Informacje o nowych książkach Schmitta zawsze niezmiennie budzą we mnie radość, ale widok takiej cegły pióra ulubionego autora to jak najlepszy prezent urodzinowy 🙂 Zapraszam więc na nową recenzję mojego tegorocznego „prezentu”.„«Piszę tych kilka słów po prostu po to, by Ci powiedzieć, że Cię kocham. Podpisane: Ty wiesz kto».

Baptiste obejrzał kartkę z obydwu stron i znów przeczytał te dwa zdania. Serce zaczęło mu kołatać, ogarnęło go wewnętrzne wzruszenie: w jego życiu coś się działo. (…) Gorączkowo obejrzał kopertę, żeby ustalić jej pochodzenie: została nadana poprzedniego dnia, w ich dzielnicy. Żadnych wskazówek. Nagle przeszył go chłód: jego oczu właśnie odczytały po raz drugi napisany odręcznie adres. Wprawdzie się zgadzał, ale za to list nie był przeznaczony dla niego. Przez nieuwagę otworzył korespondencję Josephine.

Tajemnicze wiadomości w żółtych kopertach wywracają do góry nogami spokojne życie mieszkańców placu d’Arezzo. Anonimowe wyznania miłosne zaskakują, prowokują, dają nadzieję. Za ich sprawą opadają maski…”

„Papugi z placu d’Arezzo” to, jak dotąd, najobszerniejsze dzieło E.E. Schmitta. Książka liczy sobie ponad 750 stron, co początkowo trochę mnie przerażało („będę ją czytać co najmniej miesiąc”), ale okazało się, że czyta się ją szybko, nie odczuwając przewracanych stron. Wiecie, że kocham twórczość tego francuskiego pisarza. Każdą jego książkę dosłownie pochłaniam i  nie inaczej było z „Papugami…”. Tym razem autor pod lupę wziął związki, bardziej czy mniej konwencjonalne. W tej książce mamy wszystko: związki homoseksualistów, białych z czarnymi, nastolatków, romanse, zdrady a nawet trójkąty. Brzmi nieco dziwnie, ale muszę przyznać, że to wszystko do siebie pasuje i tworzy jednolitą całość.

Akcja powieści dzieje się w kamienicach wokół placu d’Arezzo w Brukseli. Początkowo poznajemy odrębne historie mieszkańców tego zakątka: m.in. polityka Zacharego Bidermanna, mającego piękną i kochającą żonę a mimo to bez skrupułów ją zdradzającego, pisarza Baptista Moniera, który, w momencie, kiedy go poznajemy, rozmyśla na temat istoty wierności, małżeństwo nieszczęśliwych Francois-Maxime’a i Severine, ukrywających przed sobą wzajemnie swoją prawdziwą naturę, starą pannę Beauvert i jej papugę Kopernika czy parę gejów Toma i Nathana, których prawie nic nie łączy, a jednak się kochają. Z czasem losy bohaterów zaczynają się wzajemnie przeplatać, a pojedyncze opowieści scalać w całość. Łączy ich jeszcze jedno: wszyscy otrzymują list z tajemniczym wyznaniem miłości. Te listy wywrócą ich życie do góry nogami. Jednych do siebie zbliżą, innych oddalą. Okazuje się, że proste wyznanie niezupełnie zadziała tak, jak chciał autor liścików.

Wiem, w przypadku książek Schmitta nie potrafię być obiektywna, ale… Jestem zachwycona! Po raz kolejny pisarz zaserwował nam świetny obraz współczesnego świata i przegląd ludzkich charakterów. Schmitt jest świetnym obserwatorem, a w swojej najnowszej powieści umiejętnie pokazał, jak w dzisiejszych czasach wygląda miłość, czym jest namiętność. Jak bardzo ludźmi rządzi seks. Pisarz nie ma zahamowań, jeśli chodzi o tworzenie bohaterów homoseksualnych. I uważam to za ogromny plus. W książce, która w zupełności poświęcona jest analizie przeróżnych związków, dziwne byłoby, gdyby zabrakło w niej  par homoseksualnych. Ale nie tylko ten temat poruszył. W „Papugach z placu d’Arezzo” mamy również nastolatków i ich buzujące hormony, prowadzące niekoniecznie w dobrą stronę. Analizując poszczególnych bohaterów dochodzę do wniosku, że właściwie w tej książce mamy wszystko, tylko nie normalnego, szczęśliwego małżeństwa. Ale to przecież byłoby nudne. Istotną rolę w powieści gra zagadka, kto jest autorem anonimowych liścików z wyznaniem miłości. Mi jej rozwiązanie bardzo się podobało i przyznam, że innego sobie nie wyobrażam.

Podsumowując: książka jest fantastyczna. Zupełnie nie odczuwa się tej ilości stron i czyta się ją bardzo szybko. Uwielbiam wszystkie książki Schmitta (ok, prawie wszystkie), ale ta jest jedną z najlepszych. Jeśli lubicie tego autora, koniecznie przeczytajcie. Jeśli nie lubicie, też przeczytajcie, warto! 🙂

Werdykt: TO READ!!!