Luty to najkrótszy miesiąc w roku, więc nic dziwnego, że minął w mgnieniu oka. I chociaż zima, zwłaszcza pod koniec, dała nam w kość, muszę przyznać, że to był całkiem dobry czas. Może bez fajerwerków, ale pod względem książek, filmów i seriali – nie narzekam. Zapraszam na moich ulubieńców minionego miesiąca.


KSIĄŻKA


Tym razem będzie dwóch zwycięzców, bo w lutym właśnie dwie książki dostały ode mnie oceny 10/10 i nie potrafię wybrać, która z nich była lepsza. Mowa o wspaniałym «Cudownym chłopaku» R.J.Palacio i «Wtorkach z Morriem» Mitcha Alboma (recenzja tego drugiego tytułu pojawi się w tym miesiącu). Obie książki poruszają bardzo ważne tematy i podczas lektury niejednokrotnie się wzruszyłam. Dzieło Alboma znajduje się na liście wyzwania czytelniczego Rory Gilmore i bardzo się cieszę, że dzięki niemu miałam motywację, aby sięgnąć po tę książkę. Porusza ciężki temat godzenia się z chorobą i zbliżającą się śmiercią. A «Cudownego chłopaka» chyba nie muszę wam przedstawiać.


FILM


Słowo ulubieniec kojarzy nam się z czymś przyjemnym, relaksującym, miłym, ale film, który w ubiegłym miesiącu zrobił na mnie największe wrażenie, zdecydowanie do takich nie należy. Mowa o „Dniu świra”, dziele Marka Koterskiego, który nareszcie udało mi się obejrzeć. W trakcie seansu nie raz wybuchałam śmiechem, nie raz też łapałam się za głowę lub byłam totalnie zniesmaczona. Skończyłam go zaś ze szczęką opadniętą do ziemi i przez jakieś pół godziny nie mogłam się pozbierać. Ten film jest tak prawdziwy i jednocześnie tak przerażający… Daje też do myślenia, co my sami robimy z tym życiem, czy spędzamy je wartościowo, czy jak Adaś Miauczyński. A modlitwa polaka odmawiana przez mieszkańców bloku przed snem dosłownie wbiła mnie w fotel i do tej pory nie potrafię przestać myśleć o tym, jak prawdziwa jest i jak okrutni potrafimy być my. Jeśli wzbraniacie się przed polskimi filmami, ten mimo wszystko musicie obejrzeć.


SERIAL


Z serialami mam zupełnie inaczej niż z książkami. Te drugie chcę przeczytać jak najszybciej, tymi pierwszymi zaś wolę się delektować. Drugi sezon The Crown oglądałam zdecydowanie dużo dłużej niż miesiąc, ale to właśnie ten serial jest moim ulubieńcem lutego. Nie chciałam się z nim zbyt szybko rozstawać, a oglądając ostatni odcinek było mi bardzo smutno, że to już koniec. Tym bardziej, że w nowym sezonie zmienią się aktorzy, a ogromnie polubiłam Foy i Smitha w rolach Elżbiety i Filipa. Jeśli jeszcze nie znacie serialu poświęconego królowej Anglii i jej rodzinie, bardzo wam go polecam. To jedna z moich ulubionych produkcji Netflixa.


WYDARZENIE


Tutaj będzie trochę nietypowo. Luty nie należał do zbyt aktywnych miesięcy, właściwie nigdzie nie wychodziłam w celach rozrywkowych (pomijając wypad do kina na Czarną Panterę). Wspomnę za to o czymś, co mogę namiętnie uprawiać w domowych pieleszach ( wiem, wyszło dwuznacznie 😉 ). Uwielbiam grę Rummy/Rummikub, ale do tej pory rzadko miałam okazję w nią grać, a i rodzina coraz niechętniej stawała ze mną w szranki, bo większość partii wygrywałam. Któregoś dnia z nudów przeglądałam gry w AppStore, trafiłam właśnie na Rummy, ściągnęłam, później okazało się, że mogę mieć też aplikację do gier na laptopie i poszło. Teraz moją codzienną wieczorną rozrywką jest przynajmniej jedna partyjka. Nie jestem typem gracza, ale te klasyczne, logiczne gry uwielbiam. I tak luty upływam mi pod znakiem tworzenia ciągów z kolorowych cyferek. Polecam tę grę, bo to nie tylko świetna zabawa, ale także rozwija umysł. A granie z obcymi ludźmi w internecie uświadomiło mi, że wcale nie jestem tak dobra, jak myślałam…

A wam jak minął luty? Macie jakichś swoich ulubieńców? Co umiliło wam ten najkrótszy miesiąc w roku? Dajcie znać w komentarzach 🙂