„Rubio” – William Wharton


Books, Literatura piękna / środa, Kwiecień 22nd, 2015

Po specyficznym Ptaśku nie byłam pewna, czy jeszcze sięgnę po jakąś książkę Whartona. Złożyło się jednak inaczej i tym sposobem mogę zaprosić Was na recenzję Rubio.

Rubio to trzecia książka Whartona przeze mnie przeczytana. Wcześniej miałam okazję zapoznać się z cudownymi Spóźnionymi kochankami (recenzja tu) i Ptaśkiem, do którego miałam mocno mieszane uczucia (recenzja tu). Trzecią książkę autorstwa Whartona nabyłam przypadkowo, w chwili zimowego doła. Jak wiadomo, na smutki najlepsze są zakupy, a dla bibliofila oczywiście wizyta w księgarni i kupno nowych lektur :). Zaczynając czytać książkę byłam ciekawa, w którą stronę mój ‘zachwyt’ pójdzie – czy Rubio będzie bliżej Spóźnionych kochanków, czy też Ptaśka?

Opis z tylnej okładki mówi już bardzo wiele o tej książce. 33-letni Amerykanin po rozstaniu z żoną postanawia ułożyć sobie życie na nowo w małej wiosce na południu Hiszpanii. Przejeżdżając samochodem przez wzgórze pełne zniszczonych, opuszczonych domów postanawia, że to właśnie tu osiądzie, kupi dom i go odnowi. Podczas wizyt w pobliskim miasteczku mężczyzna zawsze odwiedza fryzjernię Senior Ramosa, w której doprowadza do ładu zarost i fryzurę. Kilka takich wizyt powoduje, że któregoś razu Senior Ramos zaprasza mężczyznę na kolację do swojego domu i tak nawiązuje się między nimi przyjaźń, a Amerykanin zyskuje nowe imię – Rubio. Ponieważ Rubio jest samotnym mężczyzną, małżeństwo Ramosów proponuje, aby ich starsza córka, Dolores, odwiedzała mężczyznę i robiła mu pranie. Z czasem te wizyty stają się coraz częstsze, a Dolores wykonuje coraz więcej czynności. To wszystko powoduje, że dziewczyna i Amerykanin zakochują się w sobie wzajemnie.  Jednak, jak w każdym love story, na drodze ku ich szczęściu muszą stanąć pewne przeszkody.

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy podczas czytania książki to przedziwny styl, w jakim jest napisana. Jest to narracja Rubio, od czasu do czasu poprzetykana dialogami. Mężczyzna wypowiada się w czasie teraźniejszym, głównie pojedynczymi zdaniami relacjonując krok po kroku wykonywane czynności. Zero emocji, tylko krótkie, niczym robot wypowiadane zdania. Bardzo dziwne. Przyznam jednak, że książkę czytało mi się całkiem przyjemnie, choć ten brak emocji trochę mnie irytował. Czytało mi się ją jednak przyjemnie do czasu… Nie takiego zakończenia oczekiwałam. Nie chcę wam zbyt wiele zdradzać, ale zupełnie nie rozumiem postępowania Rubio od pewnego momentu. Mężczyzna miał wszystko: piękny dom, piękną, młodą i zakochaną w nim dziewczynę u boku, i robi coś tak idiotycznego… Wharton trochę zaszalał z zakończeniem powieści (w negatywnym znaczeniu).  Zabrakło mi też wyjaśnienia, dlaczego po rozstaniu z żoną, Amerykanin trafił właśnie do Hiszpanii, a nie np. do Włoch czy na wyspy Karaibskie.

Jeśli mam więc stwierdzić, czy Rubio jest bliżej Spóźnionym kochankom czy Ptaśkowi (pod względem mojego zachwytu oczywiście, nie treści), będzie z tym trudno. Myślę, że ta powieść klasuje się raczej po środku. Z jednej strony bardzo mi się podobała, czytało mi się ją szybko i przyjemnie, z drugiej zaś zakończenie popsuło wszystko. Kiedy myślę o tej książce, w głowie mam jedno wielkie WTF. Niemniej jednak warto ją przeczytać i samemu wyrobić sobie opinię. A w kolejce czeka już następna książka Whartona J

Werdykt: TO READ

  • Czytałam wiele lat temu, a i tak nadal mam przed oczami zakończenie i tylko to zapamiętałam z całej książki.