in Books

„Wiek cudów” Karen Thompson Walker

at

Dawno nie czytałam tak dziwnej książki, ale może to dlatego, że unikam tematyki apokaliptycznej. Muszę jednak przyznać, że cieszę się, że Wiek cudów trafił do mojej biblioteczki. Jeśli jesteście ciekawi dlaczego, zapraszam na nowy wpis 🙂DSC_0344

Dobrze pamiętam dzień, kiedy ogłosili to publicznie: nastąpiła zmiana, spowolnienie. Dni i noce wciąż się wydłużały. Odmierzanie czasu za pomocą zegarów i kalendarza straciło sens.

Świat się zmieniał, lecz nie wszystko zmieniało się razem z nim. Nowy rok szkolny zaczął się tak jak zawsze, choć kazano nam ignorować dzwonki. A ja nie przestałam marzyć o tym, iż pewnego dnia Seth na mnie spojrzy. Nawet kiedy miesiąc zmienił się w siedem zachodów słońca, właśnie to było najbardziej niewiarygodne: Julia!, dwie sylaby mojego imienia wykrzyczane przez niego na wietrze.”

Na okładce mamy informację, że w przygotowaniu jest film reżyserki Zmierzchu. Nie wiem, czy to jest dobra reklama, być może podziała na nastolatki. Moją uwagę zwróciła przede wszystkim grafika okładki. Zdecydowanie mam słabość do ładnych okładek a ta Wieku cudów z pewnością trafia w mój gust. Ale to przecież treść książki jest najważniejsza prawda? A ta niesamowicie mnie zaskoczyła i wciągnęła.

Narratorką opowieści jest dwudziestokilkuletnia Julia, mieszkanka Kalifornii, wspominająca swoje wchodzenie w okres dojrzewania, które zbiegło się z najtragiczniejszym momentem dla Ziemi i ludzkości – spowolnieniem. Doba wydłużała się coraz bardziej, grawitacja zaczęła być silniejsza. Z nieba zaczęły spadać ptaki, silne przypływy i odpływy zmusiły ludzi do ewakuacji i opuszczenia domów położonych blisko oceanu, ludzie zaczęli chorować na tzw. syndrom spowolnienia. W czasie, kiedy Ziemia dąży ku zagładzie ludzkości, jedenastoletnia Julia przeżywa kryzys osamotnienia i wyobcowania, by odnaleźć w sobie kiełkującą miłość do Setha Moreno.

Choć okładka sugeruje co innego, Wiek cudów nie jest łatwą książką, banalną historyjką dla nastolatek. Jest to przejmująca opowieść o powolnie następującej apokalipsie i walce ludzkości o zachowanie dotychczasowego sposobu życia. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że mogłabym zachować jakikolwiek spokój w sytuacji, gdy wszystko się zmienia: doba trwa 30, 40 a nawet 70 godzin, do Ziemi zaczyna docierać niebezpieczne promieniowanie słońca, po kolei wymiera roślinność i zwierzęta. Nikt nie wie, jak długo to potrwa i ile jeszcze ludzie wytrzymają. Brzmi strasznie prawda? Karen Thompson Walker udało się stworzyć niesamowitą wizję powolnego końca świata, jaki znamy. Książka niesamowicie mnie wciągnęła, nie polecam jednak czytania jej przed snem – niespokojne noce murowane. Sama historia Julii to dodatek, choć w końcu to ona jest główną bohaterką.

Jedyne co mogę zarzucić Walker to właśnie brak porywającej akcji i krwistych bohaterów. Opowieść o postępującej apokalipsie aż prosi się o jakąś dramatyczną opowieść miłosną, walkę o uczucia mimo wizji końca świata. Myślę jednak, że istnieje szansa, że taka opowieść mogłaby całkowicie pogrążyć książkę, zrobić z niej przegadaną powieść dla nastolatek. Narracja w Wieku cudów prowadzona jest powolnie, może wydawać się nieco ospała, jestem więc ciekawa, jak przerobią tę historię w Hollywood, aby dopasować ją bardziej do realiów kinowych. Samą książkę ogromnie polecam, pióro Walker bardzo przypadło mi do gustu i choć raczej unikam czytania książek/oglądania filmów z wizjami końca świata, chętnie przeczytam coś jeszcze tej pisarki.

Werdykt: TO READ

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.