejaki Bartek, polski inżynier, który zainteresował się losem mieszkańców robotniczego miasteczka Sonapur położonego na obrzeżach Dubaju, w którym mieszkają, a właściwie gnieżdżą się, tytułowi niewolnicy. Tak, nie autor książki, tylko jeszcze ktoś inny. Trochę się w tym na początku pogubiłam, bo w książce do głosu dochodzi także Marcin Margielewski i nie wyłapałam momentu, kiedy przestaje być on narratorem. Forma jest ciekawa, aczkolwiek mam z nią też pewien problem i nie wiem, czy winić tutaj autora książki, czy autora opowieści.

Mój problem z «Dubaj krwią zbudowany»

Ponieważ historie kolejnych osób pracujących w Dubaju jako tania siła robocza opowiada nam wspomniany wcześniej Bartek, nie do końca wiem co myśleć o tym, jak bardzo w tę opowieść się wczuwa. Mam na myśli to, że opowiada nam konkretne sceny z życia bohaterów, a nawet przytacza całe dialogi, jak gdyby był na miejscu i słuchał ich własnymi uszami. Wiem, że to z mojej strony czepialstwo, bo podobny zabieg ma na celu mocniej wpłynąć na emocje czytelników i pozwolić im lepiej wczuć się w historię, ale mnie się to nieco gryzło z non-fiction, którym «Dubaj krwią zbudowany» ma przecież być. Z drugiej zaś strony, dzięki podobnej narracji sama czułam, jak szybko i płynnie się tę książkę czyta i jak łatwo poczuć ten tragiczny los kolejnych dubajskich współczesnych niewolników.

Dubaj krwią zbudowany

Podsumowując

«Dubaj krwią zbudowany» to non-fiction o specyficznej formie, mocno przypominające powieść. Ciekawe było dla mnie to, że o współczesnym niewolnictwie opowiedziano poprzez kilka konkretnych historii. Z pozoru podobnych, ale jednak każda jest inna. Przerażające, jak bieda zostaje wykorzystywana przez bogatych i do czego prowadzi desperacja, aby zapewnić rodzinie godny byt.

Zwróćcie uwagę na tę książkę, bo porusza naprawdę ciekawy i ważny temat, ale jednocześnie miejcie na uwadze to, że można odczuć wrażenie przesadnego wpływu na emocje czytelnika właśnie poprzez specyficzną formę tego tytułu.

Werdykt: TO READ

*wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Prószyński i S-ka