„Śniadanie u Tiffany’ego” – Truman Capote


Books, Klasyka / czwartek, Sierpień 20th, 2015

Zamęczę Was odrobinę tym Śniadaniem u Tiffany’egoi, ale po przeczytaniu książki Sama Wassona, musiałam nadrobić braki w lekturze powieści Capote’a.

Śniadanie u Tiffany’ego chciałam przeczytać już dawno, w końcu to klasyka a ja klasykę uwielbiam. Moją chęć na poznanie oryginalnej historii Capote’a potęgowała adaptacja filmowa z Audrey Hepburn w roli głównej – film, o którym słyszał chyba każdy. Jednak dopiero przeczytanie Piąta Aleja, piąta rano Sama Wassona (o której pisałam post niżej) skutecznie zmotywowało mnie do sięgnięcia po powieść Trumana Capote, zwłaszcza, że książkę znalazłam w biblioteczce mojego M. (co jeszcze bardziej ułatwiło sprawę). Książka jest cieniutka, ma zaledwie 87 stron, więc była idealną odskocznią od grubych, długich opowieści (które i tak uwielbiam).

Holly Golightly to młoda, dwudziestoletnia dziewczyna, która wie, jak korzystać z życia, nie zastanawia się jednak nad możliwymi konsekwencjami. Mimo młodego wieku i wiejskiego pochodzenia, zdążyła zawojować nowojorskie salony i oczarować niejednego milionera, mężczyźni płacą jej nawet za pójście do toalety. Postać młodziutkiej call girl poznajemy dzięki jej sąsiadowi, którego dziewczyna nazywa Fredem (tak samo na imię ma jej brat). Fred, narrator powieści, opisuje życie dziewczyny, imprezy u niej w mieszkaniu, jej znajomych i adoratorów, a także ich wspólne relacje i trudną przyjaźń. Holly jest pewna siebie i uparta. Kiedy dostaje dobrze płatną propozycję odwiedzania w więzieniu podstarzałego gangstera, aby umilać mu czas, przyjmuje ofertę, nie podejrzewając w tym żadnego podstępu, co później doprowadza ją samą do nieprzyjemnych wydarzeń. I nawet Fred nie był w stanie przemówić jej do rozsądku…

Filmowe Śniadanie u Tiffany’ego to romantyczna historia o dziewczynie, która nie potrafi odnaleźć swojego miejsca w świecie, ale w końcu odnajduje prawdziwą miłość u boku ‘Freda’ i prawdopodobnie u jego boku spędza resztę szczęśliwego życia.  Książkowa wersja ma się jednak nieco inaczej, choć obie Holly są do siebie podobne. Jeśli obejrzeliście najpierw film, a dopiero później sięgniecie po powieść Capote’a, możecie być zaskoczeni. Pisarz nie stworzył romantycznej historii, jak to zostało pokazane w filmie. Jego Holly, choć tak samo zakręcona i uciekająca przed zwyczajnym codziennym życiem, jak ta z ekranu, nie szuka prawdziwej miłości, nie zostaje w Nowym Jorku, aby się ustabilizować przy boku niejakiego Paula Varjaka. ‘Fred’, który w filmie staje się Paulem, pisarzem i utrzymankiem starszej od siebie kobiety a potem miłością Holly, w powieści jest jedynie przyjacielem, obserwatorem życia dziewczyny i narratorem opowieści. Jego miłość do młodziutkiej sąsiadki jest jedynie platoniczna i nie wychodząca poza obszary przyjaźni. Mężczyzna nie dąży do tego, by ją oczarować i rozkochać w sobie.

Choć film ma wiele wspólnego z książką (w końcu na jej podstawie powstał), są to niejako dwie oddzielne historie. Truman Capote napisał powieść o dziewczynie, która bojąc się stabilizacji i zwykłego życia, nigdy się nie zmieniła, zawsze będąc ‘w podróży’, choćby tylko mentalnie, nie tak jak filmowa Holly, która w końcu dopuściła do siebie Paula, jak i samego Kota (właściwie to w odwrotnej kolejności, ale to już szczegół 😉 ). Po przeczytaniu książki wcale się nie dziwię, że w roli głównej bohaterki pisarz widział seksowną Marilyn Monroe a nie delikatną Audrey Hepburn. Przyznam jednak, że obie wersje historii bardzo mi się podobają. Film niejako wygładza charakter Holly, starając się pokazać ją z lepszej strony, ale ta książkowa, zagubiona w życiu, również jest fascynująca.

Książka Trumana Capote’a jest idealna na weekend. Jeśli nie czytaliście jej ani nie widzieliście filmu, polecam zrobić weekend ze Śniadaniem u Tiffany’ego. A potem przeczytać jeszcze książkę Sama Wassona 😉 .

Werdykt: TO READ!!!