Zadziwia mnie, jak bardzo wciąż sama siebie potrafię zaskoczyć. W życiu nie pomyślałabym, że będę się zaczytywać w katastroficznych powieściach norweskiej pisarki i to jeszcze zaczytywać z czystą przyjemnością.

Kiedy sięgałam po «Historię pszczół», nie do końca zdawałam sobie sprawę, jaką historię w niej znajdę. «Błękit» czytałam już w pełni świadoma, że chociaż zagłada ludzkości nie do końca jest tym, o czym chcę myśleć, tak Lunde ma niebywałą umiejętność poruszania tematów ważnych w satysfakcjonujący dla czytelnika sposób. Na wieść o «Ostatnim», trzecim tomie katastroficznej tetralogii, mogłam już się tylko cieszyć. I liczyć na to, że autorka utrzyma poziom.

Pszczoły, susza i… konie?

Tematy poruszone w pierwszych dwóch tomach tetralogii zdają się być jak najbardziej oczywiste. Nie od wczoraj powtarza się, jak ważne są dla nas pszczoły i ich praca, żadną nowością jest też to, że w przyszłości grożą nam problemy z dostępem do wody. Ale dzikie konie jako bohaterowie kolejnego tomu? Muszę przyznać, że nieco zdziwił mnie ten pomysł, a już na pewno mocno zaintrygował. Bo co mają konie do końca świata, który sami próbujemy sobie zgotować? Okazuje się, że bardzo wiele i Maja Lunde pokazała to w świetny sposób. 

Ostatni - Maja Lunde

Wybierzmy się w podróż przez miejsca i czas

W «Ostatnim» Lunde zabiera nas do XIX-wiecznego Petersburga i tamtejszego ogrodu zoologicznego, Mongolii pod koniec wieku XX i nowopowstałego rezerwatu dla dzikich koni, a wreszcie do Norwegii lat 60. XXI wieku i pewnego gospodarstwa, które zdaje się być ostatnim gospodarstwem na świecie, w którym myśli się nie tylko o własnym przeżyciu, ale także o przetrwaniu zwierząt. Wszystkich bohaterów łączy ostatni gatunek dzikich koni, tachi, które najpierw człowiek zniewolił i uratował, aby później odbudować ich populację i zwrócić im wolność. Sam ten wątek jest niezwykle fascynujący, bo można go przedstawić jako triumf ludzkości, ale także jako przesadną ingerencję w naturę. Bo czy to sztuczne odbudowywanie populacji było faktycznie potrzebne? Czy to nie człowiek jest winny temu, że w ogóle coś takiego trzeba było robić? Wątek ingerencji ludzkości w życie zwierząt budzi wiele pytań i jak najbardziej pasuje do kolejnego tomu katastroficznej tetralogii.

Podoba mi się ten tom. To naprawdę ładny tom

Trzecia część tetralogii zrobiła na mnie świetne wrażenie. Na pewno lepsze niż «Błękit», który był dobry, ale jednak słabszy, niż «Historia pszczół». Autorka stworzyła bohaterów, którzy wzbudzają w czytelniku emocje i nie pozostają mu obojętni. Czasami wręcz na niektórych się wkurzałam, aby później zrozumieć, że przecież zbliżający się koniec świata nie oznacza, że nastolatka nie będzie nastolatką i uniknie burzy hormonów. Że kobieta, która przeszła w młodości traumę i nie umie być w dorosłym życiu matką, mimo że zdaje sobie z tego sprawę, nie musi umieć o tym rozmawiać ze swoim synem. Że dorosły mężczyzna, któremu właśnie złamano serce, może mieć pretensje do owdowiałej matki, kiedy ta zaczyna układać sobie życie na nowo. Może to głupie, ale cały czas się uczę tego, że tak jak ludzie nie są idealni, tak i bohaterowie w literaturze nigdy tacy nie będą.

Ostatni - Maja Lunde

Podsumowując

Warto było czekać na trzeci tom tetralogii. «Ostatni» to nie tylko ciekawy temat przewodni poświęcony mongolskim dzikim koniom, ale też świetne i pełne emocji trzy linie fabularne. Bardzo wam tę książkę polecam. Polecam wszystkie trzy tomy, ale jeśli zaczniecie od «Ostatniego», myślę, że się nie rozczarujecie.

Werdykt: TO READ!!!

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu