in Books, Literatura kobieca

„Tatarka” – Renata Kosin

at
tatarka-renata-kosin

Byłam ciekawa tej książki od momentu, kiedy zobaczyłam piękną dziewczynę z wiankiem we włosach na okładce. Opis fabuły zapowiadał ciekawą historię z elementami mitologii słowiańskiej i tatarskich wierzeń, a do tego w otoczeniu sielskiego Podlasia. Pełna ekscytacji zabrałam się do lektury tego prawie 500-stronicowego grubaska i…. No właśnie.

Główną bohaterką książki jest Ksenia, która po zakończeniu kolejnego semestru na uczelni wróciła do rodzinnych Bujan na wakacje. Dziewczyna w trakcie juwenaliów poznała tajemniczego Emira, tatara z krwi i kości. Ksenia podejrzewa, że w jej żyłach również płynie tatarska krew, dlatego postanawia wykorzystać dużo wolnego czasu i nową znajomość, aby rozwikłać zagadkę pochodzenia swojego pradziadka. Nie jest w stanie odwieść jej od tego jej matka, która niechętnie patrzy na plan dziewczyny, a także Zulejka, dziewczyna, która wciąż kręci się wokół Emira…

Ostatnio mam wrażenie, że im bardziej się nastawię, że książka będzie rewelacyjna, tym większy jest mój zawód. Skrycie miałam nadzieję, że «Tatarka» okaże się historią w klimatach serii «Kwiat paproci» Katarzyny Bereniki Miszczuk, ale bez denerwujących elementów, przez które, które tak zepsuły mi lekturę «Szeptuchy». Niestety elementów słowiańskich było niewiele (za to nie mogę jednak winić autorki tylko własne nastawienie), a bohaterowie okazali się nie mniej irytujący, niż ci ze wspomnianej trylogii.

Historia poszukiwania prawdy na temat rodzinnych korzeni przez Ksenię miała niesamowity potencjał, niestety Renata Kosin go zmarnowała, kiedy postanowiła tę książkę po prostu przegadać. Bardzo nie lubię, kiedy narrator ma więcej do powiedzenia niż sami bohaterowie. W «Tatarce» nawet dialogi nie mogą obejść się bez kilometrowych opisów, dopowiedzeń. Gdyby skrócić tę powieść o połowę i zostawić w niej samą akcję, jestem pewna, że byłaby bestsellerem na miarę serii stworzonej przez Miszczuk. A tak… za dużo gadania! Nieco sztuczne wydają mi się też niektóre dialogi (irytowało mnie zwłaszcza to, że Ksenia zawsze zwraca się do matki per Ty, bez wtrącania zwrotu “mamo”; kompletny brak szacunku), ale nie było aż tak źle.

Jedna rzecz podobała mi się wybitnie. Renata Kosin idealnie dobrała imiona do bohaterów. jestem bardzo przeczulona na tym punkcie i rzadko kiedy czuję, że imiona pasują do postaci. Tutaj byłam zachwycona tym elementem od pierwszej strony. Wszystkie imiona są dosyć oryginalne: Ksenia, Florka, Emir, Zulejka itd., ale idealnie pasują i tworzą fajny klimat. Niestety to za mało, żebym mogła tę książkę ocenić pozytywnie.

 

Nie mogę powiedzieć, żeby «Tatarka» Renaty Kosin była beznadziejną książką, ale niestety nie polubiłam się z nią za bardzo i nie mogę jej polecić. Sama fabuła i imiona bohaterów to za mało. Zabrakło polotu przy pisaniu tej powieści.

 

Werdykt: NOT TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Filia

 

Bardzo nie lubię przegadanych książek z kilometrowymi opisami i narratorem, który zdaje się być ważniejszy od bohaterów, a niestety «Tatarkę» Renaty Kosin muszę zaliczyć do tego grona. Sama fabuła jest interesująca, do tego świetnie dobrane imiona do postaci, ale niestety to za mało. Nie polubiłam się ze stylem pani Kosin i nie mogę Wam polecić tej książki z czystym sumieniem.  

 

 

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.