in Books

„Świat na żółto. 23 małe odkrycia, które uratowały mi życie” Albert Espinosa

at

Lato, uwielbiam Cię! Nie ma nic przyjemniejszego, niż świadomość, że ma się wakacje i można bez wyrzutów sumienia spędzać dnie na hamaku z książką do towarzystwa. Dziś mam dla Was parę słów o książce z iście letnią okładką 🙂 20150717_112214

„Historia jak z Oskara i Pani Róży. Tyle że… Wydarzyła się naprawdę i co więcej zakończyła się szczęśliwie.

23 małe odkrycia…

Niby proste, a mają moc wywracania wszystkiego do góry nogami. Wyciągną cię za uszy z najczarniejszej dziury, pomogą się cieszyć, kiedy nie ma powodów do radości. Sprawią, że twój świat zabarwi się na żółto, stanie się jasny i słoneczny.

Trudno w to uwierzyć?

A jeżeli podzieli się nimi z tobą chłopiec, który przez dziesięć lat mieszkał w szpitalu na oddziale onkologicznym, stracił nogę i otarł się o śmierć, a mimo to jest bardzo szczęśliwy?

Albert Espinosa nie owija w bawełnę, mówi wprost: „Urodził mnie rak” – gdyby nie choroba, być może nie poczułby nigdy tej wielkiej radości życia, bezwarunkowego szczęścia, nie zrozumiałby, jak ważna jest przyjaźń. Może niczego by nie odkrył?”

Pierwsze, co się rzuca w oczy, to energetyzujący kolor okładki. Obok też żółci nie da się przejść obojętnie. Ale w końcu tytuł zobowiązuje. Kiedy zobaczyłam Świat na żółto, od razu przyszły mi na myśl motywacyjne lekcje Reginy Brett (recenzja tu i tu). Jej książki również mają minimalistyczne okładki, wyróżniające się soczystym kolorem.  Jest jednak coś jeszcze: „23 małe odkrycia…” – czyż nie brzmi podobnie do „50 lekcji…” Brett? Już samo to zachęciło mnie do przeczytania książki Alberta Espinosy. Zarówno tytuł jak i tekst na tylnej okładce zapowiadają ciekawą lekturę, motywującą do przemyślenia swojego życia i wprowadzenia do niego pozytywnych zmian.  Rozpoczynając lekturę nastawiałam się na dzieło podobne do książek Brett. Co z tego wyszło?

Świat na żółto to przede wszystkim pozytywna opowieść o tym, że rak nie jest taki straszny i sama choroba może wiele dobrego wnieść w ludzkie życie. Espinosa dzieli się z nami 23 odkryciami, które poznał w czasie dziesięcioletniej choroby podczas pobytów w szpitalu, rozmów z lekarzami, pielęgniarkami i innymi Jajogłowymi dzielącymi z nim sale. Tymi naukami wciąż kieruje się w życiu i do tego samego zachęca nas samych. Większość odkryć opatrzone jest pod koniec dodatkowymi listami, które krok po kroku mają nam pomóc w osiągnięciu danego celu. Pisarz dzieli się z nami także nowym pojęciem dotyczącym bliskich nam osób – „Żółtymi”. Kim są, kto może stać się dla nas Żółtym, jak ich szukać, jak z nimi spędzać czas? Tego wszystkiego dowiecie się z książki.

Albert Espinosa przez 10 lat chorował na raka, niemalże w najważniejszym etapie swojego życia, kiedy kształtujemy swoją przyszłość. Zachorował w wieku 14 lat, w wieku 24 lat usłyszał od lekarza, że jest wyleczony. Jak sam wspomina, Świat na żółto ma być książką inaczej pokazującą raka, w radosny, pozytywny sposób. Choć pisarz przez kostniakomięsaka stracił nogę, później także płuco i część wątroby, nie stało się to dla niego końcem świata. W całym tym nieszczęściu szukał dobrych, radosnych stron, którymi teraz dzieli się z nami na kartach książki.

Przyznam, że Espinosa niekiedy mnie lekko szokował i niektóre jego rady do mnie nie przemówią raczej nigdy. Mężczyzna m.in. próbuje nam wyjaśnić, że nie należy bać się śmierci, ale cieszyć z niej, a nawet na nią czekać. Dla mnie to niepojęte. Śmierć bliskich czy moja własna to jeden z największych moich lęków i nigdy nie będę w stanie podchodzić do tego zagadnienia pozytywnie. Podoba mi się za to sposób, w jaki pisarz opisuje raka, swoje przejścia i przyjaciół poznanych w szpitalu. Espinosa nie użala się nad sobą, nie próbuje wzbudzić w nas litości, współczucia. Pokazuje, że nie należy bać się raka. Musimy za to kochać życie i starać się być szczęśliwymi.

Na początku porównywałam „23 małe odkrycia…” z „50 lekcjami” Reginy Brett. Niestety książka Espinosy nie dorównuje tym Brett, ale to nie znaczy, że jest zła. Albert Espinosa ma bardzo lekki i radosny sposób pisania i choć nie wszystkie jego odkrycia do mnie przemawiają, książkę czytało mi się bardzo przyjemnie i zdecydowanie warto się z nią zapoznać. Myślę, że to fajna lektura na weekend, zwłaszcza, kiedy dopisze pogoda. Świat na żółto świetnie czyta się w letnie upalne popołudnie 🙂

Werdykt: TO READ

Share:

Marth

  • Bardzo ciekawa recenzja. Szczególnie, że porównują do „Oscara i Pani Róży”. Może po nią sięgnę !

    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    • Wspomnienie o Oskarze i Pani Róży to świetny chwyt, bo książka Schmitta jest fantastyczna 🙂