Kiedyś zaczytywałam się w obyczajówkach, ale teraz już bardzo rzadko po nie sięgam. Wyjątek robię od czasu do czasu dla przypadkowych autorów i zawsze dla jednej konkretnej – Jojo Moyes.

Poza tym, że brytyjskie obyczajówki łamane przez romanse mają w sobie coś takiego, co mnie do nich przyciąga, Jojo Moyes zawsze tworzy niebanalne historie i nawet jeśli któraś z nich nie do końca przypadnie mi do gustu, nigdy nie czuję, że straciłam przy niej czas. Czy to samo mogę powiedzieć o „Świetle w środku nocy”?

Kentucky, lata 30. XX wieku i kilka niepokornych bibliotekarek konnych

Pomysł na fabułę nowej powieści Moyes jest rewelacyjny. Tym razem brytyjska pisarka za sprawą swojej angielskiej bohaterki i jej małżeństwa z Amerykaninem zabiera nas do Stanów Zjednoczonych na chwilę przed II wojną światową. Alice, nie mogąc odnaleźć szczęścia w małżeństwie, dołącza do nowopowstałej inicjatywy – biblioteki konnej. Cztery kobiety na koniach przemierzają rozległe tereny, aby dostarczyć książki tym, którzy prawie nigdy nie odwiedzają miasta, rzadko kiedy też opuszczają własne domy. Celem tej inicjatywy jest głównie walka z analfabetyzmem. Sami przyznajcie, że brzmi to fantastycznie. Ale jak to u Moyes, tych wątków jest znacznie więcej. Nie bez przyczyny jej książki mają ponad 500 stron.

Światło w środku nocy - Jojo Moyes

Powieść obyczajowa, ale nie romans

W powieściach Jojo Moyes uwielbiam to, że wątek romantyczny nigdy nie jest na pierwszym planie. Jej książki ciężko nazwać romansami, bo chociaż wątki relacji damsko-męskich występują i są ważne, zawsze inny temat okazuje się być tym najważniejszym i ostatecznie życie głównych bohaterek nie kręci się wokół mężczyzn (mimo że i tak w większości przypadków kończy się na i żyli długo i szczęśliwie). W «Świetle w środku nocy» mamy m.in. Margery, dla której najważniejsza jest wolność i niezależność i przedkłada ją ponad życie, które jako prawomocna żona mogłaby wieść u boku ukochanego mężczyzny. Wątek jej relacji z nim jest ważny, ale nie najważniejszy. Trochę inaczej jest z Alice i jej problemami w małżeństwie, ale nadal mam wrażenie, że to nie jest wątek pierwszoplanowy, jest tylko dopowiedzeniem historii młodej Angielki.

Niby nowa powieść Jojo Moyes, ale jakby stara

«Światło w środku nocy» to nowa powieść autorki, na rynku w UK została wydana w zeszłym roku. Jest to więc (poprawcie mnie, jeśli się mylę) pierwsza w Polsce nowa powieść autorki po trylogii z Lou Clark. Wszystkie inne książki, które ukazywały się u nas w międzyczasie były starszymi tytułami – wznowieniami lub pierwszymi wydaniami na polskim rynku. Można by więc stwierdzić, że w jakiś sposób będzie lepsza od tych starszych tytułów. Mam jednak wrażenie, że to powrót autorki do korzeni. Jej nowa książka pod względem poruszania ważnych tematów przypomina mi mocno «Srebrną zatokę», powieść z 2006 albo 2007 roku. Nie powiedziałabym więc, że w jakiś sposób jest lepsza, ale też nie gorsza. To po prostu klasyczna Jojo Moyes.

Światło w środku nocy - Jojo Moyes

«Światło w środku nocy» i mój problem z powieściami Moyes

Jestem dosyć niecierpliwym czytelnikiem i często bywa tak, że w pewnym momencie lektury zaczynam mocno wyczekiwać końca. Zwłaszcza jeśli autork(a) napakuje do swojej książki mnóstwo wątków i rozplątanie ich i pokończenie zajmuje trochę stron. Tak właśnie wyglądała sytuacja z nową powieścią Moyes. Ogromnie podoba mi się pomysł na fabułę, bardzo polubiłam główne bohaterki (zwłaszcza Margery), ale w pewnym momencie książka zaczęła mi się dłużyć, bo autorka stworzyła zbyt wiele wątków, wydarzeń, które trzeba było wyjaśnić, doprowadzić do końca. Teraz, znając zakończenie, mogę stwierdzić, że nie jest to duży problem i można na to przymknąć oko, ale w trakcie lektury trochę w pewnym momencie zaczęłam wzdychać ze zniecierpliwienia. Chyba jednak powinnam to już zaakceptować, bo przesadne namieszanie w życiu bohaterów jest już charakterystyczne dla twórczości Moyes.

Podsumowując

«Światło w środku nocy» nie będzie moją ulubioną powieścią autorki, bo «Dziewczynie, którą kochałeś» czy «Ostatniemu listowi od kochanka» ciężko dorównać, ale to naprawdę ciekawa historia, jej bohaterki są wspaniałe (uwielbiam Margery, serio!), a pomysł z opowiedzeniem o bibliotece konnej, która rzeczywiście działała w USA to prawdziwa wisienka na torcie. 

Werdykt: TO READ

Premiera 29 stycznia

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova