in Books

PRZEDPREMIEROWO: „Kiedy odszedłeś” – Jojo Moyes

at
przedpremierowo-kiedy-odszedles-jojo-moyes

DSC_1199

Uwaga, ten wpis może zawierać spoilery zakończenia Zanim się pojawiłeś, dlatego jeśli dopiero planujecie lekturę tej książki, poczekajcie z przeczytaniem tej recenzji.

“Gdy coś się kończy, coś nowego się zaczyna

Nie myśl o mnie za często

Po prostu żyj dobrze.

Po prostu żyj.

Will

Tyle że Lou nie ma pojęcia jak to zrobić. I trudno jej się dziwić. A jednak Kiedy odszedłeś to nie tylko historia o podnoszeniu się po utraconej miłości, lecz także inspirująca opowieść o nowych początkach. Pamiętając o obietnicy złożonej ukochanemu, Lou stara się znajdować nowe powody, dla których warto czekać na każdy kolejny dzień.”

Zanim się pojawiłeś to piękna historia, ale ma jedną, poważną wadę – zakończenie. Bardzo nie lubię smutnych zakończeń, złamanych serc, rozstań. Każdy miłośnik romansów oczekuje wspaniałego love story zakończonego “i żyli długo i szczęśliwie”. Moyes postanowiła zaryzykować, jednak zakończenie Zanim się pojawiłeś sprawia, że historię już można opowiadać dalej – i tu pojawia się miejsce na Kiedy odszedłeś.

Lou, po utracie Willa i schronienia u rodziców, musi sama radzić sobie z przytłaczającą żałobą. Po miesiącach podróży postanawia osiąść w Londynie. Jednak dziewczyna znów zamyka się w swojej skorupie, nie zależy jej na niczym. Pracuje w irlandzkim barze, ma własne mieszkanie, ale praktycznie nieumeblowane, a wokół niej żadnych przyjaciół. Wszystko się zmienia, kiedy przypadkowo spada z dachu swojego bloku. Wszyscy są przekonani, że Lou chciała popełnić samobójstwo, dlatego ojciec zmusza ją do udziału w terapii grupowej dla ludzi w żałobie. Poznaje też przystojnego ratownika medycznego, ale nie jest pewna, czy jest gotowa znów się zakochać. W jej życiu pojawia się też osoba, której zupełnie się nie spodziewała, ale to właśnie dzięki niej Lou zaczyna coraz lepiej radzić sobie z rozpaczą po Willu. Jej życie powoli zaczyna się układać, nie wszystko idzie jednak tak, jak powinno.

Kiedy odszedłeś Jojo Moyes napisała na prośbę czytelniczek, które chciały wiedzieć, jak dalej potoczą się losy Lou. Mnie także to ciekawiło, dlatego z wielką przyjemnością przyjęłam propozycję zrecenzowania tej książki jeszcze przed premierą. We wpisie o Zanim się pojawiłeś wspominałam, że Louise jest bohaterką, którą szybko polubimy, mimo że niekiedy jej wybory irytują. W drugiej książce denerwowała mnie zdecydowanie częściej. Jej upartość w pewnych kwestiach, choć wszyscy radzą jej inaczej, była nieznośna. Często miałam ochotę potrząsnąć ją za ramiona i krzyknąć, żeby się ogarnęła i w końcu zajęła własnym życiem. Myślę jednak, że Moyes idealnie oddała zachowanie osoby w żałobie, która kurczowo trzyma się jeszcze pamięci o zmarłym.

Zanim się pojawiłeś z pozoru była opowieścią bajkową, wpasowującą się w schemat: biedna dziewczyna i bogaty facet, wreszcie odnajdują prawdziwą miłość i żyją długo i szczęśliwie. Zaś czytając Kiedy odszedłeś miałam wrażenie, że czytam zadatki na telenowelę. Jednak pióro Jojo Moyes ma w sobie coś takiego, że nawet jeśli niektóre wątki wydają się być oklepane albo banalne, pisarka sprawia, że idealnie pasują do całej historii. Wspominałam przy wcześniejszej recenzji książki Moyes o płynącym cieple z jej powieści. Tu mamy dokładnie to samo. Czytając ją od razu czujemy, że to dzieło dokładnie tej autorki.

Cieszę się, że powstał drugi tom tej historii. Miło było znów poczytać o Lou i jej dalszych losach. Myślę też, że Jojo Moyes pisząc zakończenie Kiedy odszedłeś, ponownie zostawiła sobie furtkę na kolejną część o Louise. Kto wie, może fanki znów ubłagają pisarkę do dalszej pracy nad historią tej bohaterki. 🙂

Jeśli czytaliście Zanim się pojawiłeś, koniecznie sięgnijcie po Kiedy odszedłeś.

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Znak Literanova

Share:

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.