in Books

„Rok magicznego myślenia” Joan Didion

at
rok-magicznego-myslenia-joan-didion

“Jakie dobrać słowa, by opowiedzieć o tym, co intymne i bolesne, by zrozumieć jedno z najtrudniejszych doświadczeń, z którym każdemu z nas przyjdzie się zmierzyć?

Rok magicznego myślenia to książka, która weszła do kanonu literatury. Została wyróżniona prestiżową National Book Award, otrzymała nominacje do Nagrody Pulitzera, National Book Crities Circle Award, a czytelniczy wymieniają ją pośród stu najważniejszych książek, które trzeba przeczytać w życiu.

Joan Didion, wybitna dziennikarka i eseistka, opisuje miesiące żałoby po stracie ukochanego męża i walkę o życie córki. W pięknym stylu, delikatnie i z ogromnym wyczuciem analizuje najgłębsze i najtrudniejsze emocje, pokazując, jak godnie mówić o smutku, tęsknocie, lęku przed samotnością.

Myliłby się ten, kto by sądził, że jest to ksiązka o śmierci.

Jest to przede wszystkim wspaniały hołd oddany życiu i miłości.”

Piękna okładka i tytuł, prawda? – Rok magicznego myślenia; sugeruje, że mimo dosyć trudnej tematyki śmierci, będzie to książka pozytywna. Mi dodatkowo w jakiś sposób kojarzy się z książkami Reginy Brett i właśnie to powodowało, że chciałam przeczytać zapiski Didion. Ale czy moje pierwsze wrażenie zgadza się z właściwą treścią?

Joan Didion w Roku magicznego myślenia opisuje nie najłatwiejszy rok w swoim życiu: nagłą śmierć męża spowodowaną złym stanem serca i ciężką chorobę córki, która trafia z jednego szpitala do drugiego. Wielu z nas dwa takie wydarzenia pozbawiły jakichkolwiek sił i woli życia. Didion wspomina, jak w tym czasie radziła sobie z żałobą i walką o powrót do zdrowia swojego jedynego dziecka, przytacza fragmenty swoich wcześniejszych książek czy tych pióra innych autorów, które pasują do jej rozważań na temat życia, śmierci, żałoby, opowiada o wspólnie przeżytych z mężem lepszych i gorszych momentach. Ta książka to próba pogodzenia się z nieuchronną koleją rzeczy, ale też dowód na to, że prawdziwa miłość istnieje.

Mam mieszane uczucia co do tej książki… Tytuł jest bardzo mylący, gdyż w moim rozumieniu zapowiada coś pozytywnego, książkę, która zainspiruje mnie, zostawi dla mnie jakieś rady, wskazówki, jak nie załamać się w najcięższych chwilach. Czytanie jej jednak przez cały czas mnie dołowało. Didion, opisując śmierć męża, przez całą książkę zastanawia się, czy gdyby w pewnym momencie zrobiła coś inaczej, czy John nie umarłby tak wcześnie – to mocno przygnębia. Czułam się, jakbym czytała pamiętnik pisarki, jej intymne wspomnienia, których nie powinnam znać. Na dodatek pisarka zwraca się czasem do czytelnika per ‘państwo’, co dodatkowo tworzy dystans.

Przez całą lekturę nie mogłam się odpędzić od myśli, co będzie, kiedy zabraknie mojego partnera życiowego. Jak dam sobie wtedy radę sama z tym ogromem tęsknoty i bólu po stracie. Nie sądzę, żeby pisarka chciała osiągnąć taki efekt swoją książką, ale jednak tak było. Mimo więc zaprzeczającego tekstu na ostatniej stronie okładki, uważam, że jest to książka właśnie o śmierci – powtórzę to jeszcze raz – bardzo dołująca. Być może bardziej trafi do osób, które same właśnie przeżywają żałobę i w Roku magicznego myślenia znajdą dla siebie jakieś wskazówki. Ja jednak jestem rozczarowana i zdecydowanie nie polecam jej czytać w okresie jesienno-zimowym, kiedy o depresję jest najłatwiej.

Werdykt: NOT TO READ  

Share:

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.