Nie jestem fanką filmów, w których motywem przewodnim jest gotowanie. Może dlatego, że sama nie bardzo lubię gotować i rzadko kiedy to robię. Dlaczego więc poszłam do kina akurat na ten film? Zachęcił mnie przede wszystkim plakat. Piękny, prawda? Wabikiem była też Helen Mirren w roli Madame Mallory. Jak się okazało po seansie, warto było wydać trochę pieniędzy na bilet właśnie na „Podróż na sto stóp”.

„Podróż na sto stóp” to opowieść o poszukiwaniu własnego miejsca, o pasji, niezłomnych charakterach i dwóch zupełnie różnych kulturach – francuzów i hindusów. Fantastyczny Manish Dayal w roli Hassana pokazuje ogromną pasję do gotowania. Helen Mirren jako Madame Mallory, początkowo zimna i wyniosła, pod wpływem talentu młodego hindusa, na nowo odkrywa radość życia. Om Puri – Papa; ojciec i głowa rodziny, niezłomnie dąży do wyznaczonego sobie celu – odnalezienia miejsca, gdzie jego rodzina znów czułaby się jak w domu. I na dokładkę przepiękna Charlotte Le Bon jako Marguerite, młoda kucharka w restauracji Madame Mallory, która stanie na drodze Hassanowi.

Świetna gra aktorska, świetnie pokazane uczucia, połączenie kultur francuskiej i hinduskiej oraz piękne widoki urokliwego francuskiego miasteczka – „Podróż na stop stóp” to bardzo urokliwy i przyjemny film.