in Books

„Sekta egoistów” Eric-Emmanuel Schmitt

at

Nie wierzę, że to piszę przy recenzji książki ulubionego pisarza, ale dziś nie będzie zbyt pochlebnie… Jeśli chcecie się przekonać dlaczego, zapraszam na dalszą część wpisu.
DSC_0464

„Kiedy Gerard natrafia w starej książce na wzmiankę o tajemniczym założycielu Sekty Egoistów, jest przekonany, że właśnie wpadł na trop niezwykłej zagadki. Kim byli owi egoiści, którzy wierzyli, że każdy człowiek powinien skupić się tylko na poznaniu samego siebie?

Kolejne ślady prowadzą Gerarda przez całą Europę, a początkowo niewinne zainteresowanie tematem szybko przeradza się w obsesję. Z dnia na dzień mężczyzna coraz bardziej zagłębia się w poszukiwania, ignorując wszystko i wszystkich. Jednak czy naprawdę można żyć tylko dla siebie, zapominając o innych?”

Zawsze z niecierpliwością czekam na kolejne książki Schmitta, więc Sekta egoistów znalazła się w mojej biblioteczce niemalże tuż po premierze. Byłam pewna, że to nowe dzieło, okazuje się jednak, że jest to pierwsza powieść Schmitta, wydana w Polsce dopiero teraz, po 21 latach! Trochę długo musieliśmy czekać. Czy było warto? A może jednak nic nie straciliśmy przez tyle lat?

Głównym bohaterem powieści jest Gerard, naukowiec pracujący nad rozprawą doktorską i spędzający całe dni w paryskiej Bibliotece Narodowej. Znużony monotonią zajęcia, postanawia ‘zaszaleć’ i sięgnąć dla rozrywki po zupełnie nieprzydatną książkę. Przypadek sprawia, że natrafia na Słownik patriotyczny z roku 1798 a w nim na hasło EGOIZM i postać Gasparda Languenhaerta, samozwańczego filozofa głoszącego nową doktrynę. Languenhaert, niezwykle przystojny, ogłasza się Bogiem i stwórcą wszystkiego. Wyznaje, że tylko on istnieje naprawdę a cała reszta to wizje jego woli. Oryginalna postać od razu zaintrygowała Gerarda, który postanawia dowiedzieć się jak najwięcej o niejakiej Sekcie egoistów. Porzuca dotychczasową pracę i całkowicie poświęca się próbie odkrycia prawdy. Dokąd to go zaprowadzi?

Książka niestety nieco mnie rozczarowała, ale mam na uwadze to, że jest to pierwsza powieść Schmitta, więc mógł mieć mniej wyrobione pióro. Większość jego historii wciąga niemal od razu, charakterystyczni bohaterowie zapadają nam w pamięci jeszcze jakiś czas po skończeniu książki. Jednak Gerard z Sekty egoistów jest raczej irytujący niż interesujący, a sama opowieść o pierwszym egoiście trochę nudnawa. Właściwie nie wiadomo, dokąd zmierza ta historia, oprócz oczywistego poznania postaci Languenhaerta, ale to zupełnie nie pasjonuje. Choćbym nie wiem ile możliwych scenariuszy zakończenia wymyśliła, Schmitt zawsze mnie zaskakiwał. Nie tym razem. Zakończenie jest dziwne, zupełnie pokręcone i, przyznam szczerze, dla mnie niezrozumiałe.

Ale żeby już tak całkowicie nie jechać po książce… Sekta egoistów cieszy oko pięknym językiem, charakterystycznym dla Schmitta. Gdybym nie wiedziała, kto jest autorem, rozpoznałabym go po samym stylu i pokręceniu historii. Francuz lubi poruszać w swoich książkach dziwne tematy, to jest dla niego charakterystyczne, jednak jego pierwsza powieść raczej nie bardzo mu wyszła. Trochę mi smutno, że muszę skrytykować książkę mojego ulubionego pisarza, ale niestety i tak czasem bywa.

Jeśli chcecie sięgnąć po Schmitta, zdecydowanie nie zaczynajcie od Sekty egoistów.

Werdykt: NOT TO READ

Share:

Marth