Jak myślicie, ile wydarzeń literackich odbywa się w Polsce w ciągu roku? Nie da się tego zliczyć. A na ilu z nich byłam ja? Tu już jest dużo, dużo łatwiej. I wcale nie jest to zależne od mojego widzimisię czy introwertyzmu.

Wczoraj skończył się czterodniowy festiwal LITERACKI SOPOT. Krótką relację z niego wrzuciłam na InstaStories i to miało być tyle. Nie planowałam o nim pisać na blogu, festiwal jak festiwal, chciałoby się powiedzieć. Czy na pewno? Dla wielu z Was, z pewnością. Dla mnie to były dwa wyjątkowe dni.

Jestem blogerką książkową od ponad 5 lat. Na palcach obu rąk mogę zliczyć, ile razy byłam w tym czasie na jakimś wydarzeniu związanym z literaturą, mając do niego pełny dostęp, tj. był zapewniony tłumacz PJM przez organizatorów bądź wykorzystałam w tej roli Lubego, czego bardzo nie lubię robić. W ostatnim czasie widzę, że coś zaczyna się dziać, zmieniać na lepsze i nawet nie wyobrażacie sobie, jak bardzo mnie to cieszy. Jak wiele dla mnie znaczy to, że mogłam pójść na spotkanie autorskie z Reginą Brett, z Mają Lunde. A jak ma się rzecz z festiwalami?

Rzecz o festiwalach literackich

W tym roku byłam na AŻ dwóch festiwalach: Apostrofie i Literackim Sopocie. Dlaczego aż? Bo jeszcze dwa lata temu żaden nie był dla mnie dostępny. W tym roku Empik, organizator Apostrofu, zrobił wspaniałą robotę – na PJM tłumaczone były wszystkie spotkania autorskie w Warszawie (szkoda, że w innych miastach już nie, ale może za rok?). Tłumacz był na sali, ale widoczny był też w transmisji live na Facebooku. Wspaniale było siedzieć na sali i wiedzieć, o czym opowiada Charlie LeDuff, autor głośnych reportaży «Detroit. Sekcja zwłok Ameryki» i «Shitshow. Ameryka się sypie, a oglądalność szybuje». Cudownie było zobaczyć i wysłuchać na żywo, jak Lauren Groff opowiada o swojej najnowszej książce «Floryda». Do tej pory nie byłam kolekcjonerką autografów, ale dzięki temu, że na sali obecny jest tłumacz i nie muszę się martwić o problemy z komunikacją, śmiało korzystam z okazji.

Literacki Sopot 2019

W zeszłym roku dziewczyny na Instagramie dały mi znać, że na Literackim Sopocie też niektóre spotkania są tłumaczone na PJM. Naprawdę?! Byłam tą wiadomością zachwycona i wiedziałam, że muszę przyjechać na kolejną edycję. Zanim jeszcze pojawił się program, upewniłam się u organizatorów czy i teraz zamierzają zatrudnić tłumaczy. A potem spadła na mnie kolejna bomba – na Literackim Sopocie ma pojawić się Eric-Emmanuel Schmitt, i to w podwójnej roli. Jako pisarz na spotkaniu autorskim i jako aktor monodramu wystawionego w sali balowej słynnego hotelu Grand. Czy mogłoby być lepiej?

Literacki Sopot moimi oczami

Festiwal trwa 4 dni, ale ja przyjechałam na dwa – sobotę i niedzielę. Przeglądając program zauważyłam, że tylko część spotkań ma być tłumaczona na PJM. To z pewnością minus, bo co, gdyby okazało się, że nie będzie tłumaczenia tam, gdzie najbardziej mi zależy? Byłby ogromny zawód, mam więc nadzieję, że za rok sytuacja się polepszy. Tym bardziej, że organizatorzy dostali ode mnie wyraźny sygnał, że obecność tłumaczy PJM ma sens, ale o tym napiszę dokładniej w osobnym akapicie.

Literacki Sopot 2019

Spotkanie z Sarah Perry (siedzi w w środku) prowadzone przez Sylwię Chutnik. Po lewej tłumaczka PJM Kamila Skalska

Najbardziej zainteresowały mnie dwa spotkania: z Sarah Perry, autorką «Węża z Essex», którego skończyłam czytać dosłownie dzień przed wydarzeniem, i Ericiem-Emmanuelem Schmittem, którego najnowsza książka «Madame Pylinska i sekret Chopina» wyszła w Polsce w lutym tego roku. Cieszę się ogromnie, że obydwa były tłumaczone na PJM, zwłaszcza to drugie, bo gdyby ono zostało pominięte, wróciłabym do Warszawy zawiedziona, zamiast zachwycona.

Na uwagę zasługuje fakt, że na Literackim Sopocie pracowały dwie tłumaczki, za co ogromne brawa dla organizatorów (czego w tym aspekcie nie mogę napisać o Apostrofie). Tłumaczenie symultaniczne to bardzo ciężka praca umysłowa, tym bardziej, gdy tłumaczy się między językami o dwóch różnych kanałach percepcji. Wskazane jest więc, aby przy takim spotkaniu autorskim trwającym 1,5 godziny pracowało co najmniej dwóch tłumaczy, aby mogli się wymieniać co 15-30 minut. Na Apostrofie całe spotkania były tłumaczone tylko przez jedną osobę. Wyobraźcie więc sobie godzinę 18:00, półtoragodzinne spotkanie i tłumacza, który ma już kilka godzin pracy za sobą, a teraz jeszcze zdany jest sam na siebie, bez chwili odpoczynku, z wysuszonym gardłem, bo kiedy miałby napić się wody?

Kiedy w końcu spotykasz swojego ulubionego pisarza i możesz zadać mu pytanie, ale nie wiesz jak to zrobić

Tegoroczna edycja Literackiego Sopotu pozostanie dla mnie już na zawsze wyjątkowa z powodu jednego nazwiska. Schmitt. Marzyłam o tym spotkaniu od lat. To autor, którego książki połykam zbyt szybko. Kiedy wpadnie w moje ręce jego kolejne dzieło, rzucam wszystko i biorę się do czytania. Kupując je stacjonarnie, zaczynam czytać od razu po odejściu od kasy. Zachwyca mnie jego spojrzenie na świat, to, jak pisze o miłości, to, jak niekiedy pokręcone historie tworzy. Jego obecność na Literackim Sopocie była jak dodatkowy, lekko spóźniony prezent urodzinowy. Wiadomość, że na tym spotkaniu ma być tłumacz PJM sprawiła, że skakałam z radości. A potem jeszcze okazało się, że będę mogła zobaczyć monodram w jego wykonaniu. Czy mogło być coś lepszego? Tak – zadanie autorowi pytania na spotkaniu autorskim. A było to możliwe dzięki obecności tłumaczy PJM.

Literacki Sopot 2019

Po prawej Eric-Emmanuel Schmitt, po lewej tłumacz jego książek, Łukasz Muller

Nie wiem, czy wiecie, jak wyglądają podobne spotkania autorskie. Najpierw jest część, w której z autorem rozmawia prowadzący (oczywiście, jeśli mamy pisarza zagranicznego, jest też tłumacz dla niego, ale i dla nas). Zazwyczaj trwa mniej więcej godzinę. Następne pół godziny przeznaczone jest na pytania osób siedzących na widowni. Bardzo chciałam zadać autorowi pytanie, ale jednocześnie ogromnie się stresowałam. Co mam zrobić, mówić fonicznie, czy migać? Mowa foniczna byłaby prostsza z technicznego punktu widzenia: ja mówię, tłumaczka tłumaczy na PJM (przypominam, że spotkanie było transmitowane na żywo na Facebooku), tłumacz Schmitta przekłada to na język francuski. A gdybym miała zamigać? Ja migam, jedna tłumaczka powtarza to do kamery, druga tłumaczy mnie na język polski foniczny i oczywiście na końcu wkracza tłumacz Schmitta. Do tego bałam się, że ze stresu poplączą mi się ręce, że nie zamigam dokładnie tego, co mam na myśli i w efekcie tłumaczki będą miały problem ze zrozumieniem mojego pytania, powtórnego zamigania go i przełożenia na język foniczny. Bałam się, że zrobię z siebie błazna. PJM jest moim drugim językiem, więc naturalnie dużo łatwiej byłoby mi zadać pytanie w języku polskim. Jak myślicie, co zrobiłam?

Przyjechałam na festiwal jako blogerka książkowa, ale jednocześnie jako osoba Głucha. Chciałam pokazać organizatorom, że obecność tłumaczy PJM na takich wydarzeniach ma sens, że są potrzebni i ich praca nie idzie na marne, że to tłumaczenie nie leci w próżnię. Jak lepiej mogłam to zrobić, niż publicznie, na transmitowanym na żywo spotkaniu, zadać swoje pytanie w języku migowym? Tak też zrobiłam i może to głupio zabrzmi, ale jestem z siebie niesamowicie dumna. NIESAMOWICIE! Pokonałam swój strach, spełniłam marzenie, a jednocześnie zrobiłam coś dobrego dla świata Głuchych.

Wracając do festiwali literackich i spotykań autorskich

Chciałabym, aby organizatorzy kolejnych podobnych wydarzeń zaczęli dostrzegać potrzebę zatrudniania tłumaczy PJM. Chciałabym, aby na takie wydarzenia chodziło więcej Głuchych, aby wiedzieli, że są one dla nich dostępne i na nie otwarte. Było wiele spotkań, na których bardzo mi zależało, ale albo nikt nie brał mojego pytania o tłumacza na poważnie, albo nie było na to finansów. Jestem blogerką książkową, dla której większość wydarzeń jest niedostępnych, a żeby się to zmieniło, potrzebne jest naprawdę niewiele. Po działaniach Apostrofu i Literackiego Sopotu widać, że się da. Na ile festiwali literackich pójdę/pojadę za rok?