Niewiele brakowało, aby ta powieść zupełnie mi umknęła. W opisie nie ma ani słowa o tym, co mnie ostatecznie do niej przyciągnęło, a sama okładka tym razem nie była dla mnie ważna. Już wyjaśniam, dlaczego.

«Światło głębin» to powieść młodzieżowa, a jak wiecie, po młodzieżówki sięgam coraz rzadziej. Okładka jest zachwycająca, ale… to kolejna okładka w tym stylu i już nauczyłam się, żeby nie tylko okładka decydowała o moim zainteresowaniu książką. Opis fabuły też nie zapowiadał historii, po jakie lubię sięgać. Dopiero kiedy Natalia z instagramowego konta @cozabadziewnyczytacz napisała mi, że jest tu społeczność głuchych, rzuciłam się na nową powieść Hardinge jak dzik w żołędzie. No przecież takiej książki nie przegapię!

Bogowie jako morskie potwory

Pozwólcie że na początku skupię się na fabule ogółem. Frances Hardinge napisała niebanalną historię o bogach, którzy są naprawdę… specyficzni. Żyli w morskich głębinach, zachowywali się jak morskie potwory z horrorów, aż wreszcie sami wzajemnie się wymordowali. Ale ich śmierć nie sprawiła, że ludzie z Miriad o nich zapomnieli. Ich części ciał leżące na dnie morza służyły im jako najwspanialsze, najtrwalsze, najcenniejsze surowce. Czy to nie brzmi… nieco niepokojąco i dziwnie? I właśnie z tymi surowcami związany jest wątek, który przyciągnął mnie do «Światła głębin».

Światło głębin - Frances Hardinge

Ucałowani przez morze, czyli jak stworzyć społeczność głuchych w książce fantastycznej

Ucałowani przez morze to osoby, które w wyniku nurkowania po te cenne części ciał bogów na duże głębiny, na powierzchnię wracały nie tylko z cennym łupem, ale także z uszkodzonym przez potężne ciśnienie wody słuchem. Autorka, zamiast zrobić z nich niepełnosprawnych, biednych ludzi (jak zazwyczaj przedstawiani są głusi w literaturze, jeśli już się w niej pojawią), stworzyła społeczność koegzystujacych głuchych i słyszących, która po prostu zna język migowy właśnie przez to, że ucałowanych przez morze jest coraz więcej. Zamiast ich wykluczyć, słyszący miriadczycy uczą się języka migowego. Czy to nie jest wspaniałe? Czy to nie jest najwspanialszy pomysł, jaki kiedykolwiek spotkałam w literaturze z głuchymi bohaterami?!

Świat, w którym mogłabym żyć

Podoba mi się, jak blisko ideału dla głuchych jest świat stworzony przez Hardinge. Podoba mi się też, że widać, że pisarka konsultowała z osobami Głuchymi różne elementy tego, jak powinien on wyglądać. Oprócz języka migowego, jest też mowa o czytaniu z ruchu warg i jakie to ciężkie przy znikomym świetle. Migający bohaterowie także są pełni ekspresji, a ich wypowiedzi są pełne, bogate, nie uproszczone, deprecjonując tym język migowy. Jest np. mowa o przydomkach migowych, czyli znakach będących odpowiednikiem imienia danej osoby w języku migowym (ale przydomki są bardziej indywidualne i mogą być związane np. z wyglądem czy cechą charakteru). Właściwie w tym temacie mam tylko jedną uwagę: autorka dwa razy napisała o rozmowie normalnej lub w języku migowym. Miganie to również normalna rozmowa, pamiętajcie o tym! Ale to szczegół, drobny błąd, na który mogę przymknąć oko patrząc na całokształt wykreowanego świata.

Światło głębin - Frances Hardinge

Podsumowując

Nie określę tej powieści jako najlepsza, którą w tym roku przeczytałam, raczej nie znajdzie się też w rankingu moich ulubieńców, ale ogromnie doceniam to, jak głusi zostali w niej przedstawieni i jaką rolę ogrywają. No i sama fabuła jest naprawdę niebanalna, zaskakująca i to też sprawia, że o «Świetle głębin» raczej długo nie zapomnę. Bardzo wam ten tytuł polecam. I ze względu na fabułę, i na kreację głuchych bohaterów.

Werdykt: TO READ!!!