Do niedawna byłam przekonana, że ja i komedie romantyczne nie jesteśmy sobie pisane. Byłam zdania, że jak już ma być jakaś zbrodnia, to porządna, bez śmieszków i absurdów. Właśnie przez absurdy nie polubiłam się z twórczością Joanny Chmielewskiej, polskiej królowej tego gatunku.

Od czasu do czasu trafia do mnie jednak taki kryminał z przymrużeniem oka i muszę przyznać, że zazwyczaj dobrze się to kończy. Ja jestem ukontentowana poziomem humoru, a książka nie ląduje na ścianie. Jak było w przypadku «Trupa na plaży»?

Magda Garstka wraca po studiach do rodzinnej Ustki i podczas jednego ze swoich porannych spacerów wzdłuż nadmorskiej plaży niefortunnie trafia na trupa. Na ten widok odzywają się w niej geny ojca policjanta i dziewczyna postanawia na własną rękę dowiedzieć się, kim był tajemniczy denat i kto go zabił. Zabił? A może umarł śmiercią naturalną, jak mówią wyniki sekcji zwłok? Dziewczyna podczas swoich poszukiwań odkrywa przy okazji długo skrywane rodzinne sekrety.

Zacznijmy od tego, że to moje pierwsze spotkanie z twórczością Anety Jadowskiej. Z tego co wiem, autorka siedzi raczej w fantastyce, a «Trup na plaży» to swego rodzaju eksperyment. Nie mam porównania, ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że według mnie eksperyment ten zakończył się wynikiem pozytywnym. Fantastycznie bawiłam się przy tej książce! Postać Magdy, głównej bohaterki, jest idealnie w moim typie, jeśli mowa o postaciach z książek: nerd (przytoczeniem Groota ze Strażników z Galaktyki Jadowska zyskała sobie moją dozgonną miłość), wścibska, zabawna, kochająca swoją rodzinę, a przede wszystkim dziewczyna o dobrym sercu, które nie raz doprowadzi ją do niebezpiecznych sytuacji.

Tym, czym przede wszystkim kupiła mnie historia Garstki i jej zabawy w śledztwo, jest fantastyczny humor, idealnie w moim guście. Może nie śmiałam się w głos, ale bardzo często uśmiechałam się od ucha do ucha czytając teksty głównej bohaterki i opisywane przez nią sytuacje, w jakich się znajdowała. Wieczór panieński kuzynki i gang jednorożców? Genialne w swojej prostocie. Klub ze striptizem i grupa niewyżytych emerytek? Proszę bardzo. I mogłabym tak wymieniać i wymieniać, ale po co? Zepsułabym wam tylko zabawę przy późniejszej lekturze książki. Jedyne do czego mogę się przyczepić to to, że śledztwo Magdy szło jej zbyt gładko. Jeśli pojawiał się jakiś problem, nagle przychodziło zbawienie i wszystko idealnie się układało. Ale to tylko drobny mankament, bo, jak dla mnie, sprawa trupa wcale nie była najważniejsza w tej historii.

Na okładce, a dokładniej na krówce w dolnym lewym roku, widzę, że jest to tom 1. Cieszę się, że Aneta Jadowska planuje kolejne części, bo ogromnie polubiłam Magdę Garstkę i bardzo chętnie zapoznam się z jej kolejnymi przygodami. A jeśli swoją recenzją przekonałam was do sięgnięcia po «Trupa na plaży», koniecznie muszę zaznaczyć jedno – poczekajcie z lekturą tej książki do wakacji, a idealnie by było, gdybyście czytali ją nad morzem, zwłaszcza w samej Ustce. Autorka tą powieścią niejako oprowadza nas po nadmorskim mieście, a klimat jest idealny do urlopowo-wakacyjnej lektury. Trochę nie rozumiem, czemu wydawnictwo postanowiło wydać taką historię w styczniu. 

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu SQN i Czytampierwszy.pl

NA SKRÓTY

«Trup na plaży i inne sekrety rodzinne» to swego rodzaju eksperyment, w którym Aneta Jadowska wychodzi z dobrze znanej sobie fantastyki i wkracza w świat komedii kryminalnych. Fantastyczna główna bohaterka, masa świetnego humoru i nadmorski klimat Ustki sprawiają, że bardzo dobrze bawiłam się przy tej książce. Zarówno część kryminalna jak i obyczajowa sprawiają, że «Trupa» czyta się szybko i przyjemnie. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to zbyt łatwo pojawiające się kolejne elementy w śledztwie głównej bohaterki, ale to nie jest duży mankament. Polecam tę książkę  zwłaszcza na wakacyjny wyjazd nad morze, a najlepiej do samej Ustki.