Od kilku lat lipiec należy do Jojo Moyes, a ja zdecydowanie nie mam nic przeciwko. Chociaż na co dzień raczej nie sięgam po literaturę obyczajową, od czasu do czasu, a tym bardziej na lato wydaje się być ona w sam raz.

Zawsze myśląc o podobnych książkach widzę się na jakiejś plaży: morze, plaża, koc, ja i nowa Moyes. Niestety, zanim przyjdzie czas na mój urlop, ja już tę książkę dawno zdążę przeczytać. No nie mogę się powstrzymać! Ale przynajmniej mogę opowiedzieć wam o niej nieco wcześniej i może to właśnie wy zrealizujecie mój niespełniony plan?

Niby nowa, ale stara

Nowa powieść Jojo Moyes to tak naprawdę jedna z jej starszych książek, bo w UK została wydana w 2005 roku. Nie ma to jednak większego znaczenia, ponieważ jej tematyka i tak dotyczy wojennych żon, a akcja rozgrywa się w 1946 roku. Lubię, kiedy Moyes przenosi nas w czasie i wynajduje ciekawe wątki historyczne, o których nie miałam pojęcia. Na początku roku, we «Świetle w środku nocy», była to biblioteka konna, a tym razem brytyjska pisarka sięgnęła po historię rejsu australijskich kobiet, które w czasie II wojny światowej poślubiły brytyjskich żołnierzy i po jej zakończeniu chciały dołączyć do swych mężów w ich ojczyźnie. Słyszeliście o tym? Ja nie i choćby za takie smaczki kocham książki Moyes.

W samym sercu morza - Jojo Moyes

W samym sercu morza

Rok 1946, jeden lotniskowiec, ponad 600 kobiet i 6 tygodni rejsu z Australii do Wielkiej Brytanii. Jojo Moyes zabiera nas w niezwykłą podróż, którą przeżyła jej własna babcia. Oczywiście fabuła i bohaterowie zostali przez pisarkę wymyśleni, ale powieść opiera się na historii rejsu, który faktycznie miał miejsce. Podróż spędzamy z czterema głównymi bohaterkami: Margaret, Avice, Frances i Jean. Każda z nich pochodzi z zupełnie innego środowiska, do tego Margaret jest w ciąży, a ich wspólna kajuta jest bardzo mała, przez co kobietom nie zawsze łatwo się dogadać. «W samym sercu morza» to opowieść o tych czterech kobietach podczas sześciotygodniowego rejsu do obcego świata. Co może się dziać na takim statku? Okazuje się, że całkiem sporo.

Jak tym razem wypadła Moyes?

Największym plusem tej książki jest ciekawy wątek historyczny, czyli rejs wojennych żon na lotniskowcu, który powinien służyć do zupełnie innych rzeczy. «W samym sercu morza» ma ponad 500 stron, co jest normą w przypadku powieści Moyes, ale tym razem rozwleczenie podobnej podróży na taką objętość książki jest niestety przesadą. Pisarka spokojnie mogłaby zmieścić się w 300 stronach i historia nic by na tym nie straciła. Ciężko, aby opowieść umiejscowiona w takim miejscu była pełna akcji, ale w zamian napakowanie jej bohaterami i ich przeróżnymi losami nie jest dobrym wyjściem. Momentami gubiłam się w tym, o kim teraz jest mowa. Kilka wydarzeń było zupełnie niepotrzebnych i praktycznie nic do książki nie wniosły. To wszystko może sprawiać, że powieść będzie się po prostu dłużyć. Z drugiej jednak strony, mimo tych wad, «W samym sercu morza» naprawdę mi się podobało. Zazwyczaj potrzebuję stu stron, aby wejść w powieść Moyes, ale tym razem niemalże od razu złapałam wiatr w żagle. Choć momentami mnie nudziła, mimo wszystko dobrze mi się ją czytało i mogę zaliczyć tę książkę do udanych.

W samym sercu morza - Jojo Moyes

Podsumowując

Nowa-stara powieść Jojo Moyes opowiada świetną historię, ale autorka za mocno się rozpisała, przez co książka momentami się dłuży. Temat rejsu statkiem sprawia, że «W samym sercu morza» zdaje się być idealną wakacyjną lekturą, chociaż autorka porusza też cięższe tematy, więc nie nazwałabym jej książką lekką. Nie jest to powieść bez wad, ale pomysł na fabułę jest rewelacyjny. Polecam!

Werdykt: TO READ

Książkę możecie kupić TU

*wpis powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak Literanova