in Books, Kryminał

„Reguła nr 1” – Marta Guzowska

at
regula-nr-1-marta-guzowska

Marta Guzowska, autorka «Reguły nr 1» jest z zawodu archeologiem, a jej doświadczenia mogą budzić podziw: pracowała m.in. na wykopaliskach w Troi, zjeździła Turcję i wyspy greckiej. Ten dorobek postanowiła wykorzystać w swoich powieściach. Przyznajcie sami, że kryminały z wątkiem archeologicznym brzmią intrygująco.

Simona Brenner, znana archeolożka, wykorzystuje swoją wiedzę i zainteresowania w dosyć nietypowy sposób – jest złodziejką. Obiektami, którymi interesuje się najczęściej – w pracy zawodowej i niecodziennym hobby – jest starożytna biżuteria. Simona trafia jednak na trop czegoś większego, czegoś, co zdawało się być dotychczas jedynie mitem. Mowa o złotym runie, które rzekomo naprawdę istnieje. Dr Brenner wyrusza w podróż, zaczynając ją od konferencji naukowej na niegościnnych stepach w Rosji. Nie przypuszcza, z jakim niebezpieczeństwem będzie się owa podróż wiązała.

Pierwsze, co zaskoczyło mnie w tej książce, to forma narracji. Rzadko zdarza się, aby autorzy kryminałów decydowali się na oddanie głosu głównemu bohaterowi, tzn. na narrację pierwszoosobową. W «Regule nr 1» całą historię poznajemy oczami Simony Brenner. Z jednej strony jest to zaleta, z drugiej zaś… hmm… nie do końca mi to pasowało w przypadku tego gatunku literackiego. Mam wrażenie, że ten zabieg odebrał nieco dramatyzmu powieści. Morderstwa, pogonie itd. powinny nas mocno przejąć, a cały wątek poszukiwania złotego runa trzymać w napięciu, ale tak naprawdę nie czułam głębszych emocji. Mimo że powieść przypominała mi mocno cykl książek o przygodach Roberta Langdona autorstwa Dana Browna.

No właśnie. Przeczytałam bodajże trzy powieści Browna i każda dosłownie przykuwała mnie do siebie – nie mogłam się od nich oderwać, przeżywałam wszystkie wydarzenia, z nerwów rwałam włosy i gryzłam paznokcie. U Guzowskiej tego nie było, mimo że tematyka jest bardzo podobna. Jednak zachowanie Simony odbierało wydarzeniom tego całego dramatyzmu. Do tego brak trzymania się tytułowej reguły nr 1… Niby autorka oparła na tym motywie całą powieść, a tak na prawdę Simona w ogóle nie przestrzega własnych reguł, co prowadzi do opłakanych efektów.

Nie chcę przez to powiedzieć, że to zła książka. Podoba mi się sam pomysł na fabułę oraz to, jak umiejętnie autorka manipuluje czytelnikiem. Co krok podsuwa mu nowe tropy, aby później i tak odwrócić kota ogonem. Do samego końca nie wiedziałam, co myśleć o poszczególnych postaciach i co z tym złotym runem. Jednak… nie polubiłam się z postacią Simony Brenner. Drażniło mnie trochę jej zachowanie i zbyt lekki, pewny siebie, styl bycia.

 

Podsumowując: dobrze czytało mi się tę powieść, podoba mi się pomysł na wątek kryminalny, ale mam zarzuty do głównej postaci i do braku logiki w pewnych elementach. Być może sięgnę kiedyś po inne powieści Marty Guzowskiej, ale bez większego ciśnienia.

 

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Marginesy

 

«Reguła nr 1» Marty Guzowskiej to powieść kryminalna z wątkiem archeologicznym. Poszukiwania złotego runa przez Simonę Brenner przypomina trochę przygody Roberta Langdona, postaci stworzonej przez Dana Browna. Jednak w powieści Guzowskiej narracja prowadzona jest pierwszoplanowo, oczami archeolożki-złodziejki. Z jednej strony to ciekawy zabieg, ale z drugiej… irytowała mnie postać Simony i jej zachowanie. Autorka stworzyła ciekawy kryminał z interesującą fabułą i dobrze mi się go czytało, ale niestety nie mogę określić tej książkę jedną z lepszych jakie czytałam.

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.