Początek grudnia przywitał mnie wiadomością, że Wydawnictwo Literackie wydaje kolejną powieść Sigríður Hagalín Björnsdóttir. Jej «Wyspa» w przekładzie Jacka Godka znalazła się w moim zestawieniu najlepszych książek 2018 roku, więc wieść o «Świętym słowie» była godna uwagi.

Nowina przyszła na początku miesiąca, w międzyczasie wydawnictwo wysłało mi egzemplarz recenzencki, więc końcówkę roku spędziłam właśnie z tym tytułem. Czy autorce udało się stworzyć powieść na miarę swojej poprzedniczki? 

O głośnej „Wyspie” i wątkach katastroficznych

Sigríður Hagalín Björnsdóttir to islandzka dziennikarka radiowa. Jej debiutancka książka, wspomniana już wyżej «Wyspa», zrobiła wiele szumu w kraju wschodzącej pisarki, bo poruszyła bardzo ciekawy temat samowystarczalności Islandii i ogromnego wpływu internetu na nasze życie. Uwielbiam powieści katastroficzne, a «Wyspa» idealnie wpisała się w mój gust, nie tylko pod względem historii, ale także sposobu jej opowiedzenia. Byłam ciekawa, czy w «Świętym słowie» też pojawią się wątki dystopiczne i rzeczywiście są, ale występują raczej jako dodatek do historii, która skupia się na czymś innym.

Święte słowo - Sigríður Hagalín Björnsdóttir

A gdybyś był w stanie zapamiętać wszystkie historie, które przeczytasz?

Tym razem autorka skupia się na konkretnych jednostkach. Niby mamy tu drobny przytyk do życia w mediach społecznościowych, ale nie wychodzi on na pierwszy plan. Jest jakby małym umoralniającym dodatkiem, ważnym, ale nie skupiającym na sobie całej uwagi czytelnika, a przynajmniej nie mojej. «Święte słowo» to historia nietypowego rodzeństwa – siostry i brata, którzy mają różne matki biologiczne, ale jednego ojca. Nie widują go jednak za często, za to ich matki, na wieść o zajściu w ciążę z tym samym mężczyzną i w podobnym czasie, po początkowych perturbacjach postanawiają zamieszkać razem, wspierać się i wspólnie wychowywać dzieci. Edda i Einar mają więc po dwie matki i siebie nawzajem. Już w dzieciństwie okaże się, że połączy ich i poróżni umiejętność czytania i jej brak. Edda zaczyna czytać w wieku trzech lat i żadnej z poznanych historii nie potrafi zapomnieć, co okaże się jej przekleństwem. Einar zaś cierpi na dysleksję i czytanie jest dla niego katorgą, więc to siostra jej jego oknem na literaturę. Z czasem każde z nich coraz mocniej nienawidzi siebie za to, co umie, a czego nie. Siebie samych i siebie nawzajem.

Dramat rodzinny, thriller z wątkami dystopicznymi i nagromadzenie wątków

Björnsdóttir tym razem stworzyła niebanalny portret rodzinny, dramat połączony z thrillerem. Jedno pozostaje to samo – mroczny klimat Islandii i ukazanie jej niekoniecznie jako raj, którym jest w oczach turystów. Historia Eddy i Einara, ale także Julii i Ragnheidur, czyli matek, które wcale nie są bohaterkami drugoplanowymi, jest niebanalna. Autorka stara się przemycić do niej wątki dystopiczne, ale porusza też tematy socjologiczne, jak poczucie osamotnienia i niezrozumienia. To nagromadzenie wątków może momentami przytłoczyć, bo sprawia, że ciężko tę powieść gdzieś zakwalifikować, jasno powiedzieć, że jest konkretnie o tym i o tym. Mnie to poruszenie wielu kwestii przypadło do gustu, ale mam też mały dylemat. Z jednej strony chciałabym, żeby autorka rozbudowała niektóre z nich i postawiła na ich większy wydźwięk, z drugiej zaś – «Święte słowo» czyta się bardzo dobrze i już samo w sobie jest zdecydowanie dobrą książką.

Święte słowo - Sigríður Hagalín Björnsdóttir

Podsumowując

Sigríður Hagalín Björnsdóttir to nazwisko, które warto znać, a «Święte słowo» jest powieścią, na którą warto zwrócić uwagę. Autorka stworzyła kolejną świetną historię i opowiada ją w jeszcze lepszym stylu. Podoba mi się nie tylko to, co przeczytałam, ale również w jakiej formie dostałam. Bardzo polecam!

Werdykt: TO READ!!!

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu