Gdyby spojrzeć, do jakich krajów najczęściej zaglądam dzięki literaturze, nie licząc czytelniczych podróży po Polsce, to zdecydowanie byłyby to Stany Zjednoczone. Peebles uświadomiła mi, że nigdy nie byłam jeszcze w Brazylii.

Kiedy dostałam maila z propozycją otrzymania egzemplarza «Powietrza, którym oddychasz» do recenzji, powieść Frances de Pontes Peebles została niejako porównana w nim do «Siedmiu mężów Evelyn Hugo» Taylor Jenkins Reid. Historia Evelyn Hugo bardzo mi się podobała i świetnie tę książkę się czytało, więc i powieść Peebles mnie zaintrygowała. Czy rzeczywiście warto było po nią sięgnąć?

Rio de Janeiro, lata 30. i gorąca samba

Nie zastanawiałam się nad tym wcześniej, ale dopiero Peebles uświadomiła mi, że chyba nie czytałam jeszcze żadnej książki ani brazylijskiego pisarza czy pisarki, ani takiej, w której akcja rozgrywałaby się w tym kraju. Sama też nie za wiele wiem na temat Brazylii (obecnie ten kraj kojarzy mi się z pożarami Amazonii i z żoną aktualnego prezydenta, która swoją przemowę na inauguracji jego prezydentury wygłosiła w brazylijskim języku migowym, mimo że jest słysząca), a już z pewnością nic odnośnie jej historii. Bardzo ciekawym doświadczeniem było więc wejść w ten obcy dla siebie świat, obcą kulturę, do tego przenieść się do lat 30. i 40. XX wieku i wspólnie z bohaterami odkrywać sambę.

Powietrze którym oddychasz - Frances de Pontes Peebles

Dores czy Graca? Po której stanąć stronie?

Bohaterkami powieści są dwie dziewczyny: Dores zwana przez innych Jegą (oślicą), młoda służąca w Dużym Domu na plantacji trzciny cukrowej, i Graca, Panienka, córka Senhora i Senhory Pimentelów, nowych właścicieli owej plantacji. Dores i Gracę zdaje się dzielić wszystko, ale ponieważ są w tym samym wieku, a Panienka nie ma nikogo do towarzystwa, nawiązują nić przyjaźni. Razem się bawią, razem uczą, razem słuchają radia, razem marzą o ucieczce do wielkiego miasta i o śpiewaniu w owym radiu dżingli reklamowych. Ale w pewnym momencie to razem zaczyna być coraz bardziej problematyczne, charaktery zaczynają się ścierać, a marzenia spotykać z rzeczywistością. Czy to Dores ma rację w swoim postępowaniu, czy Graca? Przez większość książki raczej nie ma się wątpliwości, po której stronie stanąć, ale jeśli spróbujemy wejrzeć głębiej, nic nie jest takie oczywiste.

Powietrze, którym oddychasz

Powieści, w których muzyka gra ważną rolę, zawsze mocno łapią mnie za serce. Nie inaczej było teraz. Czytając «Powietrze, którym oddychasz», starałam się wczuć w klimat opisywanych czasów, w muzykę samby, w słowa kolejnych utworów. Bardzo podoba mi się konstrukcja tej książki: najpierw dostajemy tekst utworu jako wprowadzenie, później Dores opowiada nam nieco o swoim obecnym życiu, zdradzając pewne wydarzenia z przeszłości, aby wreszcie na końcu, we właściwym rozdziale właśnie do niej wrócić i dokładniej opowiedzieć wydarzenia w jakiś sposób związane z utworem z początku. Wspaniały zabieg! Kiedy czytałam tekst danej samby, nie miał on dla mnie większego znaczenia, ale po przeczytaniu we właściwym rozdziale całej historii, która z tym tekstem się wiązała, nagle samba stawała się utworem pełnym pasji, historii, bólu lub miłości

Powietrze którym oddychasz - Frances de Pontes Peebles

Huston, mamy problem

Żeby nie było za cukierkowo, miałam też z tą książką duże problemy. Graca, jedna z głównych bohaterek, jest dokładnie taką postacią, jakich w literaturze nie cierpię. Wiem, że są potrzebne, że przecież o to chodzi, aby mieszały w życiu innych, aby wywoływały w czytelniku żywsze uczucia itd., że nie jest tak, że każdy bohater uczy się na swoich błędach, że będzie je dostrzegał i nad nimi pracował. Trochę czasu zajęło mi oswojenie się z Gracą i zrozumienie tej postaci, jej intencji i jej problemów. Wiele powieści tylko za sprawą takiej bohaterki oceniłabym negatywnie, ale Peebles udało się wybronić i zmusić mnie do głębszej analizy poczynań Gracy i samej Dores również.

Podsumowując

Frances de Pontes Peebles zabrała mnie w bardzo ciekawą podróż do Brazylii lat 30. i 40. XX wieku. Odkryła przede mną sambę i odrobinę brazylijskiej historii. Cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę, bo to była naprawdę ciekawa przygoda. Myślę też, że polecenie jej osobom, którym podobało się «Siedmiu mężów Evelyn Hugo» jest trafionym pomysłem, więc i ja wam ją polecam.

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu