in Books, Recenzje

„Tysiąc pocałunków” – Tillie Cole

at
tysiac-pocalunkow-tillie-cole

Ta książka oczarowała mnie już na wstępie niesamowitą okładką, a jeszcze ten chwytliwy tytuł! Pierwsze recenzje pojawiające się w sieci sugerowały, że do powieści Tillie Cole powinni dodawać paczkę chusteczek. Rzadko płaczę przy książkach, byłam więc bardzo ciekawa, czy i mnie «Tysiąc pocałunków» złapie za serce a z oczu wyciśnie łzy. Jesteście ciekawi, jak było?

 

Poppy od małego uwielbiała wspólne wyprawy z babcią i swoim najlepszym przyjacielem – Runem. Kiedy jej babcia odchodzi, dziewczyna dostaje od niej słoik z instrukcją ich ostatniej wspólnej przygody. Życie zdaje się płynąć idealnie, gdy nagle Run z rodziną zmuszony jest wrócić do Norwegii. Rozłąka wydaje się dla Poppy i chłopaka końcem świata, ale zupełnie nie są przygotowani na to, co przygotował dla nich los.

Historia Poppy i Runa oczarowała mnie już od pierwszych stron, ale niestety początkowy zachwyt ulatywał powoli z każdym kolejnym rozdziałem. To jedna z tych książek, które łapią cię za serce, robią sieczkę z mózgu, wypłukują organizm z wody poprzez kanaliki łzowe, ale niestety mają też sporo niedociągnięć, wad, których nie da się nie zauważyć i które sprawiają, że mimo najszczerszych chęci, nie możesz ocenić jej tak wysoko, jak byś chciał.

Pomysł na słoik z tysiącem pocałunków jest genialny i niesamowicie romantyczny (jako romantyczka planuję zaadaptować go na własne potrzeby i nieco zmodyfikować – zamiast pocałunków, będę notować na karteczkach wyjątkowe chwile). Jestem przekonana, że gdyby autorka nie przesadziła z dramaturgią, ta książka byłaby wybitnym romansem. Poppy i Rune od razu mnie oczarowali swoją miłością, oddaniem sobie, mimo młodego wieku. Piękna sceneria powieści a do tego świetne imiona, które idealnie pasują do bohaterów (jestem bardzo wyczulona na takie detale). Niestety Tillie Cole nie potrafiła ustrzec się utartych schematów, odbierając tym powieści sporo uroku.

Mam też problem z brakiem naturalności w tej młodzieżówce. Wiadomo że romanse nigdy nie będą realistyczne, a ich charakterystyczną cechą jest to, że są przesłodzone i wyidealizowane. Jednak Poppy i Rune biją wszelkie rekordy. Na początku bardzo mi się to podobało, później zaczęło mnie męczyć. Drażnił mnie też wątek uduchowienia, raju itd., ale tej kwestii nie będę już rozwijać, żeby za dużo nie zdradzić.

 

Podsumowując: «Tysiąc pocałunków» to piękna książka, i chociaż wzruszyła mnie kilka razy, nie płakałam w żadnym momencie. Po prostu ta historia niczym mnie nie zaskoczyła. Gdyby nie kilka mankamentów, powieść Tillie Cole mogłaby stać się moim ulubionym romansem.

 

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Filia

 

«Tysiąc pocałunków» Tillie Cole to piękny i wzruszający romans młodzieżowy. Poppy i Run od razu zyskali moją sympatię, a pomysł na słoik z tysiącem pocałunków ogromnie mi się podoba. Niestety autorka nie ustrzegła się błędów i utartych schematów, które nieco niszczą tę historię. Gdyby nie przesada w niektórych wątkach, książka Tillie Cole mogłaby zostać moim ulubionym romansem, a tak będę ją tylko mile wspominać.

Share:

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.

  • W takim razie szkoda, bo zapowiadała się bardzo interesująco, a tu takie rozczarowanie.

    • Jeśli lubisz przesłodzone romanse, to być może ta książka Ci się spodoba. To piękna historia, ale jednak zabrakło mi umiaru

  • Słoneczna strona życia

    To teraz jestem jeszcze bardziej zaintrygowana. Książkę kupiłam, czeka na półce. Recenzje były bardzo entuzjastyczne, Twoja wydaje się „życiowa”. Ciekawa jakie ja będę miała wrażenie:) Pozdrawiam
    https://slonecznastronazycia.wordpress.com/

    • Ja widuję sporo recenzji, w których dziewczyny mają podobne odczucia do moich. Myślę, że musisz się sama przekonać, jak książka wypadnie u Ciebie 🙂

  • Bardzo dużo takich recenzji czytałam, a szkoda bo nie lubię przesłodzonych historii i braku naturalności. Sama miałam ochotę na tę książkę ale chyba odłożę ją na później. 🙂

  • Niestety, ale zgadzam się z Twoją opinią 🙁 Książka miała potencjał, jednak nie został on wykorzystany, a wręcz autorka zmasakrowała go 😉 Ja tak samo jak Ty byłam zachwycona początkiem książki, ale im dalej tym było gorzej. Myślę, że gdyby wyciąć połowę niepotrzebnej treści to książka by zyskała na tym. Dodatkowo rażące było dla mnie podobieństwo do innej książki.

    • Autorka miała świetny pomysł na historię, ale w pewnym momencie ta historia straciła całkowicie polot. A mogłoby być idealnie, gdyby nie pewien wątek, który jest już męczący – za dużo go w książkach YA i NA