in Books, Literatura piękna

PRZEDPREMIEROWO: „Ludzie na drzewach” – Hanya Yanagihara

at
przedpremierowo-ludzie-na-drzewach-hanya-yanagihara

«Małe życie» Hanyi Yanagihary to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam nie tylko w zeszłym roku, ale i w całym swoim życiu. Od roku dzielnie dzierży miejsce na podium w moim czytelniczym sercu. Z tego powodu debiutancka powieść pisarki, «Ludzie na drzewach», była najbardziej wyczekiwaną przeze mnie książką, która ma ukazać się w tym roku na polskim rynku. Czy warto było tyle na nią czekać?

Kiedy Norton Perina wyruszał w wieku 25 lat w podróż na tajemniczą wizję Ivu’ivu, nie spodziewał się jak bardzo wpłynie ona na jego całe życie. Ze studenta medycyny bez ambicji zmienił się w jednego z najsłynniejszych amerykańskich naukowców. Jednak Nagroda Nobla to nie jedyny ze skutków jego odkrycia. Inne są dużo bardziej poważne i niekoniecznie pozytywne.

Nie będę porównywać tej książki do «Małego życia», chociaż gdy sama rozpoczynałam lekturę, nie mogłam się od tego powstrzymać. «Ludzie na drzewach» to debiut Yanagihary, dlatego postaram się ocenić tę książkę tylko na podstawie jej treści i poruszanej tematyki. Nie obiecuję jednak, że mi to wyjdzie…

Hanya Yanagihara pisała tę powieść niemalże 18 lat; bardzo szybko można zrozumieć, czemu pisarce zajęło to tyle czasu. Postać Nortona Periny inspirowana jest jednym ze słynnych naukowców, ale nie polecam googlowania jego nazwiska przed lekturą, bo niepotrzebnie sobie zaspoilerujecie pewien wątek. Perina będąc na tajemniczej, niezbadanej dotąd wyspie, poznaje z towarzyszami wędrówki lud Ivu’ivu, ale to, co ukierunkuje jego ścieżkę kariery, to pewne kuriozum – ludzie, którzy rzekomo mają ponad 100, niekiedy nawet 200 lat, a ich ciała wciąż są w dobrej formie, czego nie można powiedzieć o umysłach. W czym tkwi tajemnica ich długowieczności?

Jestem pod ogromnym wrażeniem świata, który stworzyła w swojej powieści Yanagihara: opisów wyspy, plemienia Ivu’ivu, ich języka, kultury, wierzeń, a wreszcie pomysłu na tytułowych ludzi na drzewach. Ten świat dosłownie mnie wciągnął i zafascynował. Podoba mi się zwłaszcza pomysł na to, w jaki sposób opowiedziana została historia Periny i jego odkrycia. «Ludzie na drzewach» to wspomnienia naukowca, które ten spisał za namową swojego przyjaciela. To sprawia, że książka w większości składa się z długich opisów, a dialogi pojawiają się sporadycznie. Na początku może to być problem i przez długi czas czułam, że ta książka w ogóle mnie nie rusza. Brakowało mi emocji, wczucia się w losy bohaterów, tego pomiatania czytelnikiem, jak w «Małym życiu». Z czasem jednak to się zmienia, a im więcej dowiadujemy się na temat plemienia Ivu’ivu i odkrycia Nortona, tym więcej tych emocji się pojawia.

Na okładce książki możemy przeczytać hasło: “Przejmująca powieść autorki «Małego życia»”. Takie teksty niekiedy są przesadzone, ale tutaj idealnie on pasuje. Mam wrażenie, że celem Yanagihary było ukazanie przede wszystkich dwóch ważnych wątków, rzeczy, które niszczą nasz świat. Chociaż… właściwie chodzi o nas samych. To my, dążąc do rozwoju technologii, do odkrywania nieznanego, do niemożności pogodzenia się ze śmiertelnością, niszczymy ostatnie skrawki natury. Naprawdę nie chcę napisać za dużo, aby nie zabierać Wam przyjemności z samodzielnego odkrywania tej historii.

 

«Ludzie na drzewach» to debiut Yanagihary, który pokazuje, jak fantastyczną jest pisarką. Po «Małym życiu» to kolejna powieść, którą mogę uznać za jedną z lepszych, jakie czytałam. Wszystko w niej mnie zachwyca: historia Nortona, wątek plemienia Ivu’ivu, przekaz dla czytelników i sposób, w jaki to wszystko zostało opowiedziane. Zdecydowanie warto było czekać na tę książkę cały rok.

 

Werdykt: TO READ!!!

Premiera 13 września

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

 

«Małe życie» to jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek przeczytałam. Bardzo czekałam na wydanie debiutanckiej powieści Yanagihary w Polsce i po lekturze mogę śmiało napisać, że zdecydowanie warto było czekać. «Ludzie na drzewach» skupia w sobie dwa bardzo ważne i niezwykle przejmujące wątki. Do tego zachwyt budzi świat egzotycznego plemienia Ivu’ivu. Nie mogę też nie wspomnieć o formie, w jakiej historia Nortona została przedstawiona – poznajemy ją od samego naukowca, czytając jego wspomnienia. Fantastyczna powieść i zdecydowanie będzie w gronie najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku.

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.

  • Nie mogę się doczekać, aż ten tytuł zajmie w mojej biblioteczce honorowe miejsce obok „Małego życia”!

  • Po przeczytaniu wielu recenzji, dochodzę do wniosku, że muszę czym prędzej zaopatrzyć się w „Małe życie”. Skoro nawet debiut jest cudowną powieścią! Chociaż wciąż się zastanawiam, czy zacząć od „Małego życia”, czy od właśnie „Ludzi na drzewach”. 🙂

    • Hmm… Może lepiej od „Ludzi na drzewach”, bo po małym życiu ma się ogromne oczekiwania 😀 Ale koniecznie nadrób też ten drugi tytuł, warto!