in Books, Kryminał

„Sekret Wesaliusza” – Jordi Llobregat

at
sekret-wesaliusza-jordi-llobregat

Wiem, że się powtarzam, ale spójrzcie na tę okładkę! Zdecydowanie przyciąga wzrok. Po «Sekret Wesaliusza» sięgnęłam jednak z innego powodu. Skusiło mnie hasło “Pozycja obowiązkowa dla miłośników powieści Carlosa Ruiza Zafona”. Bardzo podobały mi się «Cień wiatru» i «Gra Anioła», dlatego chętnie wróciłabym do podobnego klimatu. Czy taki udało mi się znaleźć w powieści Jordiego Llobregata?

Daniel Amat po pożarze rodzinnego domu wyjeżdża do Anglii, gdzie pragnie rozpocząć nowe życie. Kiedy po siedmiu latach dostaje telegram z informacją o śmierci ojca, postanawia przyjechać na pogrzeb. W Barcelonie zaczepia go pewien dziennikarz, który sugeruje, że śmierć doktora Amata to nie przypadek, a zaplanowane morderstwo. Na dodatek ma mieć ono rzekomy związek z głośnymi zabójstwami młodych dziewczyn z dzielnicy biedoty. Daniel początkowo waha się, czy wrócić do Oksfordu i wieść spokojne życie, czy spróbować dowiedzieć się, jak naprawdę umarł jego ojciec, jednak ostatecznie przeważa to drugie. Mężczyzna nie jest jednak gotowy na odkrycie wstrząsającej prawdy.

«Sekret Wesaliusza» wydaje się mieć wszystkie potrzebne elementy dobrego kryminału: ciekawa fabuła, dobra zagadka, wielobarwni bohaterowie. Na dodatek akcja powieści rozgrywa się w XIX-wiecznej Barcelonie, co nadaje historii świetny klimat. Mam jednak małe ‘ale’. Przez pół książki po głowie kołatała mi się myśl: “ale to już było…”. Miałam wrażenie, że czytam zlepki różnych kryminałów. Irytowały mnie przewidywalne zachowania bohaterów, zwłaszcza dziennikarza, Bernata Fleixy, któremu niby zależało na odkryciu prawdy, dzięki czemu zyskałby sławę na skalę krajową, ale cały czas do wszystkiego podchodził sceptycznie i jakby mu się nie chciało.

Kiedy jednak weszłam w końcową fazę historii i zagadka zaczęła się rozwikływać, przyznam, że czytałam ją z zapartym tchem. Chociaż domyślałam się zakończenia, i tak zostałam zaskoczona. Nie jest ono zbyt oryginalne, ale nie przewidziałam tego, kto jest mordercą i za to plus dla autora. Mimo pewnych denerwujących elementów muszę przyznać, że Sekret Wesaliusza czytało mi się całkiem dobrze. Niektóre fragmenty musiałam omijać – w tej historii anatomia odgrywa znaczną rolę i pewne opisy nie należą do najprzyjemniejszych – ale wątek kryminalny jest ciekawy i wciągający.

W książce Jordiego Llobregata czuć odrobinę klimat powieści Zafona, ale zdecydowanie nie jest to to samo. Myślę jednak, że jeśli lubicie XIX-wieczne kryminały i twórczość autora serii «Cień wiatru», ta książka może przypaść Wam do gustu.

 

Werdykt: TO READ

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.