Nie czytam self-publisherów. Jest kilka powodów, ale nie będę się na ten temat rozpisywać. Być może powinnam mieć szerzej otwarty umysł, jednak najzwyczajniej nie mam czasu na publikacje wydawane w ten sposób.

W dzisiejszych czasach książkę może już nie tylko napisać każdy, ale także ją wydać. Wystarczy zebrać pieniądze lub po prostu zapłacić z własnej kieszeni. M.in. stąd moja ostrożność. Dlaczego więc przyjęłam propozycję Marty Kurek, aby zrecenzować jej «Szał Vandy»? Odpowiedź może być tylko jedna – smoki.

Nie jestem miłośniczką smoków

Zacznijmy od tego, że fantasy zaczęłam czytać jakieś 3 lata temu i książki tego typu czytam raz na miesiąc albo rzadziej. Przesadną fanką smoków też nigdy nie byłam, ot, postacie z legend i bajek. Czemu więc mimo wszystko zdecydowałam się sięgnąć po «Dragonus Cracovus: Biomagia», tym bardziej, że to self-publishing właśnie? Sami przyznajcie, że pomysł na to, aby smoki powróciły do Krakowa i odzyskały w nim władzę brzmi fantastycznie. Co by było, gdyby Smok Wawelski wcale nie był postacią z legend? Ta myśl kupiła mnie od razu i postanowiłam dać książce szansę.

Dragonus Cracovus Biomagia. Szał Vandy - Marta Kurek

Niby self-publishing, a nie wygląda

Marta zaczęła pisać tę powieść w wieku 13 lat, w wieku 17 prawie ją wydała w dużym wydawnictwie, ale po pewnych przejściach nic z tego nie wyszło i ostatecznie smoki ujrzały światło dzienne przy wsparciu innych, dzięki zbiórce pieniędzy. Pod względem wizualnym książka nie wygląda jakby została wydana przez autorkę samodzielnie. Piękna okładka ze skrzydełkami, dobrej jakości papier, szerokie marginesy, ładny, przystępny skład i dodatkowe elementy graficzne. Tutaj jedyne zastrzeżenia mam do formatu. Jest zbyt duży i nieco nieporęczny – przy ponad 650 stronach czytanie nie należało do najwygodniejszych. Dlatego bardzo często posiłkowałam się plikiem PDF, który otrzymałam od autorki, i lekturą na laptopie.

Legenda o Smoku Wawelskim w innym wydaniu

A treść? Autorka bawi się kilkoma legendami, prostując je pod fabułę i swoje smoki, które nagle wracają do Krakowa. Okazuje się, że to, co ludzie brali za bajki, zdarzyło się naprawdę, ale wyglądało nieco inaczej. Lubię takie zabawy, własne interpretacje, przerabianie różnych elementów. Powrót Dragonus Cracovus na swoje ziemie ojczyste to dla mnie pomysł wprost genialny i jestem nim zachwycona. Ale sam pomysł nie wystarczy, wykonanie jest równie ważne, a może nawet ważniejsze. «Szał Vandy» to powieść młodzieżowa – główna bohaterka, Wanda Wszechwiedzka – ma 15 lat. Bardzo pasuje mi to do tej książki, bo nie jestem pewna, czy dojrzalsza postać byłaby odpowiednia.

Kilka słów o postaciach

Wanda i jej rodzice, para zakręconych naukowców, są naukowo nawiedzeni. Wszystkie potoczne powiedzenia są przez nich zniekształcane w specyficzny sposób. Taki zawał serca np. został zawałem mięśnia sercowego, a gęsia skórka – gęsim naskórkiem. Bardzo mi się ten pomysł podobał, chociaż momentami czułam przesyt. To zaś, co mnie irytowało w głównej bohaterce, to jej cięty aż do przesady język. Dziewczyna jest zbyt sarkastyczna jak na swój wiek i momentami ewidentnie tego sarkazmu było za dużo. Smoki Marty Kurek są bardzo ludzkie, co na początku mnie zaskoczyło, ale później zdecydowanie zaczęło mi to pasować do fabuły. A sama fabuła? No właśnie.

Dragonus Cracovus Biomagia. Szał Vandy - Marta Kurek

Czy wszystkie grubaski trzeba odchudzać?

Pierwotna wersja książki miała 300 stron, a to, co możemy przeczytać, ma ich dokładnie 663 (chyba że będziecie czytać też “Galerię Wspierających, to 668). Nie wiem, jak powieść wyglądała na początku, ale czy podwojenie jej objętości miało sens? Jak wiecie, nie lubię wodolejstwa i bardzo często stwierdzam, że autor spokojnie mógłby swoją książkę odchudzić, nic przy tym nie tracąc. Myślę, że i w «Szale Vandy» nie wszystkie wydarzenia były potrzebne, niektóre były dla mnie właśnie takim laniem wody, ale biorę pod uwagę to, że to debiut autorki, do tego pozbawiony konkretnej redakcji. Nie będę rozprawiać na temat elementów fantastycznych, czy są zgodne z kanonem fantasy, czy nie. Nie jestem (i nigdy nie będę) specjalistką w tym temacie. Mnie pomysł na fabułę przypadł do gustu, chociaż zakończenie już niestety trochę mnie zawiodło. Rozumiem jego cel, bo od razu czuć, że to dopiero początek i będą kolejne tomy, ale ja mimo wszystko czuję się trochę… oszukana? Nie wiem, jak to najlepiej nazwać.

Język smoków i smocze przekleństwa

A na zakończenie muszę wspomnieć o czymś, co będzie kropką nad i mojej recenzji. Smoczy język. Zachwycił mnie od samego początku i bardzo podoba mi się, że autorka wprowadziła go do fabuły. Od kilku dni moim ulubionym przekleństwem jest to Dragonus Cracovus – hor^ka skun^ka. Czyż nie brzmi wspaniale? Dodatkowo, w zapisie tego języka autorka zastosowała znaki dodatkowe dotyczące elementów mimiki, a że mimika jest jednym z elementów polskiego języka migowego, nie mogę być bardziej zachwycona.

Podsumowując ten przydługi wpis

Rozpisałam się strasznie, ale to taka książka, którą chcę zrecenzować jak najpełniej, zarówno z myślą o was, jej przyszłych czytelnikach (mam nadzieję!), jak i o samej autorce (a i tak pewnie mi coś umknęło, o czymś zapomniałam wspomnieć). Smoki krakowskie mnie zachwyciły i mam szczerą nadzieję, że zdecydujecie się wesprzeć Martę, kupić jej książkę i również będziecie nią oczarowani. Klikając TU przeniesiecie się do strony, na której możecie nabyć pierwszy tom serii «Dragonus Cracovus: Biomagia».

Bibliofilem być recenzje książek

Werdykt: TO READ!!!

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Marcie Kurek

 

NA SKRÓTY

«Dragonus Cracovus: Biomagia. Szał Vandy» to powieść samodzielnie wydana przez autorkę, Martę Kurek, dzięki zbiórce pieniędzy i wsparciu innych. Jak nie sięgam po self-publisherów, tak Smokom postanowiłam dać szansę ze względu na tematykę tej powieści. To fantasy, w którym smoki wracają do Krakowa i odzyskują w nim władzę. Główną bohaterką jest 15-letnia Wanda, dziewczyna, która z Dragonus Cracovus ma zdjąć straszną klątwę. Jak to w przypadku debiutów bywa, powieść nie uniknęła kilku rzeczy, które można by było poprawić, ale mimo to bardzo mi się podobała. Pomysł na fabułę jest świetny, humor, a do tego smoczy język tworzą książkę, którą zdecydowanie warto przeczytać.