in Books, Recenzje

PRZEDPREMIEROWO: „Kroniki Jaaru. Księga luster” – Adam Faber

at
przedpremierowo-kroniki-jaaru-ksiega-luster-adam-faber

«Kroniki Jaaru. Księga luster» Adama Fabera porównywane są do serii o przygodach Harry’ego Pottera. Na tylnej okładce możemy przeczytać hasło: “Gdyby Harry Potter był dziewczyną, nazywałby się Kate Hallander!”. Przyznam, że trochę mnie to zaintrygowało, ponieważ dopiero w tym roku zaczęłam odkrywać magię książek J.K.Rowling (shame on me) i totalnie przepadłam. Czy Kate rzeczywiście może być dla polskich czytelników namiastką słynnego angielskiego czarodzieja?

Kate Hallander jest zwykłą, nieco zakręconą, dziewczyną. Ma jedną najlepszą przyjaciółkę i nigdy nie miała chłopaka. Kiedy na jej drodze staje pewien buntowniczy Jonathan, dziewczyna zyskuje pretekst, aby wykorzystać magiczną księgę, którą otrzymała w dziwnym sklepie pełnym tajemniczych przedmiotów. Czar, który w zamierzeniu rzuciła na chłopaka, nie bardzo jednak się udał, za to otworzył jej drogę do Jaaru, krainy zamieszkiwanej przez nimfy, fary i jednorożce. Dziewczyna wreszcie poznaje zaskakującą prawdę, którą przez siedemnaście lat ukrywała przed nią jej ciotka…

Już na wstępie wam powiem, że porównywanie książki Fabera do serii o Harrym Potterze to duża przesada. Co prawda historia Kate ma kilka elementów, które autor zdecydowanie podkradł od J.K.Rowling (dziewczyna jest tak samo nieogarnięta jak słynny czarodziej), ale to detale, które wnoszą odrobinę magii do powieści i nie upodabniają jej do świata znanego z Hogwartu. Może to i lepiej? Widać, że autor nie szedł utartym torem, nie próbował kopiować książek Rowling. Można jednak zauważyć, że inspirował się nimi, a także innymi “okołomagicznymi” historiami.

Muszę się przyznać, że od początku byłam przekonana, że to powieść zagranicznego (a konkretnie angielskiego) pisarza. Nazwisko nie brzmi jakby było polskie, do tego bohaterowie mają obco brzmiące imiona (Kate, Mel, Jonathan itd.), a główna bohaterka pochodzi z Londynu. Dopiero w połowie książki tknęło mnie, aby sprawdzić autora na goodreads – efekt: zero wyników. Szybko przejrzałam stronę tytułową – brak nazwiska tłumacza! Nawet nie wiecie, jaka byłam zdziwiona. Mam różne doświadczenia z polskimi autorami, ale najczęściej odnoszą się one do powieści dla dorosłych. Nie przypominam sobie, żebym wcześniej czytała książkę w klimatach tych z «Kronik Jaaru», dlatego byłam niezwykle miło zaskoczona, że autor okazał się być Polakiem! Nie chcę generalizować, bo mamy dużo wspaniałych polskich pisarzy, ale książka Fabera ma styl bliższy tym zagranicznym, co uważam za ogromny plus.

«Księgę luster» czytało mi się szybko i przyjemnie. Ciekawa fabuła, intrygująca zagadka do tego postać roztrzepanej i niepokornej Kate tworzą całkiem dobrą lekturę. Bardzo spodobała mi się kraina Jaaru i magiczne stworzenia, które ją zamieszkują (zwłaszcza jeden jednorożec <3). Muszę też przyznać plusa autorowi za poprowadzenie narracji w dobrym stylu. Jest konkretna, nie ma lania wody, dialogom nie można nic zarzucić. Miałam trochę uraz po rozciągniętej do granic możliwości «Tatarce» Renaty Kosin, ale Kroniki przywróciły mi wiarę w pisarzy.

 

Jedno mnie tylko zastanawia. Dla kogo właściwie jest ta książka? Z jednej strony to piękna bajka dla dzieci, z drugiej zaś – Kate ma siedemnaście lat, więc podchodzi bardziej pod bohaterkę książek dla młodzieży. Myślę, że z «Kronikami Jaaru» jest jak z Harrym Potterem – nie ważny jest wiek głównych postaci. To książka dla wszystkich pokoleń.

 

Werdykt: TO READ

PREMIERA: 14 czerwca

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu | Czwarta Strona

 

«Kroniki Jaaru. Księga luster» mają być rzekomo przygodami Harry’ego Pottera w spódnicy. Z młodym czarodziejem ta powieść ma niewiele wspólnego i myślę, że to określenie jest nieco na wyrost, ale to nie zmienia faktu, że Adam Faber napisał bardzo dobrą powieść. Podoba mi się zarówno fabuła, postaci, jak i sama kraina Jaaru i magiczne zwierzęta, które ją zamieszkują. Byłam przekonana, że Kroniki napisał angielski autor, dlatego gdy dowiedziałam się, że Faber jest Polakiem, moje zdziwienie było ogromne. Książkę zdecydowanie można by ustawić na półce obok znanych zagranicznych autorów. Jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się dalsze losy Kate.

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.