„Świat na żółto. 23 małe odkrycia, które uratowały mi życie” – Albert Espinosa


Books, Poradnik / niedziela, Lipiec 19th, 2015

Lato, uwielbiam Cię! Nie ma nic przyjemniejszego, niż świadomość, że ma się wakacje i można bez wyrzutów sumienia spędzać dnie na hamaku z książką do towarzystwa. Dziś mam dla Was parę słów o książce z iście letnią okładką.

Pierwsze, co się rzuca w oczy, to energetyzujący kolor okładki. Obok też żółci nie da się przejść obojętnie. Ale w końcu tytuł zobowiązuje. Kiedy zobaczyłam Świat na żółto, od razu przyszły mi na myśl motywacyjne lekcje Reginy Brett. Jej książki również mają minimalistyczne okładki, wyróżniające się soczystym kolorem.  Jest jednak coś jeszcze: „23 małe odkrycia…” – czyż nie brzmi podobnie do „50 lekcji…” Brett? Już samo to zachęciło mnie do przeczytania książki Alberta Espinosy. Zarówno tytuł jak i tekst na tylnej okładce zapowiadają ciekawą lekturę, motywującą do przemyślenia swojego życia i wprowadzenia do niego pozytywnych zmian.  Rozpoczynając lekturę nastawiałam się na dzieło podobne do książek Brett. Co z tego wyszło?

Świat na żółto to przede wszystkim pozytywna opowieść o tym, że rak nie jest taki straszny i sama choroba może wiele dobrego wnieść w ludzkie życie. Espinosa dzieli się z nami 23 odkryciami, które poznał w czasie dziesięcioletniej choroby podczas pobytów w szpitalu, rozmów z lekarzami, pielęgniarkami i innymi Jajogłowymi dzielącymi z nim sale. Tymi naukami wciąż kieruje się w życiu i do tego samego zachęca nas samych. Większość odkryć opatrzone jest pod koniec dodatkowymi listami, które krok po kroku mają nam pomóc w osiągnięciu danego celu. Pisarz dzieli się z nami także nowym pojęciem dotyczącym bliskich nam osób – „Żółtymi”. Kim są, kto może stać się dla nas Żółtym, jak ich szukać, jak z nimi spędzać czas? Tego wszystkiego dowiecie się z książki.

Albert Espinosa przez 10 lat chorował na raka, niemalże w najważniejszym etapie swojego życia, kiedy kształtujemy swoją przyszłość. Zachorował w wieku 14 lat, w wieku 24 lat usłyszał od lekarza, że jest wyleczony. Jak sam wspomina, Świat na żółto ma być książką inaczej pokazującą raka, w radosny, pozytywny sposób. Choć pisarz przez kostniakomięsaka stracił nogę, później także płuco i część wątroby, nie stało się to dla niego końcem świata. W całym tym nieszczęściu szukał dobrych, radosnych stron, którymi teraz dzieli się z nami na kartach książki.

Przyznam, że Espinosa niekiedy mnie lekko szokował i niektóre jego rady do mnie nie przemówią raczej nigdy. Mężczyzna m.in. próbuje nam wyjaśnić, że nie należy bać się śmierci, ale cieszyć z niej, a nawet na nią czekać. Dla mnie to niepojęte. Śmierć bliskich czy moja własna to jeden z największych moich lęków i nigdy nie będę w stanie podchodzić do tego zagadnienia pozytywnie. Podoba mi się za to sposób, w jaki pisarz opisuje raka, swoje przejścia i przyjaciół poznanych w szpitalu. Espinosa nie użala się nad sobą, nie próbuje wzbudzić w nas litości, współczucia. Pokazuje, że nie należy bać się raka. Musimy za to kochać życie i starać się być szczęśliwymi.

Na początku porównywałam „23 małe odkrycia…” z „50 lekcjami” Reginy Brett. Niestety książka Espinosy nie dorównuje tym Brett, ale to nie znaczy, że jest zła. Albert Espinosa ma bardzo lekki i radosny sposób pisania i choć nie wszystkie jego odkrycia do mnie przemawiają, książkę czytało mi się bardzo przyjemnie i zdecydowanie warto się z nią zapoznać. Myślę, że to fajna lektura na weekend, zwłaszcza, kiedy dopisze pogoda. Świat na żółto świetnie czyta się w letnie upalne popołudnie 🙂

Werdykt: TO READ

  • Bardzo ciekawa recenzja. Szczególnie, że porównują do „Oscara i Pani Róży”. Może po nią sięgnę !

    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    • Wspomnienie o Oskarze i Pani Róży to świetny chwyt, bo książka Schmitta jest fantastyczna 🙂