in Books

„Razem będzie lepiej” Jojo Moyes

at

I gdzie ta wiosna? Taka bura pogoda nie działa na mnie najlepiej. Efekt? Totalny leń we wszystkim, także w pisaniu recenzji… Ale walka stoczona, recenzja napisana. Zapraszam serdecznie do dalszej części wpisu 🙂DSC_2796

„Na miejscu Jess każdy by miał dosyć. Pracy na dwa etaty, chodzenia przez cały rok w jednej parze dżinsów, kupowania najtańszych jogurtów w promocji w supermarkecie i wybaczania byłemu mężowi, że nie płaci alimentów.

Jess jednak nie należy do kobiet, które łatwo się poddają. Mogłaby nosić koszulkę z napisem „Damy sobie radę”. Kiedy okazuje się, że jej córka ma szansę na zdobycie stypendium w wymarzonej szkole, gotowa jest ruszyć na drugi koniec kraju, zabierając ze sobą:

  1. Jednego trudnego nastolatka,
  2. Jedną wybitnie uzdolnioną dziewczynkę z chorobą lokomocyjną,
  3. Jednego kudłatego psa o wielkim sercu, oraz…
  4. Przypadkowo spotkanego mężczyznę na życiowym zakręcie, który w krytycznym momencie wyciąga do nich pomocną dłoń.

Czy wspólna podróż pokaże im, że… razem będzie lepiej?”

Kiedyś opisywałam siebie jako „mól książkowy czytający mało ambitne historie o miłości”. Jestem romantyczką wychowaną na komediach romantycznych z happy end’em, więc i czytane przeze mnie książki były głównie powieściami obyczajowymi. Z czasem zaczęłam czytać więcej klasyki, więcej kryminałów, więcej lepszej prozy.  Po słabej Obietnicy Łucji Doroty Gąsiorowskiej (recenzja tu), myślałam, że po prostu wyrosłam z powieści obyczajowych, ale po przeczytaniu Razem będzie lepiej Jojo Moyes dochodzę do wniosku, że wyrosłam jedynie ze słabych książek.

Jess jest młodą samotną matką dwójki dzieci: 10-letnią wybitnie uzdolnionej matematycznie Tanzie i zbuntowanego nastolatka Nicky’a, który właściwie jej synem nie jest. Jakiś czas temu rozstała się z mężem, który z powodu coraz większych kłopotów finansowych wpadł w depresję i wyjechał do matki odpocząć od wiedzionego do tej pory życia. Mężczyzna nie ma pracy, Jess więc zmuszona jest sama utrzymywać dom i dzieci. Nawet pracując na dwa etaty ledwo wystarcza jej pieniędzy na rachunki, dlatego kiedy przychodzi oferta stypendium w prestiżowej szkole dla Tanzie pokrywającego aż 90% czesnego, kobieta zmuszona jest odmówić . Pojawia się jednak niesamowita okazja: dziewczynka zostaje wytypowana przez swojego nauczyciela matematyki do wzięcia udziału w olimpiadzie, gdzie główną nagrodą jest aż 5 tysięcy funtów. Ale żeby nie było za różowo, konkurs odbywa się w szkockim miasteczku oddalonym o 900 km. Jak się tam dostać nie mając na koncie ani grosza? Przypadek sprawia, że na drodze Jess staje Ed – mężczyzna zamożny, posiadający własną firmę, któremu podwinęła się jednak noga w życiu i zmuszony jest wziąć tymczasowy „urlop” w pracy. Ed nieopatrznie proponuje, że zawiezie Jess, Tanzie, Nicky’ego i ich kudłatego psa Normana do Szkocji, czego początkowo żałuje, ale jest już za późno, żeby się wymigać. Podróż okazuje się być kilkudniową przygodą ich życia i po powrocie nic nie będzie już takie samo.

Fantastycznie czytało mi się tę książkę. Jess to postać, którą każdy od razu polubi. Ciepła, opiekuńcza matka, dla której dobro jej dzieci jest najważniejsze, a jednocześnie młoda, niezłomna kobieta pełna siły i hartu ducha. Mottem Jess jest: „wszystko będzie dobrze” i „damy sobie radę”. Choć los jej nie oszczędza, kobieta stara się iść przez życie z optymizmem. Bardzo mi się podoba, jak opisana jest jej relacja z Tanzie. Mimo że Jess została matką bardzo wcześnie, jej rodzicielstwo jest bardzo dojrzałe. Myślę, że każdy z nas chciałby mieć taką matkę.  Sama historia jest bardzo pozytywna, choć nie brakuje zawirowań w życiu bohaterów. Problemem jest nie tylko brak pieniędzy. Jess, Tanzie i Nicky mają nieciekawych sąsiadów, co boleśnie odczuje zwłaszcza nastolatek, ale jak się później okaże, nie tylko on. Życie Eda również nie jest usłane różami, dlatego moment, kiedy trafiają na siebie z Jess wydaje się idealny.

Choć Razem będzie lepiej to taka typowa bajka o miłości oparta na utartym schemacie: Ona – mała, biedna sierotka, On – bogaty książę na białym koniu (a w tym przypadku w luksusowym audi), a ja byłam pewna, że z takich bajek wyrosłam, książka bardzo mi się podobała. Jojo Moyes ma przyjemny styl pisania. Plusem jest też przyjemna dla oka (i fotogeniczna) okładka, dzięki której książka świetnie będzie wyglądać w domowej biblioteczce (niestety wciąż zdarza się, że okładka książki gra dla mnie istotną rolę). Historia Jess i Eda od razu złapała mnie za serce, dlatego nie mam wyjścia, jak polecić Wam tę książkę. Jeśli szukacie lekkiej i przyjemnej lektury, Razem będzie lepiej zdecydowanie się sprawdzi.

Werdykt: TO READ

Tagi:
Share:

Marth