Uwielbiam kryminały, ale za komediami kryminalnymi do tej pory nie przepadałam. Przeczytałam dwie książki królowej tego gatunku, Joanny Chmielewskiej, i raczej nie polubiłam się ze stylem pisarki. Mimo to postanowiłam zaryzykować i sięgnąć po najnowszą powieść Marty Obuch, która rzekomo od samej Chmielewskiej usłyszała: “Pisz więcej takich książek!”. Czy Chmielewska miała rację?

Przypadkowe spotkanie Adama i Ewy na przystanku autobusowym rozpoczyna ciąg dziwnych wydarzeń. Z domu dziadków dziewczyny znika obraz, który podobno namalował sam Malczewski, brat ogłosił zaręczyny z podejrzaną paniusią, która kilka miesięcy wcześniej została wdową, a potencjalny nowy adorator Ewy udaje kogoś, kim nie jest. Dodajcie do tego żywiołową babcię Walerkę i dziadka Andrzeja, który postanawia wreszcie zapoznać się z nową technologią. Mieszanka wybuchowa!

«Metoda na wnuczkę» to pierwsza powieść Marty Obuch, z którą miałam okazję się zapoznać. Po moich doświadczeniach z komediami kryminalnymi Joanny Chmielewskiej spodziewałam się absurdalnego morderstwa i akcji rodem z Latającego Cyrku Monty Pythona, przez co zostałam mocno zaskoczona. Powieść Obuch to raczej komedia obyczajowa z elementami romansu i kryminału właśnie, ale ten ostatni stanowi jakoby dodatek do całej historii. Pojawia się właściwie dopiero pod koniec, stanowiąc punkt kulminacyjny powieści i wisienkę na torcie.

Muszę przyznać, że już od początku przypadł mi do gusty styl narracji i sam humor. Absurd goni absurd, ale wszystko tak idealnie do siebie pasuje, że nic bym w tej książce nie zmieniła. Zwariowani bohaterowie (zwłaszcza babcia Walerka robi w tej powieści fantastyczną robotę – jej kłótnie z mężem i przekomarzania z Ewą są genialne), pierwszo- i drugoplanowe wątki też są fantastycznie zgrane: kradzież obrazu i rzeczona metoda na wnuczka, podejrzana narzeczona brata Ewy i próby skłócenia obojga, artystyczna dusza Adama i jego trwanie w kłamstwie za wszelką cenę (nawet jeśli oznacza to wymianę eleganckich i drogich ubrań na zniszczone odzienie pewnego menela), a wreszcie głos nestorki rodu zza grobu.

Na jedną rzecz muszę zwrócić uwagę. Bardzo często drażni mnie, gdy autorzy wkładają w usta swoim bohaterom “cięte” riposty, które zawierają odniesienia do seksu i narządów płciowych. Zazwyczaj jest to albo sztuczne, albo niepotrzebnie wulgarne. W powieści Obuch te riposty idealnie współgrają z charakterami postaci i ich wzajemnych relacji, stylem ich wypowiedzi oraz danymi scenami. I za to ogromny plus. Dodatkowo, autorka na szczęście wie, co to umiar, bo bardzo łatwo w tym temacie przesadzić.

 

Podsumowując: świetna fabuła i bohaterowie, do tego mistrzowskie dialogi. Jeśli spodziewacie się kryminału, możecie się zawieść, ale w przypadku komedii – jestem jak najbardziej na tak. «Metoda na wnuczkę» to idealna powieść na odmóżdżenie się i odstresowanie.

 

Werdykt: TO READ!!!

Premiera 6 września

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Filia

 

Do tej pory nie przepadałam za komediami kryminalnymi, więc nieco obawiałam się, że źle robię sięgając po najnowszą powieść Marty Obuch, ale zostałam miło zaskoczona. «Metoda na wnuczkę» to bardziej komedia obyczajowa z elementami romansu i kryminału, niż komedia kryminalna, także fanów tego gatunku ostrzegam, że mogą się nieco zawieść. Świetni bohaterowie, fabuła, do tego fantastyczne dialogi – bardzo dobrze bawiłam się przy tej książce.