Jeden z filmów w krótkiej karierze mojego kanału na YouTube POMIGANE dotyczył tego, czy mogę słuchać muzyki. Spoiler: mogę. Dla większości jest to zaskoczeniem, bo przecież głusi są głusi, prawda? Ale jest to znacznie bardziej skomplikowane.

Nie nagrywam już nowych odcinków na kanał, ale też dawno nie napisałam nowego tekstu do zakładki GŁUCHY ŚWIAT, więc czas nieco nadrobić braki. Jedna z moich obserwatorek na Instagramie (pozdrawiam, Sandra!) napisała, że chętnie dowiedziałaby się, jakiej muzyki słucham. Pomyślałam, że to ciekawy pomysł na wpis i rozbudowanie tematu, który zarysowałam już we wspomnianym wyżej filmiku.

Tak, jestem głucha, głucha jak pień. To znaczy kiedy nie mam założonego i włączonego procesora mojego implantu pniowego (to taki implant ślimakowy, tylko podłączony do pnia mózgu). Muzyki słucham tylko kiedy ten implant mam włączony. Ale może zacznijmy od początku.

Moje podejście do muzyki przed utratą słuchu

Przed utratą słuchu (a słuch straciłam mając 15 lat) słuchałam bardzo dużo muzyki. Po powrocie ze szkoły od razu włączałam wieżę stereo i radio Eska, przy którym odrabiałam lekcje. Przed snem to samo – radio Eska plus timer ustawiony na 10-15 minut, żeby wieża sama się po tym czasie wyłączyła. Muzyki słuchałam z przyjaciółkami na discmanie czy walkmanie, a potem MP3, kiedy dzieliłyśmy się słuchawkami na szkolnych przerwach czy wycieczkach. Mieszkając na wsi, w upalne dni często otwierałam balkon, pogłaśniałam wieżę na cały regulator i śpiewałam z Michałem Wiśniewskim ulubione hity Ich Troje (nie osądzajcie). W szkole podstawowej byłam jedną z gwiazd szkolnego chóru, uwielbiałam solówki i uwielbiałam śpiewać na apelach. Nigdy nie poszłam do szkoły muzycznej, ale muzyka zawsze była ważną częścią mojego życia. A potem straciłam słuch, zupełnie.

Żertwa - Anna Sokalska

Utrata słuchu, a utrata muzyki

Często widzę w internecie opinie, że ktoś wolałby się zabić, niż stracić słuch i nie móc słuchać muzyki. Kiedy ja ten słuch straciłam, muzyka była ostatnią rzeczą, o której myślałam w tej sytuacji. Słuch w jednym uchu straciłam w marcu, w drugim w maju, w maju miałam też od razu wszczepiony implant, ale trochę czasu zajęło, zanim dziwne piski, stuki i szumy zamieniły się w jakieś bliżej określone dźwięki. Tak, implant nie jest cudotwórczym narzędziem przywracającym słuch. Po wszczepie potrzeba mnóstwo cierpliwości i rehabilitacji, żeby faktycznie coś dzięki niemu słyszeć, a jeszcze więcej pracy wymaga to, aby zacząć rozumieć to, co się słyszy.

Pamiętam, że kiedy zaczęłam coraz lepiej odbierać i rozumieć te nowe dźwięki, postanowiłam sprawdzić, czy mogę też słuchać muzyki, jak kiedyś. I tu znów uwaga – nie oceniajcie. Moją muzyczną rehabilitację słuchu zaczęłam od piosenek meksykańskiego zespołu RBD, który powstał za sprawą telenoweli Zbuntowani. Znałam je przed utratą słuchu i okazało się, co mnie niesamowicie zaskoczyło, że mój mózg ciągle je pamięta. Zaczęłam słuchać kolejnych utworów mając jednocześnie przed oczami ich tekst, a mój mózg po prostu przypominał sobie kolejne tony składające się na melodię. To było jak magia, ale i jak cud. Zrozumiałam, że muzyka nie jest dla mnie stracona. Ale kiedy włączałam radio, już nie było tak kolorowo. Nie wiedząc, jaka piosenka właśnie leci, nie potrafiłam jej sama zidentyfikować, a w efekcie – słuchać. Nowe utwory były dla mnie zbiorem dziwnych brzdęków, hałasów, jakichś niezidentyfikowanych dźwięków, które przyprawiały o ból głowy. Czyli jestem skazana na tylko te piosenki, tylko te utwory, które usłyszałam przed utratą słuchu, tak? No cóż, dobre i to, pomyślałam.

Królowa cukru - Natalie Baszile

A potem wyszła nowa płyta Rihanny, trafiłam na utwór What’s my name i okazało się, że ze słuchania nowej muzyki też mogę czerpać radość! Że nie każda nowa piosenka będzie brzmiała dla mnie jak torturowanie kogoś piłą mechaniczną, jak praca na hali montażowej samochodów itd. Co to było za odkrycie! Płyta Loud Rihanny była dla mnie odkryciem na miarę odkrycia nowej planety we wszechświecie, bo pokazała mi, że, ok, jestem głucha i ta głuchota mocno mi uprzykrza życie, ale nie zabrała mi muzyki, nie całkowicie. Słuchałam jej w kółko i w kółko, aż do znudzenia.

Moje słuchanie muzyki dzisiaj

Jak jest teraz? Wciąż słucham najczęściej utworów, które słyszałam przed utratą słuchu. Słyszałam, ale nie słuchałam, bo dopiero jako głucha zakochałam się w Perfect czy w Myslovitz. Lubię te sentymentalne wycieczki muzyczne, dlatego najchętniej słucham własnie polskich klasyków wspomnianych już zespołów Perfect, Myslovitz, ale też Wilków, Brathanków, Czerwonych Gitar, lubię włączyć sobie Dziwny jest ten świat Niemena, Jej portret Meca, Sen Edyty Bartosiewicz. Uwielbiam drzeć się przy Zombie Cranberries prowadząc samochód polnymi drogami (tutaj off top: przez wiele lat miałam w głowie melodię refrenu pewnej piosenki, ale nie mogłam sobie przypomnieć jakiej. Przez wiele lat, podejrzewam, że co najmniej 8-10, marzyłam o tym, że kiedyś usłyszę ją jeszcze raz, w całości, ale pechowo nigdzie na nią nie trafiłam, albo po prostu to przegapiłam nieświadoma, że te brzdęki w radio to właśnie ona. W czasach studenckich, któregoś wieczoru, nawet nie wiem dlaczego akurat wtedy, zanuciłam tę zapamiętaną melodię przyjaciółce, a ona od razu rozpoznała, co to za utwór i puściła mi go na YouTube. To było właśnie Zombie. Słuchałam go chyba w kółko przez 2 godziny. Słuchałam i ryczałam. Ze szczęścia, że wreszcie, po tylu latach, wiem, co mnie tak kiedyś zachwyciło. Że brzmi dokładnie tak, jak ją zapamiętałam. Że zachwyca mnie nadal, mimo że jestem głucha i nie słyszałam jej jakieś 10 lat. I ryczałam nad sobą, że nie wpadłam na pomysł zanucenia tej zapamiętanej melodii refrenu komuś dużo wcześniej).

Ale oprócz polskiej klasyki i utworów, które znam sprzed utraty słuchu, nad życie uwielbiam ścieżki dźwiękowe ze Strażników Galaktyki czy Sekretnego życia Waltera Mitty, które poznałam dopiero jako głucha osoba. Muzyka nie odgrywa już w moim życiu tak ważnej roli, jak kiedyś, coraz rzadziej jej słucham (trochę w tym winy mojego obecnego lokum i okien od strony ulicy, z której przy otwartym oknie hałas zagłusza mi inne dźwięki, a trochę w tym, że po powrocie z pracy wolę odpoczywać w zupełnej ciszy i moje sztuczne ucho chowam do szuflady), ale wciąż od czasu do czasu odpalam ulubione utwory poprzez dysk twardy podłączony do TV albo w telefonie na YouTube z dużymi słuchawkami na uszach (takimi, które obejmą swoim zasięgiem procesor implantu umieszczony za uchem). A kiedy latem prowadzę samochód leśnymi drogami wiodącymi z mojej rodzinnej wsi do pobliskiego miasta i z powrotem, zawsze towarzyszy mi Zombie Cranberries.

A co z innymi głuchymi?

Każdy z nas słyszy inaczej, ma inną wadę słuchu, jest na innym etapie rehabilitacji słuchu, używa innych wspomagaczy (aparaty, implanty), albo i nie. Kwestia słuchania muzyki i jej odbioru jest mocno indywidualna, ale jedno mogę wam powiedzieć na pewno – nawet głusi jak pień mogą odczuwać przyjemność ze słuchania muzyki. Jak? Poprzez wibracje. Mam głuche znajome, które w samochodzie czasami włączają muzykę na pełną głośność, taką, że każdy słyszący od razu by ogłuchł. Cały samochód dosłownie wibruje i to też jest wspaniały sposób na słuchanie muzyki.

Mam nadzieję, że ten wpis otworzył wam nieco oczy i jeśli do tej pory, po tych wszystkich moich wpisach i filmach na temat bycia głuchą, wciąż mnie żałowaliście, teraz już upewnicie się, że nie musicie tego robić.

Do przeczytania!