Kwiecień zdecydowanie zdominowały książki. Od jakiegoś czasu mam zastój, jeśli chodzi o filmy, i oglądam je bardzo sporadycznie. Nie zaczęłam też żadnych nowych seriali, ciągnę tylko kontynuacje i aż do końca miesiąca byłam przekonana, że tym razem wpis z serii ulubieńcy się nie ukaże, bo po prostu nie miałabym o czym w nim pisać. Ale ostatni weekend kwietnia nieco to zmienił.


KSIĄŻKA


W kwietniu przeczytałam kilka dobrych książek i waham się między dwiema, ale ostatecznie postanowiłam nie odrzucać żadnej z nich, a opowiedzieć o obydwu. W końcu udało mi się sięgnąć po «Ostatni list od kochanka», przez wiele dziewczyn nazywany najlepszą powieścią Jojo Moyes. Przed lekturą zastanawiałam się, czy historia Jennifer i Anthony’ego zdetronizuje moją ukochaną «Dziewczynę, którą kochałeś», ale ostatecznie tak się nie stało – obie stoją teraz na tej samej półce w moim sercu. «Ostatni list od kochanka» to piękna historia miłosna, ale jednocześnie niesamowicie bezlitosna. Moyes nie ma litości dla czytelnika i srogo sobie z nim poczyna, ale właśnie cały w tym urok. Drugi tytuł, który zapadł mi mocno w pamięć, to «Marzyciel» Laini Taylor. Niesamowicie magiczna historia, napisana przepięknym językiem. Jestem pewna, że ta książka oczaruje nawet tych, którzy (jak ja) wciąż wzbraniają się przed fantasy. Pełna recenzja powieści Taylor jeszcze się pojawi (mam nadzieję, że w tym miesiącu, takie mam zaległości), ale już teraz bardzo ją wam polecam.


FILM


W minionym miesiącu udało mi się obejrzeć jedynie dwa filmy, ale nawet gdybym obejrzała ich dziesięć, wybór tego ulubionego byłby równie łatwy. Bezapelacyjnie jest to «Avengers: Infinity War». Film, na który z wytęsknieniem czekałam od momentu, kiedy w zeszłym roku obejrzałam nowego Thora (na którego wcześniej też niecierpliwie czekałam dobry rok). Nowych Avengersów nie nazwę moim ulubionym filmem spośród wszystkich produkcji Marvela (w sieci krąży mem, że scenariusz pisał George R.R. Martin), ale zdecydowanie była to produkcja warta każdej złotówki wydanej na bilet (i to podwójnie, bo pomyliłam terminy i musiałam kupować bilety jeszcze raz, bo pierwsze mi przepadły… nie pytajcie). Tyle akcji, tyle ukochanych postaci z Uniwersum na jednym ekranie, tyle emocji… Tego nie da się opisać. Po prostu rewelacja, a zakończenie zostawia człowieka osłupiałego i zbierającego szczękę z podłogi. Nie wiem, czy odważę się obejrzeć ten film drugi raz (pewnie tak), ale zdecydowanie mogę go nazwać ulubieńcem kwietnia.


SERIAL


I tutaj mam właśnie problem, bo zupełnie nie wiem, o jakim serialu mogłabym napisać. W kwietniu skończyłam fantastyczne «This Is Us», o którym już wspominałam, kontynuuję oglądanie «The Office», o którym pisałam w marcu. Pojawiły się nowe odcinki «Suits», jednego z moich ulubionych seriali, który teraz oglądam jedynie z przyzwyczajenia, wyczekując, kiedy wreszcie powiedzą, że to już koniec. Oglądam też «Opowieść podręcznej», ale idzie mi to jak krew z nosa. Bardzo dobra produkcja, świetne rozszerzenie wątków z książki, ale… zupełnie nie mogę się wciągnąć i oglądam go nieco z przymusu. Niesamowicie drażni mnie odtwórczyni głównej roli (a zwłaszcza jej nos, przez który skupiam się właśnie na nim i odbiera mi to przyjemność podziwiania reszty produkcji, sorry). Ta kategoria pozostaje więc tym razem bez ulubieńca. Może w maju będzie lepiej? Chciałabym obejrzeć «Grace i Frankie», zaczęłam też «Alienistę».


WYDARZENIE


Ten punkt będzie związany z ulubieńcem filmowym. Jako że nowi Avengersi zapowiadali się niesamowicie, postanowiliśmy z Lubym wybrać się na seans 4DX (ruchome fotele, efekty świetlne, wiatr, zapach, woda), po raz pierwszy w życiu. W końcu taki film zasługuje na godną oprawę. Z jednej strony było to niesamowite przeżycie, zdecydowanie coś innego, niż standardowe, spokojne 2D  (za 3D nie przepadam, ale dla 4DX się poświęciłam) przy którym możesz jeść popcorn i denerwować ludzi wokół chrupaniem i hałasowaniem. Przy 4DX jedzenie jest niemożliwe, bo nigdy nie wiadomo, kiedy fotel zacznie się trząść, albo kiedy poczujesz mocny podmuch powietrza (widziałam kubełek rozsypanego popcornu, sama nie odważyłam się jeść czegokolwiek). Z drugiej zaś strony chyba nie do końca wybraliśmy odpowiedni film na takie atrakcje. Na pewno dzięki nim inaczej odebraliśmy Avengersów, ale z powodu licznych bitek wytrzęsło tam nami przeogromnie. Niekiedy bałam się, że po prostu spadnę z tego fotela i zastanawiałam się, czemu nikt nie pomyślał o pasach bezpieczeństwa jak w samochodach (w końcu za efekty odpowiedzialna jest Skoda). Cieszę się jednak, że w końcu udało nam się wybrać i przeżyć to na własnej skórze. Na ten moment obydwoje mamy dość wrażeń, ale kto wie, może jeszcze kiedyś się skusimy.

Jak zwykle jestem bardzo ciekawa, czy jakieś filmy, seriale lub książki, z którymi zapoznaliście się w kwietniu, wyjątkowo przypadły wam do gustu. A może znacie jakieś ciekawe seriale (najlepiej dostępne na Netflixie), które powinnam obejrzeć? Jeśli tak, koniecznie podzielcie się ze mną tytułem.