Mam ostatnio ogromną ochotę odświeżyć sobie młodzieżowe komedie z początku wieku. Wiecie, z Lindsay Lohan, Amandą Bynes, Hilary Duff itd. A przyczyniła się do tego m.in. Ashley Poston i jej trzecia książka z serii Once upon a con.

Po «Geekerellę» sięgnęłam w momencie, kiedy powoli rozstawałam się już z młodzieżówkami, mając przesyt nastoletnich dramatów. I przepadłam w niej zupełnie, bo klimatem nawiązywała właśnie do moich ulubionych filmowych komedii, które oglądałam sama albo z przyjaciółkami mając naście lat. Mając w pamięci, jak świetnym rettelingiem okazała się pierwsza powieść Poston, w zeszłym roku sięgnęłam po kolejny tytuł – «Księżniczkę i Fangirl». Podobała mi się, ale bez większych fajerwerków. A teraz przyszedł moment na kolejny powrót do Starfield i retteling nr 3 – «Zaczytaną i Bestię». Skoro to mój patronat, na pewno domyślacie się już, jaki jest werdykt. Ale po kolei.

Piękna i Bestia, ale nie do końca

Każda książka Ashley Poston to retteling którejś z klasycznych baśni. Pierwszy był Kopciuszek, później padło na Księcia i żebraka, a teraz mamy Piękną i Bestię. Ale czy ten ostatni to faktycznie retteling? No, nie do końca, bo autorka wybrała raczej kilka ulubionych wątków i szczegółów charakterystycznych dla tej historii, niż dopasowała do niej swoją kolejną powieść. Mamy więc tytułową Bestię, czyli Vance’a Reignsa, niepokornego młodego aktora, który za swoje wybryki zostaje zesłany do pewnego… nibyzamku. Mamy połączenie Belli i motywu róży w postaci Rosie Thorne, mamy też wielką bibliotekę, która połączy… ale na razie ciii.

Starfield cały czas ma się dobrze

Jest taki zabieg, który bardzo lubię w książkach jednego autora. Nawiązywanie do poprzednich powieści, do ich fabuł i bohaterów, których nie trzeba znać, sięgając po daną książkę, ale jeśli czyta się je po kolei, jest to świetnym dodatkiem i smaczkiem. Powieści Ashley Poston, chociaż kręcą się wogół tego samego uniwersum (wymyślonej serii sci-fi Starfield i aktorów związanych z nowymi produkcjami filmowymi), są odrębnymi historiami, dlatego można czytać je w dowolnej kolejności. I chociaż moim zdaniem najlepiej czytać je w kolejności wydania, czyli «Geekerella» -> «Księżniczka i Fangirl» -> «Zaczytana i Bestia», jak najbardziej możecie zacząć od tej ostatniej, jeśli lubicie retellingi Pięknej i Bestii, albo książki luźno do tej baśni nawiązujące.

Rosie Thorne, czyli księżniczka na miarę książkoholików

Jestem pewna, że niejeden czytelnik czy niejedna czytelniczka odnajdą w Rosie samych siebie. W końcu czytać o bohaterce, która kocha książki tak samo jak my? To nie może się nie udać. I chyba to jest najmocniejszym punktem nie tylko tej powieści, ale także samej Pięknej i Bestii. Ta prosta radość z obcowania z wielką biblioteką, możliwość przeglądania setek tytułów, napawania się dotykiem książki i jej zapachem. To jest właściwie tylko ułamek tej historii, ale książkoholik na pewno go zapamięta. Ja szczerze zazdrościłam Rosie pracy, jaką dostała w związku z pewną biblioteką, bo układanie tych wszystkich książek, przeglądanie ich, a potem widok pełnych półek… to jest coś, co bibliofile lubią najbardziej.

Różnorodność, o jakiej w prawdziwym świecie moglibyśmy pomarzyć. 

Uwielbiam w książkach Ashley Poston to, że w świecie, który tworzy, osoby homoseksualne (a w «Zaczytanej i Bestii» także niebinarne) są czymś najnaturalniejszym na świecie. Autorka tworzy świat, w którym jej bohaterowie nie są prześladowani z powodu swojej seksualności, w którym mogą mówić o tym otwarcie i po prostu być, kim chcą. Utopia? Ja bym powiedziała, że raczej wizja świata, w którym i ona, i jej czytelnicy chcieliby żyć. W «Zaczytanej i Bestii» mamy Quinn, osobę niebinarną, do której nie pasuje zaimek on czy ona. Czuję, że tłumaczenie książki nie do końca podołało zadaniu nienakierowywania na płeć, ale też język polski niestety tego nie ułatwia. Widać, że tłumaczka bardzo się starała i za to wielkie brawa dla niej, ale nie dało się uniknąć nakierowania na płeć męską.

Podsumowując

«Zaczytana i Bestia» to bardzo przyjemna i urocza młodzieżówka. Autorka wybrała ciekawe wątki z klasycznej baśni, na której się wzorowała i zrobiła chyba wszystko, aby książkę można było nazwać rettelingiem, a jednocześnie, aby nie była zbyt sztuczna i pasowała do realiów współczesności (ta współczesność to tak z przymrużeniem oka, bo jednak romanse kolejnych gwiazd młodzieżowego filmu ze zwykłymi śmiertelnikami to nie taka typowa rzeczywistość). Jestem fanką historii tworzonych przez Ashley Poston i jej trzecia książka także mnie nie zawiodła. Cieszę się, że mogłam tę historię obrać patronatem i nie pozostaje mi nic innego, jak ją wam polecić.

Werdykt: TO READ!!!

*wpis powstał we współpracy z wydawnictwem We need YA