Po przeczytaniu wspaniałego Maybe someday Colleen Hoover wiedziałam, że będę chciała poznać kolejne historie pióra tej pisarki. Padło na Ugly love, najnowszą powieść Hoover. Maybe someday postawiło wysoko poprzeczkę i nie spodziewałam się raczej, że Ugly love jej dorówna, ale muszę przyznać, że było blisko.

San Francisco. Tate wprowadza się do mieszkania starszego brata, rozpoczynając studia magisterskie. Na jej drodze staje Miles, przystojny pilot, jednak ich pierwszego spotkania nie można nazwać udanym. Dziewczyna podczas wprowadzki znajduje pijanego mężczyznę pod drzwiami mieszkania. Między tym dwojgiem szybko zaczyna iskrzyć, Miles jednak nie jest gotowy na prawdziwy związek. Tate, całkowicie zauroczona sąsiadem, zgadza się na coś, co właściwie daje jej więcej cierpienia niż szczęścia. Dziewczyna jednak mimo wszystko próbuje przemóc barierę Milesa i zdobyć jego serce.

Zaczynając czytać Ugly love zupełnie nie byłam przygotowana na to, że jest to powieść erotyczna! Ok, że romans to wiadomo od razu, w końcu to Colleen Hoover, ale takiej dawki pożądania, a właściwie braku opamiętania w tym, miedzy bohaterami zupełnie się nie spodziewałam. Generalnie nie czytuję takich powieści, literaturę erotyczną uważam za dno beletrystyki, ale po lekturze Ugly love rozumiem, że dokładnie tak musiał wyglądać opis związku Tate i Milesa. Seks w tej historii jest kluczowy i na szczęście wszystko opisane jej ze smakiem. Ten erotyzm, czyste pożądanie fantastycznie ukazały niesamowitą chemię między głównymi bohaterami. Hoover sprawiła, że ze strony na stronę coraz bardziej kibicujemy tej dwójce, nie zakładając nic innego, jak szczęśliwe zakończenie. Czy takie jest, zdradzać nie będę.

Książek Colleen Hoover się nie czyta – je się pochłania! Historie opowiadane przez pisarkę, postaci przez nią wykreowane sprawiają, że chcemy jak najszybciej poznać ich losy, dowiedzieć się, czy mimo wszystko “będą żyli długo i szczęśliwie”, czy jednak przeciwności są za duże. Uwielbiam, kiedy powieść tak mnie wciąga. Mam jednak drobny zarzut do Ugly love i Tate. Colleen Hoover chyba zainspirowała się troszkę bohaterką 50 twarzy Greya – Tate zdecydowanie za często używa pojęcia “O rety”. Serio? 😀

Maybe someday <3 i Ugly love już za mną, teraz czas na Hopeless – podobno najlepszą powieść Hoover.

Werdykt: TO READ!!!