Dalej mam ciche dni z kryminałami pod każdą postacią, ale jeśli na okładce jest kot, w tytule miau, a już opis fabuły w ogóle kotem stoi – jak mogłabym nie zainteresować się taką książką?

Przy okazji postanowiłam dać twórczości Katarzyny Bereniki Miszczuk drugą szansę, bo nasze pierwsze spotkanie ekhm… nie było zbyt udane. I to naprawdę jest bardzo delikatnie powiedziane. O moich wrażeniach z lektury «Szeptuchy» możecie przeczytać TU. A jak autorka wypadła przy swojej nowej książce? Dużo, dużo lepiej.

Spójrzcie na ten pyszczek

Jestem kociarą. Nie taką w stylu Dolores Umbridge z Harry’ego Pottera, bo nie mam mieszkania pełnego kocich durnostojek, nie mam zasłon z kotami, nie mam pościeli w koty… a nie, czekajcie, mam. I to nawet dwie. Mam też jednego kociego domownika i od czasu do czasu zdarza mi się obsesyjnie przeglądać koty w internecie, ale generalnie panuję nad tym i do szalonej kociary mi daleko. Nie rzucam się na wszystkie książki o kotach, z kotami w tytule i kocimi bohaterami, ale «Ja cię kocham, a tu miau» zainteresowało mnie na tyle, że musiałam, no musiałam ją przeczytać. No bo zobaczcie sami, właścicielka kociego narratora ma na imię… Ala. Badum tss.

Ja cię kocham, a ty miau - Katarzyna Berenika Miszczuk

Ala miała kota, czyli «Ja cię kocham, a ty miau» 

Narratorem powieści jest kot o imieniu Lord, który jest właścicielem pewnego człowieka, a dokładniej kobiety – Ali. Ala za to jest ilustratorką i zgłasza się do konkursu, w którym nagrodą główną jest spadek po znanym marszandzie sztuki, człowieku z nie do końca krystaliczną przeszłością. Razem z Lordem wyjeżdżają do poniemieckiego dworku, hen hen na odludziu, aby dołączyć do dziewięciu innych artystów i stanąć z nimi w szranki o dopisanie zwycięskiego nazwiska do testamentu niejakiego Stanisława Śmietańskiego. Przez dłuższy czas powieść jest tylko komedią, ale po jakimś czasie dochodzi wreszcie motyw kryminalny. A w tym wszystkim biedny, tłuściutki Lord.

Zalatuje mi tu Agathą Christie

Miszczuk wykorzystała w swojej komedii kryminalnej jeden z najbardziej znanych schematów, który od razu kojarzy się z twórczością Agathy Christie. Nie zdradzę wam który, ale podejrzewam, że po opisie fabuły łatwo się tego domyślić. To, co tę powieść w jakiś sposób wyróżnia, to postać narratora. Lord jest w tej roli kapitalny, jego komentarze większość kociarzy doprowadzą do pobłażliwego przytakiwania głowami i licznych momentów choćby delikatnego, krótkiego śmiechu. Pomijając to, że narratorem jest kot, co normalnie nie miałoby prawa bytu, tak na logikę, to jest tu też trochę naciąganych tłumaczeń, skąd Lord tak dobrze zna świat, kulturę itd. Ale wiecie, w końcu narratorem jest kot. Na to, że wie, kim jest Hitler, naprawdę można przymknąć oko. 

Ja cię kocham, a ty miau - Katarzyna Berenika Miszczuk

Lordzie, dobry z ciebie obserwator

Skoro Lord jest narratorem, musi mieć dostęp do wielu miejsc, w których przebywają bohaterowie powieści, aby mógł nam opowiadać o ich poczynaniach i jednoczesnym rozwoju fabuły, także pod względem kryminalnym. Wydawałoby się, że kot w obcym domu, do tego poniemieckim dworku, powinien siedzieć zamknięty w pokoju swojej poddanej (chociaż powinniśmy zacząć od tego, że nasza bohaterka nie powinna w ogóle tego kota zabierać ze sobą, ale, jak już pisałam, zapomnijmy o logice). Gdyby jednak tak było, trochę trudno byłoby Lordowi opowiadać o kolejnych wydarzeniach. Zachwyca mnie, jak autorka świetnie obmyśliła to wszystko, żeby koci bohater faktycznie mógł być tym narratorem. Czasem trzeba przymknąć oko na niektóre wydarzenia, ale, ponownie – zapomnijmy o logice. Delektujmy się kombinatorstwem.

Podsumowując

Bardzo dobrze bawiłam się przy lekturze tej książki. Lord okazał się być świetnym narratorem, dzięki czemu «Ja cię kocham, a ty miau» jest zabawne i lekkie. To idealna książka, kiedy macie ochotę na czystą rozrywkę, a jeśli jesteście do tego kociarzami, korzyść będzie podwójna. 

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B.