Ulubieńcy listopada


Others, ulubieńcy miesiąca / niedziela, Grudzień 10th, 2017

Znów się poużalam, ale listopad to zdecydowanie najmniej lubiany przeze mnie miesiąc, a to wszystko przez jego ponurą, depresyjną aurę. Są jednak tego faktu i plusy, bo taka pogoda sprawia, że jeszcze bardziej nie chce się wychodzić z domu, można więc nadrobić serialowo-filmowe zaległości.

Wspominałam już, że w listopadzie trzymał mnie kac książkowy. Do tego to był czas raczej seriali niż filmów i myślałam, że w tej drugiej kategorii nie znajdę ulubieńca, ponieważ nie będę miała z czego wybierać. Jednak uratował mnie pewien wypad do kina z przyjaciółką. Nie przedłużając, zapraszam na moich ulubieńców listopada 🙂


KSIĄŻKA


Chociaż w listopadzie przeczytałam kilka dobrych książek, moim ulubieńcem zdecydowanie jest «Dwór Skrzydeł i Zguby» Sarah J. Maas. Czytałam tę powieść na początku miesiąca i nie dość, że nie mogłam się od niej oderwać, to jeszcze miałam takiego kaca na pozostałe 30 dni, że prawie żadna kolejna lektura nie sprawiała mi większej przyjemności. Nie wiem, co ta Maas robi z czytelnikami i jakim cudem tego typu fantastyka tak bardzo mogła zawładnąć moim sercem. Wiem tylko, że z niecierpliwością wyczekuję kolejnego tomu, tym razem będą to nowelki, który w Stanach ma się ukazać już w maju przyszłego roku.


FILM


Uwielbiam filmy świąteczne, więc nie mogłam odpuścić sobie najnowszej części Listów do M. Odkąd mam część pierwszą na DVD, dołączyła ona do listy filmów świątecznych, które co roku oglądam w grudniu (wpis na ten temat już niedługo). Listy do M.2 były niestety słabe, ale trójka już na szczęście jest bliższa klimatowi jedynki. To film pełen uroczych, zabawnych i wzruszających wątków, a do tego w tle piękna Warszawa (choć jako mieszkankę stolicy denerwował mnie brak logiki w ujęciach miasta). Jak zawsze najbardziej podobała mi się para Karina+Szczepan (uwielbiam Agnieszkę Dygant), ale ty razem pokochałam także Zuzę i Rafała. Listy do M. to jedne z nielicznych polskich komedii romantycznych. które mogę oglądać i dobrze się przy nich bawić, nie rozumiejąc ani słowa z tego, co mówią aktorzy.


SERIAL


W tym miesiącu zaczęliśmy z Lubym oglądać Stranger Things i to pewnie ten serial by wygrał, gdyby nie to, że obejrzałam też w końcu nowy sezon Gilmorek na Netflixie – A year in the life. I chociaż ma sporo niedociągnięć a zamiast czterech długich odcinków mogli podzielić całość np. na osiem, i tak oglądałam go z ogromną przyjemnością, czasami mając taką gulę w gardle ze wzruszenia, że niemal nie mogłam oddychać. Ten rok zdecydowanie upłynął mi pod znakiem Gilmore Girls i cieszę się, że w końcu obejrzałam tę cudowną produkcję. Zdecydowanie dołącza do moich ulubionych seriali ever <3 Nie mogę też nie wspomnieć w tej kategorii, że od listopada mam wreszcie Netflixa i to najlepszy wynalazek wszechczasów!


WYDARZENIE


Z tą kategorią nie miałam żadnego problemu, ponieważ już na początku miesiąca wzięłam udział w spotkaniu autorskim, które do tej pory wspominam ze wzruszeniem i falą emocji. Mowa o spotkaniu z Reginą Brett, autorką serii „50 lekcji” («Jesteś cudem», «Bóg nigdy nie mruga»«Bóg zawsze znajdzie ci pracę» i «Kochaj») Pisarka przyleciała do Polski aby promować swoją najnowszą książkę. Nie mogłam odpuścić sobie tego wydarzenia, mimo że nie jestem łowcą autografów a takie spędy mnie nie pociągają. Reginę bardzo chciałam poznać, ponieważ w swoich książkach szczerze opisuje swoje dramaty życiowe oraz jak sobie z nimi poradziła. Na żywo jest jeszcze cudowniejszą osobą, a jej uściski będę pamiętać do końca życia. Jej podpis w książkach jest tylko słodkim dodatkiem i materialną pamiątką 🙂

I tym wpisem żegnam się ostatecznie z nielubianym listopadem. Jak widać, nie był aż taki zły 🙂 A jacy są wasi ulubieńcy minionego miesiąca?