in Books, Recenzje

Tajemnicza książka od wydawnictwa Znak Literanova

at
tajemnicza-ksiazka-od-wydawnictwa-znak-literanova

Zdarza Wam się oceniać książkę po samej okładce i nazwisku autora? Ja to robię nagminnie i czasem się zawodzę, czasem też jestem pozytywnie zaskoczona. Wydawnictwo Znak Literanova postanowiło owiać tajemnicą jedną ze swoich sierpniowych premier i egzemplarze recenzenckie dla blogerów przygotowali w czarnej oprawie, nie zdradzając też autora i tytułu książki. Czy to był dobry zabieg?

 

Celem tej tajemnicy było, abyśmy wyrobili sobie opinie na podstawie samej treści, nie sugerując się żadnymi innymi informacjami, które mogą wpłynąć na nasz osąd. Do lektury podeszłam rozemocjonowana i bardzo ciekawa tego, co kryje jej wnętrze. Zaskoczyło mnie już pierwsze zdanie, ale to nic. Po kilku stronach byłam zaintrygowana, choć nieco zniesmaczona. Od razu przyjęłam, że to odważny debiut, stąd ta cała tajemnicza otoczka.

Powieść okazała się połączeniem erotyku z thrillerem z elementami sci-fi. Początkowe zaintrygowanie zamieniało się w zdziwienie, rozczarowanie, a wreszcie kompletne znudzenie. Końcówkę mocno wymęczyłam, byle tylko doczytać. O czym właściwie jest ta książka? Natasha, studentka psychologii, rzuca życie w Polsce i wyjeżdża do Stanów opiekować się synem mężczyzny, którego poznała przez internet. Tom pracuje nad tajnym projektem technologicznym i kiedy wymyśla ważny wzór, zaczynają się dziać dziwne rzeczy. I właściwie tyle zrozumiałam. Początkowa fabuła i sposób, w jaki poznali się Natasha i Tom jeszcze ujdzą, ale już to, że dziewczyna poleciała do mężczyzny do Stanów jest mocno naciągane. Mam wrażenie, że autor miał ciekawy pomysł na swego rodzaju apokalipsę, ale nie wiedział, jak ją przedstawić, albo po prostu postanowił szokować za wszelką cenę, zamiast skupić się na najważniejszym przekazie.

Jest bardzo dziwnie i w pewnym momencie czytelnik gubi się w fabule. Do tego autor bardzo skacze między bohaterami i wydarzeniami, co sprawia, że jeszcze ciężej połapać się w wydarzeniach. Przy takich książkach zawsze zastanawiam się, czy to przerost formy nad treścią, po prostu słaba fabuła, czy to ja jestem za głupia, żeby załapać sens dzieła i jego wartość literacką.

 

Moja ciekawość nie pozwoliła mi pozostać w niewiedzy i szybko odkryłam, kto kryje się za tą powieścią. Jeśli i Wy chcecie wiedzieć, jakiego tytułu tak właściwie dotyczy ta recenzja, zdradzam to na samym dole wpisu.

 

Werdykt: NOT TO READ

*za tajemniczy egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Znak Literanova

 

Wydawnictwo Znak Literanova postanowiło poeksperymentować przy promocji jednej z sierpniowych premier. Książkę miałam ocenić na podstawie samej treści, bez sugerowania się nazwiskiem autora i grafiką na okładce. Do eksperymentu podeszłam pełna zapału, ale niestety nie mogę uznać go za udany. Mocno się zawiodłam. Zbyt dziwna fabuła, sporo niejasnych fragmentów. Jestem na nie.

*Recenzowana książka to «Na linii świata» Manueli Gretkowskiej. Premiera 16 sierpnia*

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.