in Books, Fantastyka, Sci-fi

PRZEDPREMIEROWO: „Artemis” – Andy Weir

at
przedpremierowo-artemis-andy-weir

Jeszcze jakiś czas temu kosmos przerażał mnie na tyle, że nie było mowy o oglądaniu filmów typu «Grawitacja» ani czytaniu książek w tej tematyce. A teraz sci-fi to mój ulubiony podgatunek fantastyki, a po genialnym «Marsjaninie» z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnej książki Andy’ego Weira.

Artemis to pierwsze i jak na razie jedyne miasto na Księżycu. Populacja: 2 tysiące mieszkańców. Wśród nich żyje Jazz Bashara, która na co dzień pracuje jako zwykły kurier, a po cichu dorabia na przemycie. Jazz marzy o zamianie swojego “mieszkania” wielkości trumny na wygodniejsze lokum, ale nie ma co liczyć na uzbieranie potrzebnej kwoty gitów zajmując się jedynie dostarczaniem paczek – legalnych i nie. Kiedy więc na horyzoncie pojawia się dobrze płatne niebezpieczne zlecenie, dziewczyna od razu podejmuje się zadania. Zadania, które może kosztować życie nie tylko ją, ale całe księżycowe miasto.

Czy po tak wielkim sukcesie, jakim był «Marsjanin», debiutancka postać Weira, możliwe jest stworzenie kolejnej genialnej powieści sci-fi? Autor już na samym początku swej pisarskiej kariery postawił sobie wysoko poprzeczkę. Zabierając się za «Artemis» byłam ciekawa, czy udało mu się utrzymać poziom i napisać kolejną świetną historię. Historię sci-fi, ale z elementami prawdopodobieństwa. Cóż… jest dobrze, ale nie powalająco.

Tym razem Weir oddał głos kobiecie. Może się mylę, ale wydaje mi się, że mężczyźni rzadko kiedy mają odwagę, aby nie tyle osadzić kobietę w roli głównego bohatera, ale jeszcze oddać mu głos w postaci narracji pierwszoplanowej. W końcu podobno mężczyźni nie rozumieją kobiet i tego, co siedzi nam w głowach 😉 Weir zaryzykował i chyba dobrze na tym ryzyku wyszedł. Jazz jest bohaterką z krwi i kości, czarnym i białym charakterem jednocześnie. Nie da się jej odmówić odwagi i upartości, a w Artemis czuje się jak ryba w wodzie. Kolokwialnie mówiąc – twarda z niej babka. Czasami przypominała mi Marka Watneya, głównego bohatera «Marsjanina».

No właśnie. Mam wrażenie, że autor bardzo trzyma się schematu ze swojej debiutanckiej powieści. W obydwu przypadkach rzuca swoim bohaterom liczne kłody pod nogi, a gdy już już udaje im się rozwiązać jeden problem, na horyzoncie pojawia się kolejny. Weir stara się także aby «Artemis» był zabawny przynajmniej w połowie tak, jak «Marsjanin», ale tym razem ten humor jest dosyć słaby i jakiś taki… wymuszony. Chociaż podczas lektury uśmiechałam się od czasu do czasu, ani razu nie zdarzyło mi się szczerze zaśmiać, co było normą przy debiutanckiej powieści pisarza.

Nie mówię, że ta książka jest zła. Fantastycznie było wybrać się w kolejną podróż w kosmos i zobaczyć, jak mogłoby wyglądać życie na Księżycu. Weir po raz kolejny nie szczędzi szczegółów i dokładnie wyjaśnia różne niuanse (spacery kosmiczne, życie w księżycowym mieście i jego funkcjonowanie itd.). Do tego ciekawa intryga polityczna i włączenie we wszystko mafii – tę powieść czyta się bardzo dobrze. Niestety jest wyraźnie słabsza od «Marsjanina», ale mimo to bardzo chętnie zobaczyłabym adaptację «Artemis» na dużym ekranie.

 

Podsumowując: Jeśli «Marsjanin» to wasze klimaty, zdecydowanie polecam «Artemis». Nie nastawiajcie się jednak na to, że uśmiejecie się tak, jak przy poprzedniej książce.

 

Werdykt: TO READ

Premiera 22 listopada

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Akurat

 

NA SKRÓTY

«Artemis» to druga powieść Andy’ego Weira, który serca czytelników podbił fantastycznym «Marsjaninem». Tym razem akcja rozgrywa się na Księżycu, w pierwszym i jedynym kosmicznym mieście. Sama fabuła jest bardzo ciekawa, ale widać, że autor trzyma się schematu znanego ze swojej poprzedniej książki. Niestety humor jest nieco słabszy, ale kiedy debiutancką powieścią podnosi się sobie tak wysoko poprzeczkę, ciężko później jej dorównać. Mimo tych drobnych uwag muszę stwierdzić, że to całkiem dobra powieść i jeśli lubicie klimaty sci-fi, zdecydowanie warto ją przeczytać.

Share:

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.

  • wiele razy się spotykałam z książkami, gdzie autor zawsze próbował dorównać, swojej najlepszej książce, ale to nie było już to samo.
    Mi się ,,Marsjanin” nawet podobał, ale po ,,Artemis” sięgać nie będę.

  • Nie zdecydowałam się na tę książkę, bo „Marsjanin” mi się nie podobał, nie dlatego, że to słaba książka, ale po prostu nudzi mnie ta tematyka.