Zadie Smith to jedna z najlepszych współczesnych brytyjskich pisarek i już od dawna planowałam sięgnąć po którąś z jej książek, ale udało mi się to dopiero teraz, gdy na polskim rynku pojawiła się najnowsza powieść pisarki – «Swing time».

Podobno to najbardziej poruszająca powieść Smith od dekady. Czy rzeczywiście tak jest? Jako że nie znam wcześniejszego dorobku pisarki, tego zweryfikować nie mogę. Podzielę się więc z wami moim odczuciami po lekturze jako laik.

Razem z główną bohaterką wędrujemy przez jej dzieciństwo, dorastanie i dorosłość. Poznajemy jej przyjaciółkę Tracey, ich słodko-gorzką relację oraz dorastanie w świecie tańca i musicali; jej rodziców – białego ojca i matkę, której korzenie pochodzą z Jamajki – którzy mają różne wyobrażenie życia rodzinnego i ich drogi w pewnym momencie się rozchodzą; Aimee, sławną piosenkarkę, u której główna bohaterka przepracowała 10 lat. Wzloty i upadki oraz poszukiwanie własnego JA, które ciągle zostaje przyćmione przez innych.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Smith, więc nie wiedziałam, czego się spodziewać. Książkę zaczęłam nieco zniechęcona, ponieważ «Swing time» to historia opowiedziana ustami głównej bohaterki, w efekcie dialogów jest tu jak na lekarstwo. Nie pomaga też fakt, że czcionka jest dosyć mała a marginesy wąskie. Początkowo więc nieco się męczyłam, ale kiedy już opowieść zaczęła nabierać kształtów, lektura szła mi dużo sprawniej. Nie mogłam w recenzji pominąć tej kwestii, ponieważ forma treści i sam skład również są bardzo ważne. Przechodząc jednak do meritum…

Mam mieszane uczucia. Na pewno «Swing time» to dobra powieść, bo porusza kilka ważnych tematów: postrzeganie kobiet przez społeczeństwo oraz ich dążenie do równouprawnienia i samorealizacji kosztem ogniska domowego, problemy z własną tożsamością na tle silniejszych jednostek w otoczeniu, problemy krajów trzeciego świata. Podobało mi się zwłaszcza to, jak Smith przedstawia ten ostatni wątek. Mam wrażenie, że my, Europejczycy, czasem chcemy dołożyć swoje trzy grosze gdzie się da i za wszelką cenę. Budujemy szkoły, domy itd. w krajach trzeciego świata czy w miejscach dotkniętych kataklizmami, bez żadnej refleksji, jak to wpłynie na mieszkańców, bez poznania bliżej danej kultury. Zaczynamy coś większego a później zostawiamy z tym mieszkańców samych sobie.

Przygotowując tę recenzję, zajrzałam na wikipedię, aby przeczytać trochę na temat samej autorki. Od razu rzuciło mi się kilka rzeczy wspólnych dla życiorysu Smith i jej najnowszej książki. Ile więc w «Swing time» jest prawdy a ile fikcji literackiej? Lubię, kiedy autorzy wykorzystują w powieści wątki z własnego życia. Nadaje to książce głębi i… może to głupio zabrzmi, ale także sensu. Dzieląc się elementami swojej biografii, pisarz sprawia, że jego książka jest prawdziwsza, bliższa naszemu światu, niż czysta fikcja.

Nie jestem dumna z tej recenzji i długo odkładałam jej napisanie. Czuję, że choć «Swing time» przypadło mi do gustu, nie zaliczę tej książki do najlepszych powieści tego roku, nie jestem też w stanie zrecenzować jej na takim poziomie, na jaki zasługuje. Jeśli chcielibyście sprawdzić, czy twórczość Zadie Smith jest dla was, zdecydowanie polecam zacząć od którejś z jej wcześniejszych powieści, a najlepiej od debiutu. Nowe wydanie «Białych zębów» już czeka u mnie na półce i jestem ciekawa, czy ta powieść pozwoli mi lepiej zrozumieć «Swing time».

 

Tym razem recenzję pozostawię bez werdyktu.

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Znak

 

NA SKRÓTY

«Swing time» to najnowsza powieść jednej z najlepszych współczesnych pisarek brytyjskich – Zadie Smith. Książka porusza dużo ważnych tematów, w tle akcji dosłownie rozbrzmiewa muzyka, a historia sama w sobie jest bardzo ciekawa, ale żałuję, że przed lekturą nie miałam okazji lepiej poznać twórczości pisarki. Być może wtedy potrafiłabym bardziej docenić tę powieść. Jest dobra, ale w moim mniemaniu bez większych fajerwerków.