Jakiś czas temu pytałam Was co wybierzecie najpierw: książkę czy film na jej podstawie? Tym razem mam dla Was recenzję książki, która poświęcona jest filmowi.
Wokół tej książki kręciłam się dłuższy czas. Miałam wielką ochotę ją przeczytać, ale stopowało mnie to, że Śniadanie u Tiffany’ego znałam tylko w wersji filmowej. Uważałam, że najpierw powinnam przeczytać powieść Trumana Capote’a, aby mieć pełny obraz. Nie wyszło jednak i najpierw wzięłam się za książkę Wassona, a dopiero później całość skonfrontowałam z dziełem Capote’a. I myślę, że to był dobry wybór, gdyż czytając  później książkowe Śniadanie…, miałam większą świadomość, dlaczego ta opowiastka wygląda tak, a nie inaczej.

W Piąta Aleja, piąta rano Wasson przybliżam nam dokładnie wszystkie niuanse mające wpływ na powstanie filmu Śniadanie u Tiffany’ego. Z książki dowiemy się m.in. dlaczego rolę Holly otrzymała Audrey Hepburn a nie Marilyn Monroe, jak wyglądały poszukiwania odpowiedniego scenarzysty i reżysera, dlaczego adaptacja wygląda tak, a nie inaczej i co o filmie myślał sam Truman Capote. Ale zanim autor dotrze do właściwego tematu, najpierw opisuje nam początki kariery Hepburn oraz życie Trumana Capote’a i wydarzenia mające wpływ na powstanie postaci Holly Golightly i Śniadania u Tiffany’ego.  Książka Wassona to także zbiór mini biografii kilku osób. Mamy wspomnianą m.in. Colette, opisane jest życie Audrey Hepburn przed Śniadaniem… oraz po a także jej przyjaźń z samym Hubertem de Givenchy, znajdziemy tu trochę informacji o Edith Head – słynnej projektantce kostiumów czy Blake’u Edwardsie – reżyserze Śniadania…, dzięki któremu zyskał sławę i poważanie w swoim fachu.

Nie jestem wielką fanką Audrey Hepburn. Nie zrozumcie mnie źle. Lubię oglądać z nią filmy, zwłaszcza Śniadanie u Tiffany’ego, ale jeśli mam wybierać między dwiema ikonami – Hepburn i Monroe – zawsze wybiorę Marilyn i dużo chętniej przeczytałabym książkę o Pół żartem pół serio czy Mężczyźni wolą blondynki. Piąta Aleja, piąta rano okazała się jednak książką niesamowicie wciągającą. Wciąż i wciąż chciałam ją czytać i robiłam to gdzie tylko się dało: czekanie na wizytę u dentysty, podróż do sklepu samochodem z mamą za kierownicą, przerwa w maratonie Przyjaciół z moim M. Sam Wasson ma bardzo fajny styl pisania a jego książka ma lekką i przyjemną tematykę, dzięki czemu bardzo szybko się ją czyta nie odczuwając upływających stron. Opisał tyle rzeczy, z których nie zdawałam sobie sprawy, że teraz zupełnie inaczej patrzę na zarówno wersję książkową (którą w końcu nadrobiłam) jak i adaptację filmową Śniadania…”. Nie zdawałam sobie sprawy, że w Hollywood działała komisja pilnująca moralności amerykańskich filmów, cenzurująca zbyt frywolne sceny i postaci. Przyznam też, że po książce Wassona nabrałam ochotę na przeczytanie jakiejś biografii samej Hepburn (jeśli możecie coś polecić, koniecznie podsyłajcie propozycje w komentarzach!)

Podsumowując. Na Piąta Aleja, piąta rano czaiłam się już jakiś czas, ale nie sądziłam, że będzie to aż tak przyjemna lektura. Uwielbiam klimat lat 50. i 60. XX wieku i tamten okres w Hollywood i jeśli są tu czytelnicy o podobnych upodobaniach, zdecydowanie polecam tę książkę. Dowiecie się kilku ciekawych rzeczy o Audrey, o amerykańskim przemyśle filmowym w tamtych czasach, dlaczego postać Holly została złagodzona w porównaniu z wersją książkową, jaki wpływ na karierę aktorską miała Colette itd. Przyjemna lektura, idealna na weekend :).

Werdykt: TO READ!!!