in Books

„Pochłaniacz” – Katarzyna Bonda

at
pochlaniacz-katarzyna-bonda

DSC_1919a

“Profilerka Sasza Załuska po siedmiu latach pracy w Instytucie Psychologii Śledczej w Huddersfield postanawia wrócić do Polski. Wkrótce otrzymuje zlecenie od dawnych mocodawców z polskiej policji. Trop w sprawie prowadzi do początku lat dziewięćdziesiątych, a zagadka wydaje się związana z mafią, która w tamtych czasach trzęsła Trójmiastem. Kim teraz są mafioso i jego ludzie? Czy morderstwo dokonane przed laty będzie kluczem do wyjaśnienia współczesnej zbrodni?

Skorumpowani policjanci, młodzieńcze błędy, dramatyczne decyzje, które mają wpływ na całe dalsze życie. Czy naprawdę można odnaleźć zabójcę, gdy zapach jest jedynym dowodem?”

Od dawna miałam ochotę zapoznać się z twórczością Bondy, a zwłaszcza z serią CZTERY ŻYWIOŁY. Długo jednak odstraszała mnie grubość książek. Na kupno Pochłaniacza zdecydowałam się w końcu na tegorocznych Warszawskich Targach Książki i nie żałuję.

Trochę mi zajęło wciągnięcie się w tę historię. Bonda od początku żongluje wieloma wątkami, przez co sama akcja książki jest bardzo rozciągnięta i dużo stron upływa, zanim zaczyna się rzeczywiście coś dziać a śledztwo Załuskiej przynosić jakieś skutki. Trochę denerwowało mnie, że pisarka urywała pewne sceny, ale nie wracała do niech później bezpośrednio, tylko wyjaśniała sprawę przy okazji, w rozmowie bohaterów czy w krótkim zdaniu. Postać Saszy też przez pewien czas nieco mnie irytowała, ale jak to bywa w takich seriach, główni bohaterzy zawsze muszą być po przejściach i mieć mroczną przeszłość, aby ich postać była ciekawsza. Ostatnie, do czego się przyczepię, to kilka zupełnie niepotrzebnych wątków, które dodatkowo rozciągają książkę, ale właściwie nic nie wnoszą do tej historii. Bonda zupełnie mogła sobie darować opis przyzwyczajania się policyjnego psa do nowego właściciela, albo ukraińskiej sprzątaczki z wykształceniem wyższym, której w Polsce bardziej jednak opłaca się sprzątać po nocach biura korporacji, niż pracować w szkole jako nauczycielka fizyki.

Muszę jednak przyznać, że rozwiązanie sprawy bardzo mi się podobało i przechyliło szalę na korzyść pozytywnej oceny Pochłaniacza. Na plus odnotowuję też postaci drugoplanowe – bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani, przez co ciężko ich rozgryźć. Na pewno sięgnę po Okularnika, ale pewnie trochę czasu mi to zajmie. Objętość tej książki przeraża mnie jeszcze bardziej niż Pochłaniacza.

 

Werdykt: TO READ

Share:

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.

  • Anna

    miałam problem z ta książką własnie przez nagromadzenie i rozwlekanie pobocznych wątków, bo w pewnym momencie ten główny się rozpłynął i już nie wiedziałam, o czym jest „Pochłaniacz” 😉 postać profilerki chyba za słabo zarysowana – tak właściwie nie pamiętam, co ona robiła w tej książce. Mimo tych „trudności” doczytałam do końca, ale bez zachwytów. „Okularnika” sobie podaruję. Ogólnie słyszałam, że jeśli chodzi o Bondę, to lepsza jest seria z komisarzem Meyerem. Ale wiadomo – ilu ludzi, tyle opinii 🙂

    A słyszałaś, że na dniach ma wyjść nowa „Chyłka”? 😛 Czy pan Mróz wpadł w trans i pisze książkę za książką? 😀 przeczytam, ale pewnie znowu będe zła 😛

    • Tez właśnie nie bardzo widziałam, jaką rolę ma Sasza, bo oprócz gadania, właściwie nic nie robiła.

      Ja jeszcze muszę przeczytać „Rewizję” 🙂 Gdzieś czytałam, że Mróz pisze jedną książkę miesięcznie 😉 Nie wiem, jak on to robi i jeszcze w miedzy czasie napisał i obronił doktorat 😀