in Books

„Tajemnica zaginionej ślicznotki” – Eduardo Mendoza

at
tajemnica-zaginionej-slicznotki-eduardo-mendoza

dsc_3330

“Kiedy popularna top modelka Olga Baxter ginie w zagadkowych okolicznościach, damski fryzjer zostaje wrobiony w jej zabójstwo. By dowieść swojej niewinności, musi stoczyć niebezpieczną rozgrywkę z tajemniczym syndykatem, którego bogaci członkowie od lat trzęsą przestępczym półświatkiem Hiszpanii. Z pomocą nieoczekiwanie przyjdzie mu nowy pomocnik, czarujący transwestyta o pseudonimie panna Westinghouse.”

Tajemnica zaginionej ślicznotki to moje drugie spotkanie z twórczością Mendozy. Pierwszego nie mogę uznać za udane – sięgnęłam po Walkę kotów, która ogromnie mnie wynudziła. Postanowiłam jednak dać hiszpańskiemu pisarzowi kolejną szansę, zwłaszcza, że dużo dobrego słyszałam o jego serii prześmiewczych kryminałów z damskim fryzjerem. Lubię absurdalny humor więc zabierając się za Tajemnicę… byłam pełna pozytywnego nastawienia.

Powieść podzielona jest na dwie części. W pierwszej rozgrywa się główna akcja: damski fryzjer wrobiony w morderstwo próbuje dociec, co się stało z Olgą Baxter i kto za wszystkim stoi. Pomaga mu w tym współlokatorka jego siostry, oryginalna panna Westinghouse oraz jej niekonwencjonalni znajomi. Po dziwacznym śledztwie poznajemy mordercę i właściwie na tym mogłaby skończyć się książka. Jest jednak jeszcze druga część, przedstawiająca wydarzenia kilkanaście lat później. Damski bokser przypomina sobie sprawę i zastanawia się, czy została ona właściwie rozwiązana, a do więzienia poszedł prawdziwy morderca. Postanawia odwiedzić ludzi, których poznał przy prowadzeniu tamtego śledztwa.

Pierwsza część była świetna. Humor, absurdalne sytuacje i oryginalność postaci damskiego fryzjera bardzo przypadły mi do gustu. Śledztwo prowadzone przez głównego bohatera i jego zmagania z próbą odkrycia prawdy to raczej satyra niż prawdziwy kryminał, ale w tym właśnie urok książki Mendozy. Byłam już prawie pewna, że będę chciała sięgnąć po wcześniejsze tomy wychwalanej serii. I mogłoby być idealnie, gdyby nie zakończenie sprawy w Tajemnicy zaginionej ślicznotki oraz druga część powieści, w której damski fryzjer powraca do sprawy kilkanaście lat później. Zakończenie jest tragiczne i zupełnie bez sensu. Liczyłam, że to pseudo detektyw odkryje rozwiązanie a zostało ono podane mu i nam na tacy. Zabiera to zupełnie frajdę z próby odkrycia mordercy przez czytelnika. Co do drugiej części, moim głównym zarzutem jest zbyt dużo polityki i smętów na ten temat. Humor przeplatający się z gorzkimi żalami? Jestem na nie.

Przyczepię się jeszcze trochę do języka. Mendoza upodobał sobie bardzo długie zdania – długie aż do przesady. Rozumiem, że to zabieg specjalny i właściwie nawet pasują one do głównego bohatera (narracja prowadzona jest w pierwszej osobie przez damskiego fryzjera), jednak momentami gubiłam się w sensie przekazu. Druga uwaga i rzecz, która irytowała mnie przez całą książkę – nadużywanie twierdzenia “już to…, już to…”. Gdyby użyto go dwa czy trzy razy – byłoby ok. Ale nie pięćdziesiąt…

Podsumowując: zapowiadało się naprawdę dobrze i duży plus za absurdalny humor, ale w ostatecznym rozrachunku Tajemnica zaginionej ślicznotki niestety mnie rozczarowała i utwierdziła w przekonaniu, że z Eduardo Mendozą już raczej się nie polubimy. A szkoda.

 

Werdykt: NOT TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Znak Literanova

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.