Nie wiem, czy wy też, ale chyba połowa bookstagramowej społeczności czekała na tę książkę. Nie dziwi mnie to po świetnej zeszłorocznej premierze «Siedmiu mężów Evelyn Hugo». Tym bardziej, że «Daisy Jones & The Six» miała być jeszcze lepsza.

Nie rzuciłam się na nową powieść Taylor Jenkins Reid w lipcu, kiedy była jej premiera, bo chciałam zostawić ją sobie na sierpień i urlop. I powiem wam, że to był naprawdę dobry wybór. Bo czy ktoś dałby mi usprawiedliwienie, że siedząc w pracy nie robię tego co powinnam, bo czytam książkę?

Evelyn Hugo czy Daisy Jones?

O nowej powieści Reid mówiło się, że to taka Evelyn Hugo, tylko przeniesiona do lat 70. i rock’and’rolla. Mnie w «Siedmiu mężach…» ogromnie podobał się ten filmowy klimat, nawiązanie do wielkich gwiazd Złotej Ery Hollywood, więc do «Daisy Jones & The Six» podeszłam raczej na spokojnie. W sumie nie wiem czemu, bo lubię muzykę w książkach, więc powinnam bardziej się tą nową powieścią ekscytować. Gdzieś tam jednak podświadomie czułam, że Daisy Jones nie jest w stanie przebić Evelyn Hugo, więc nie powinnam się nastawiać na hit, bo to może się skończyć zawodem, a tego bardzo nie chcemy. Jaki werdykt? Faktycznie «Siedmiu mężów…» nadal jest nieco wyżej, ale historia zespołu The Six jest równie świetna. Choć nie od razu do tego doszłam.

Daisy Jones & The Six - Taylor Jenkins Reid

Dziwna forma książki i problemy z wczuciem się w fabułę

Wszystko przez to, że chociaż słyszałam o tym, że fabuła jest przedstawiona w formie wywiadów, wypowiedzi bohaterów, że nie ma tu normalnej narracji, ostatecznie i tak mnie to zaskoczyło. Na początku w ogóle nie mogłam wejść w tę historię, czytając powieść czułam się tak, jakbym stała gdzieś obok, do tego za szybą, która pozwala mi tylko patrzeć, a cała reszta reszta zmysłów została zamknięta na kłódkę. I już już zaczynałam myśleć, że no dobra, ta książka jest ok, ale bez szału, że te wywiady wypaczają ją z emocji itd., kiedy przyszedł ten moment, że w końcu szyba pękła a ja weszłam w fabułę całą sobą i nie mogłam z niej wyjść.

Smaczek, za który Taylor Jenkins Reid ma u mnie plusa

To, co bardzo mi się w tej książce podoba, a jednocześnie jest tylko drobnym szczegółem, to pewnie nieścisłości w wypowiedziach członków zespołu. Wiecie, podczas wywiadów przeprowadzanych po latach, kiedy musisz wrócić pamięcią do przeszłości sprzed 20, 30, 40 lat, różne szczegóły zdążą wypaść z głowy, przez co tworzą się różne wersje jednej historii. I tak od czasu do czasu Reid podsuwa nam podobne smaczki, kiedy dwóch członków zespołu The Six odnosi się do jakiejś historii, jakiejś sytuacji, ale każde z nich nieco ją przeinacza na swoją korzyść. Ot niewinny zakład między taką Karen a Warrenem, który, według ich relacji, wygrało każde z nich, a przecież zwycięzca może być tylko jeden. Nie wpływa to znacząco na fabułę, jest raczej takim mrugnięciem do czytelnika.

Daisy Jones & The Six - Taylor Jenkins Reid

Podsumowując

«Daisy Jones & The Six» faktycznie okazała się świetną książką, zarówno za sprawą opowiedzianej w niej historii, jak i tego, w jaki sposób autorka to zrobiła. Przeczytałam tę powieść w dwa dni, bo czyta się naprawdę rewelacyjnie, strony same się przewracają jedna za drugą, a od historii ciężko się oderwać. Nadal jestem większą fanką «Siedmiu mężów Evelyn Hugo», ale «Daisy Jones & The Six» też zdecydowanie daje radę.

Werdykt: TO READ!!!