O Liane Moriarty zrobiło się głośno za sprawą rewelacyjnego serialu HBO «Wielkie kłamstewka» będącego adaptacją powieści tej pisarki. Ale czy słyszeliście o niej w kontekście innych tytułów? Ja nie, aż do teraz.

Oglądałam serial (rewelacja!), ale z książką nie było mi po drodze. Kiedy jednak w zapowiedziach zobaczyłam «Dziewięcioro nieznajomych», a potem przeczytałam opis fabuły zapowiadający intrygujący thriller psychologiczny, pomyślałam, że to dobra okazja, aby zapoznać się z piórem tej pisarki. Czy po tym pierwszym spotkaniu jest szansa na kolejne? I tak, i nie.

To nie jest dobry rok dla kryminałów i thrillerów

Bardzo lubię thrillery psychologiczne, mimo że rzadko je czytam. W tym roku to już zupełnie jakaś porażka, bo kompletnie nie mam ochoty na podobne klimaty. Ani z thrillerami, ani z kryminałami było mi nie po drodze, aż do września, kiedy to Paula z bloga Rude recenzuje zorganizowała akcję “kryminalny wrzesień”. Pomyślałam, że to świetna okazja nie tylko, żeby wyczytać kilka leżaków regałowych, ale żeby w końcu przemóc tę swoją niechęć. Przygotowałam sobie stosik zaległości, w międzyczasie przyszedł przedpremierowy egzemplarz powieści Moriarty, a że thrillery psychologiczne wygrywają u mnie z kryminałami, «Dziewięcioro nieznajomych» poszło na pierwszy ogień. 

Dziewięcioro nieznajomych - Liane Moriarty

To gdzie ten thriller psychologiczny i kiedy zacznie się coś dziać?

Od początku dobrze czytało mi się tę powieść, ale jednocześnie zadawałam sobie pytanie: co ja właściwie czytam? Miał być thriller psychologiczny, a dostałam jakąś obyczajówkę z zadatkami na thriller. Byłam nastawiona na to, że już od pierwszych stron autorka zacznie budować napięcie. W końcu mamy odludny ośrodek SPA, dziewięcioro gości, a każdy z nich ma swój sekret. Do tego charyzmatyczna szefowa ośrodka, która te sekrety będzie z nich wyciągać. Jeśli lubicie kryminały Agathy Christie, pewnie od razu przypomniało wam się «I nie było już nikogo». Moriarty bazuje na podobnym schemacie, ale obywa się bez morderstwa (czy na pewno?). Zaczęłam więc czytać, strony lecą jedna po drugiej, a napięcia ani widu, ani słychu. Niby byłam rozczarowana, ale też nie do końca, bo mimo wszystko podobało mi się to, co czytałam. Są tajemnice? Są. To nic, że bohaterowie wyjawiają je od tak. I kiedy dochodzimy do połowy książki, okazuje się, że ten thriller psychologiczny cały czas gdzieś tam był, trzeba było po prostu na niego poczekać.

Dziewięcioro nieznajomych i specyficzna terapia

Mimo tego, że początkowo akcja dosyć wolno się rozwija i w zasadzie w większości przypadków by mi to przeszkadzało, tutaj nie miałam nic przeciwko. Ciekawiły mnie historie gości ośrodka i to, co przygotowano dla nich w SPA, ale też trochę odetchnęłam z ulgą, kiedy już dotarłam do tego właściwego momentu. Nie spodziewałam się doczekać tego napięcia, więc ucieszyło mnie, że jednak autorka wyciągnęła asa z rękawa. Zwłaszcza że zaskoczyło mnie, w jakim kierunku poszła terapia i wyciąganie tajemnic. To, co nie do końca mi odpowiadało, to przede wszystkim postać samej szefowej ośrodka: pokręcona tak, że aż sztuczna i zupełnie niewiarygodna. Gdyby bardziej popracować nad tą bohaterką, myślę, że książka byłaby nieco lepsza.

Dziewięcioro nieznajomych - Liane Moriarty

Podsumowując

Moim zdaniem «Dziewięcioro nieznajomych» to bardziej obyczajówka z elementami thrillera psychologicznego, niż sam thriller. Na napięcie charakterystyczne dla tego drugiego gatunku trzeba nieco poczekać, acz sama psychologia zachowań bohaterów gra tu pierwsze skrzypce. Powieść Moriarty nie przykuła mnie do siebie, ale czytało mi się ją bardzo dobrze. To lekka książka, mimo pewnych ciężkich historii. Myślę, że to taka typowa powieść pisana pod scenariusz serialu telewizyjnego i chętnie obejrzałabym jej ekranizację. Czy sięgnę jeszcze po twórczość pisarki? Jeśli będzie taka okazja, pewnie tak, ale sama z siebie raczej nie kupię innych jej książek.

Werdykt: TO READ

Premiera 18 września

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova