Do tej pory zawsze pod koniec lub na początku miesiąca na blogu pojawiało się książkowo-czytelnicze podsumowanie. Było o tym, ile udało mi się przeczytać, ile książek trafiło do mojej biblioteczki i trochę statystyk. Ponieważ w tym roku postanowiłam nieco zwolnić z czytaniem, nie widzę już sensu w tego typu postach.

Lubię jednak podsumowania i nie chcę odchodzić od nich tak zupełnie, dlatego też tę rolę przejmą ulubieńcy miesiąca, którzy już kilka razy pojawili się w ubiegłym roku. Będzie jak zwykle trochę o książkach, o filmach i serialach. O tym, co złapało mnie za serce i co chciałabym wam polecić, ale także odrobina prywaty. To do dzieła!


KSIĄŻKA


Przeczytałam kilka naprawdę dobrych książek, ale moim ulubieńcem została «Opowieść podręcznej» Margaret Atwood. To dystopia, która na długo pozostaje w głowie, na dodatek zaostrzyła mój apetyt na inne książki kanadyjskiej pisarki. Republika Gileadu i panujące w niej zasady oraz pomysł na podręczne, kobiety-niewolnice, których sensem istnienia jest urodzenie dziecka swojemu Komendantowi, to wstrząsająca wizja przyszłości, która tylko pozornie wydaje się być nierealna. Po tej genialnej książce mam teraz wielką ochotę na serial, który zbiera wiele pozytywnych recenzji.


FILM


I ponownie. Obejrzałam kilka cudownych, łapiących za serce filmów, ale zwycięzca może być tylko jeden – «Cudowny chłopak». Chciałam najpierw przeczytać książkę, ale wygrałam wejściówkę na pokaz przedpremierowy, więc film był pierwszy. Książkę też już nadrobiłam (pierwsza lektura w lutym) i uwielbiam obie wersje. Historia Auggiego jest piękna, momentami trudna, wzruszająca, denerwująca, a przede wszystkim otwierająca oczy na nasze własne myśli i zachowanie względem osób, które wyglądają „nieco” inaczej. Nie raz i nie dwa w trakcie seansu łapałam się za gardło, bo rosła mi w nim wielka gula, którą próbowałam przełknąć jednocześnie cicho pochlipując. Gorąco polecam wam ten film, a jeszcze bardziej książkę.


SERIAL


Kiedy skończyłam Gilmore Girls i podzieliłam się swoim smutkiem na instagramie, jedna z obserwatorek poleciła mi This is us, w którym gra odtwórca roli niepokornego Jessa, jednego z chłopaków Rory. Ja za to w obsadzie wypatrzyłam Mandy Moore, którą uwielbiam za film «A właśnie, że tak!». Obejrzałam pierwszy odcinek, był ok, ale nie porwał mnie jakoś specjalnie. Jednak z każdym kolejnym odkrywałam niesamowity urok tej produkcji i historii, którą nam opowiada. Bardzo podoba mi się przeplatanie teraźniejszości z dorastaniem trójki rodzeństwa i z historią małżeństwa ich rodziców: w tych rolach właśnie Mandy Moore i Milo Ventimiglia. This is us okazało się fantastycznym lekiem na kaca po Gilmorkach. Teraz zaczynam drugi sezon, a pierwszy nie raz wycisną mi łzy z oczu.


WYDARZENIE


Tutaj zawsze mam największy problem, ponieważ jako domator i leń większość wolnego czasu spędzam w domu i rzadko kiedy chce mi się gdzieś wyjść. Tym razem wydarzenie będzie dosyć nietypowe. Moim ulubieńcem stycznia w tej kategorii jest… praca. Po pół roku bezowocnych poszukiwań, koniec roku zaskoczył mnie pozytywnymi wieściami a początek zaczęłam w nowej pracy. To nic, że muszę wstawać o 6:30, że później chodzę jak zombie, że mam mniej czasu na czytanie. Mimo niewyspania wstaję z bananem na buzi. Wracam do domu zmęczona, ale szczęśliwa, bo wiem, że spędziłam dzień produktywnie. Teraz w końcu mogę docenić wolne popołudnia i weekendy. I chociaż nie pracuję w zawodzie, archiwum też jest ciekawym miejscem.

Początki roku i to, co robimy w styczniu, zawsze nastraja nas w jakiś sposób na pozostałe 11 miesięcy. Moi ulubieńcy nastroili mnie bardzo pozytywnie. Mam też nadzieję, że skorzystacie z moich polecajek, bo książka, film i serial, o których wspominam, są zdecydowanie warte uwagi. Chętnie też poznam waszych ulubieńców. Zainspirujcie mnie! 🙂