Pewnie nie zwróciłabym na tę książkę uwagi, gdyby nie masa zachwytów na bookstragramie i ciekawa okładka, która co rusz przyciągała moją uwagę. Jestem strasznie łasa na piękne okładki! Hasło: “Dla fanów Johna Greena, Colleen Hoover i Rainbow Rowell – lektura obowiązkowa” także zachęca do lektury, choć zawsze istnieje obawa, że to zwykły marketing. Jak jest tym razem?

Kate jest osobą pozytywną w każdym calu: nie denerwuje się w sytuacjach, które normalnego człowieka dawno wytrąciłyby z równowagi, stara się pomagać nawet tym, którzy ją samą jeszcze niedawno źle traktowali, a wreszcie, mimo ciężkiego dzieciństwa, nie pogrąża się w smutku ale żyje chwilą. Właśnie dlatego Gus, jej najlepszy przyjaciel, nazywa ją Promyczkiem. Dziewczyna, po pewnym tragicznym wydarzeniu w San Diego, wyjeżdża na studia do małego Grant. Szybko nawiązuje nowe przyjaźnie, poznaje też przystojnego Kellera, którego próbuje jednak trzymać na dystans. To nie jest najlepszy czas na miłość. Zwłaszcza, że obydwoje mają tajemnice, które mogą nie sprzyjać związkowi. Na horyzoncie wciąż też jest Gus, niby najlepszy przyjaciel Kate, ale czy tylko?

Książka Kim Holden rzeczywiście ma w sobie coś z powieści zarówno Greena, Hoover jak i Rowell. Mam wrażenie, że to taki składak: pisarka wzięła po trochu z najbardziej znanych motywów i złożyła je w całość. To musiało stworzyć powieść new adult, która podbije serca nasto- i dwudziestokilkulatek. Moje również podbiła, choć…po tylu zachwytach, złamanych sercach itd. spodziewałam się petardy. Promyczek rzeczywiście jest piękną, bardzo pozytywną historią i wiele możemy nauczyć się od Kate. Zawsze mnie zadziwia, skąd ludzie biorą pokłady nieskończonego optymizmu i jakim cudem są odporni na wrednych samolubów, a główna bohaterka właśnie taka jest. Czegoś mi jednak zabrakło, abym mogła określić powieść Holden jako niesamowitą.

Być może byłoby inaczej, gdyby nie niesamowicie irytujący sposób zwracania się do ludzi przez Kate per “młody/młoda”, nawet dopiero co poznanych. Kto tak mówi? I kto nawiązuje bliską przyjaźń po jednym dniu znajomości? Niestety zupełnie to do mnie nie przemawia. Sama jestem introwertyczką i długo zajmuje mi nawiązanie bliższej relacji. Przez to właśnie postać Kate na początku bardzo mnie irytowała, co wpływa na moją opinię odnośnie książki. Oczywiście później wyszło, dlaczego dziewczyna zachowuje się tak, a nie inaczej, ale jednak… Przyznam też, że nie do końca rozumiem relację Kate i Gusa i dlaczego wygląda tak, a nie inaczej. Ale to w końcu fikcja 😉 

Ta historia nie kończy się na Promyczku. Na końcu książki dowiadujemy się, że powstanie kolejna, poświęcona Gusowi. Na pewno będę chciała ją przeczytać, mimo pewnych irytujących detali pierwszej części.

 

Werdykt: TO READ